środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 5: Uporządkowanie paru spraw


Rzuciłem się na łóżko i zacząłem wszystko powoli układać sobie w głowie. Musiałem teraz odbyć dwie bardzo ważne rozmowy. Wiedziałem, że nie będą one łatwe, szczególnie ta z Rose. Wziąłem telefon do ręki i zadzwoniłem do dziewczyny. Podczas rozmowy wyczułem ekscytacje w jej głosie, co powodowało, że było mi jeszcze trudniej. Umówiłem się z nią, że wieczorem do niej przyjdę. Postanowiłem też napisać do Lou i zaproponować żebyśmy spotkali się jutro, ale gdy chciałem wysłać smsa okazało się, że przecież nie mam jego numeru. Musiałem więc zadzwonić jeszcze raz do Jennifer i go od niej wyciągnąć. Teraz już posiadając jego numer zabrałem się ponownie za napisanie do niego.
Cześć Lou!
Czy chciałbyś się ze mną spotkać jakoś jutro? Bardzo chciałbym z Tobą porozmawiać. Proponuje o 17:00 koło naszej szkoły. Co Ty na to?
Harry ;*

Po paru minutach otrzymałem wiadomość zwrotną. Lou pisał w niej, że chętnie się ze mną spotka,  termin mu odpowiada i był jeszcze zdziwiony, że mam jego numer. Została mi jeszcze chwila czasu przed pójściem do Rose więc postanowiłem wziąć się za porządki w swoim pokoju. Nie byłem typem pedanta, który przesadnie dba o czystość, ale nie byłem też bałaganiarzem. Rozejrzałem się po pokoju i stwierdziłem, że dawno nie sprzątałem w mojej komodzie znajdującej się koło łóżka. Otworzyłem ją i ujrzałem stertę papierów, parę zdjęć z dzieciństwa oraz coś ciekawego. Był to walkman mojej mamy. Miał chyba z 20 lat. W każdym razie był o wiele lat starszy ode mnie. Włożyłem wetknięte do niego słuchawki do uszu, włączyłem pierwszą piosenkę i położyłem się na łóżku. Z słuchawek wydobył się dźwięk piosenki Celine Dion Because You Love Me. O tak… uwielbiałem tę piosenkę, a także podobnie jak moja mama samą autorkę utworu. Zamknąłem oczy i nie wiadomo kiedy odpłynąłem. Obudziłem po 2 godzinach. Spojrzałem na zegarek i była już 19:00. Szybko ubrałem się i wybiegłem z domu.

- Harry! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię widzę. – powiedziała Rose rzucając mi się na szyję.
- Tak ja też… - odpowiedziałem bez żadnych emocji.
- Coś się stało? – spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem. Nic nie odpowiedziałem udając, że nie usłyszałem pytania.
- Hej! Zadałam Ci pytanie! – rzuciła lekko podenerwowana.
- Musimy porozmawiać! – powiedziałem patrząc jej głęboko w oczy. Uśmiech powoli zaczął schodzić z jej twarzy.  Zrzuciłem z siebie kurtkę i przeszliśmy do jej pokoju.
- Pozwolisz, że ja zacznę. – powiedziała odgarniając swoją blond grzywkę z czoła. Usiedliśmy na jej łóżku.
- Dobrze… a więc słucham. – już w tym momencie czułem się zmęczony tą rozmową.
- Chciałam Cię jeszcze raz bardzo mocno przeprosić za moje zachowanie. Wiem, że jestem wybuchowa i  zazdrosna, ale po prostu strasznie mi na Tobie zależy  i nie mogę nawet myśleć o tym, że ktoś mógłby mi Cię ukraść. Kocham Cię Harry. – wyszeptała ostatnią część zdania po czym rzuciła się na mnie namiętnie całując. Szybko się zerwałem i najdelikatniej jak tylko umiałem odsunąłem ją od siebie.
- Rose! – jęknąłem.
- Co się z Tobą dzieje! Ostatnimi czasy zachowujesz się bardzo dziwnie. – wyrzuciła z siebie urażona.
- Po prostu trochę się w ostatnim czasie pozmieniało. – nie wiedziałem jak zacząć, jeszcze ten pocałunek już kompletnie mnie rozproszył.
- Pozmieniało powiadasz. – odrzekła ironicznie. – Czy to nie przypadkiem ten nowy kolega Cię tak zmienił?
- Rose! Znowu zaczynasz.
- Ja zaczynam? Ja? – wybuchła nagle. – To Ty zdradzasz mnie z chłopakami! Może jeszcze powiesz mi, że nagle stałeś się gejem!? – Teraz byłem już w stu procentach utwierdzony w tym, że trzeba jak najszybciej kończyć ten związek. On nie umiała się opamiętać i spokojnie porozmawiać. Nie mogłem dalej tego znosić.
- A nawet jeśli to co!? – zapytałem nieco agresywnie. Na jej twarzy pojawiło się lekkie zdziwienie.
- No proszę! – krzyknęła. – I pomyśleć, że przez całe dwa lata byłam w związku z pedałem! – W tym momencie poczułem jak zaczęło się we mnie gotować. To był kres powstrzymywania moich emocji. Wstałem i ruszyłem w kierunku drzwi. Ostatni raz odwróciłem się w jej kierunku.
- A i od teraz nie jesteśmy już w związku. Żebyś sobie to uświadomiła! – powiedziałem dobitnie patrząc jej prosto w oczy. Odwróciłem się i mocno trzasnąłem drzwiami na pożegnanie.
- Idź do tego swojego głupiego chłopaka! – usłyszałem jeszcze tylko zza ściany.

(Rose)
- A więc zrobił to co przypuszczałyśmy… – powiedziałam zdenerwowana do Abbie, mojej najlepszej przyjaciółki, rozmawiając z nią przez telefon.
- Mówiłam Ci, że masz być miła i uwodzicielska! – odrzekła równie zdenerwowana.
- Byłam… ale chyba mój wdzięk przestał na niego działać.
- To co teraz robimy? – zapytała z dającym się wyczuć rozczarowaniem w głosie.
- Spokojnie. – uśmiechnęłam się sam do siebie. – Właśnie dowiedziałam się bardzo ciekawej rzeczy i nawet wiem jak zrobić z niej pożytek.


Wpadłem do swojego pokoju, rzuciłem się na łóżko i zacząłem krzyczeć najgłośniej jak tylko umiałem prosto w poduszkę. Złość ogarnęła mnie całego. Byłem zły na Rose, za to jak mnie potraktowała, byłem zły na siebie, że pozwoliłem, aby miłość tak zaślepiła mi oczy, że wcześniej nie dostrzegłem tych wszystkich wad mojej byłej już dziewczyny. Napięcie zaczęło ze mnie powoli schodzić. Potrzebowałem relaksu. Postanowiłem więc wziąć długą i gorącą kąpiel, a następnie zejść na dół i spędzić wieczór z mamą przed telewizorem. Coraz częściej miała do mnie wyrzuty, że nie spędzam z nią w ogóle czasu więc to był odpowiedni moment, aby nadrobić wszystkie zaległości.

W końcu wybiła godzina 16:00. Cały dzień niecierpliwie oczekiwałem na spotkanie z Lou. Mojej niecierpliwości towarzyszyły również pewne obawy, ale wolałem o tym nie myśleć. Będzie co ma być, najważniejsze, że się spotkamy. Po trzydziestu minutach spęczonych na ubieraniu się wyszedłem z domu i udałem się w kierunku szkoły. Tym razem to ja byłem pierwszy. Patrzyłem co jakiś czas niecierpliwie na zegarek. Gdzie on mógł się podziewać? Był już spóźniony jakieś 15 minut. Niecierpliwie przebierałem z nogi na nogę. Nagle zza najbliższego zakrętu wybiegł zdyszany Louis.
- Przepraszam Cię najmocniej, ale – zrobił przerwę na złapanie oddechu. – autobus mi uciekł, potem musiałem jechać tramwajem i wysiadłem dwie przecznice stąd, biegłem tutaj najszybciej jak tylko mogłem.
- Cześć Lou – powiedziałem nie dając po sobie poznać zniecierpliwienia – Spokojnie nic się nie stało. – wyszczerzyłem zęby. Chłopak zauważając to i odwzajemnił gest.
- No to gdzie idziemy? – zapytał powoli uspakajając oddech.
- Proponuję przejść się do kawiarni. Znajduje się nie daleko i podają tam najlepsze lody. – zaproponowałem.
- Skoro mówisz, że są tam najlepsze lody to… musimy tam iść! – obaj wybuchliśmy śmiechem.
Gdy weszliśmy do kawiarni wszystkie stoliki były puste. Usiedliśmy więc w rogu gdzie panowała bardzo romantyczna atmosfera. Po chwili podeszła do nas kelnerka i położyła na stole dwie karty. Po pewnym czasie wróciła zapaliła dwie świeczki i zapytała czy może przyjąć już zamówienie.
- Więc ja poproszę lody karmelowe z czekoladową polewą. – powiedziałem zwracając się do kelnerki. –  I herbatę cytrynową. A Ty Lou, co byś chciał?
- Ja poproszę to samo – uśmiechnął się w moją stronę. Kobieta chwilę coś zapisywała i odeszła.
- Czy to znaczy, że lubimy to samo? – zapytałem podnosząc jedną brew.
- Najwidoczniej tak. – zaśmiał się. – Więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać Harry? – spuściłem głowę rysując palcem kółka na blacie stołu.
- Widzisz… jest mi strasznie głupio… – nie wiedziałem od czego zacząć. – Ja no…
- Jeżeli chodzi o sytuację w parku to spokojnie, nie mam Ci tego za złe. Masz dziewczynę i rozumiem, że musisz i jej poświęcać czas. – spojrzał na mnie serdecznie się uśmiechając.
- No właśnie mylisz się! – zerwałem się – Nie mam już dziewczyny. Od niedawna jestem singlem. – Pierwszy raz ujrzałem na jego twarzy tak promienisty uśmiech.
- Ale jak to? – zapytał lekko oszołomiony.
- No od niedawna trochę się pozmieniało. – w tej chwili przyszła kelnerka z naszym zamówieniem.



(Lou)
Wziąłem swój puchar z lodami do ręki i skosztowałem. Były naprawdę niesamowicie dobre. Harry rzeczywiście wie co  pyszne. To czego przed chwilą się dowiedziałem to była chyba najlepsza rzecz jaką usłyszałem w życiu. Skoro chłopak był teraz wolny mogłem się o niego starać. Nagle zadzwonił mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni.
- Przepraszam Cię Harry, muszę odebrać – chłopak porozumiewawczo kiwnął głową. Odszedłem od stołu i wyszedłem na dwór.
- Lou? – wydobył się z głośnika znany mi głos mojej przyjaciółki Jennifer. - Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam wam w randce.
- W zasadzie to tak. – przyznałem nieśmiele.
- No i bardzo dobrze. Myślałam, że już za późno.
- Co? Ale o co chodzi? – zapytałem zaskoczony jej reakcją.
- Nie wiem czy wiesz, ale Harry ma za dwa dni urodziny. Pomyślałam, że możemy zorganizować mu przyjęcie niespodziankę.
- To świetny pomysł. – nie wiedziałem skąd Jenny ma takie informacje, ale jej pomysł był naprawdę bardzo dobry.
- No to super. Wpadnij do mnie i obgadamy szczegóły, pa! – odpowiedziała podekscytowana i rozłączyła się. Wróciłem do środka i zająłem swoje miejsce.
- Coś się stało? – Harry zapytał zaniepokojony.
- Nie, wszystko w porządku. – opowiedziałem uspokajając go. – Powiedz mi… Czy masz jakieś plany na poniedziałek, bo może wpadłbyś do mnie? – starałem sie, aby zabrzmiał to jak najbardziej naturalnie, próbując ukryć moją ekscytację i obawy przed ewentualną odmową.
- Jasne! Czemu nie. – opowiedział podejrzliwym tonem. Odetchnąłem z ulgą.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Jak obiecywałem rozdział pojawił się w jeszcze w środę :D Harry podjął już decyzję co do swojej (byłej) dziewczyny. Umówił się z Lou no i właśnie - w związku z nadchodzącymi urodzinami Harrego postanawia razem z Jennifer zorganizować dla Hazza przyjęcie niespodziankę. Rozdział ten zostanie dodany więc w urodziny Harrego (1 luty). To tak żeby uczcić jego święto. Możecie spodziewać się czegoś ciekawego. Na pewno Lou sprezentuje swojemu przyjacielowi coś co zapamięta na długo :D 
Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem. Jest mi szalenie miło, że coraz więcej osób czyta mojego bloga, a także go komentuje. Mam do was ogromną prośbę. Ze względu na to, że uwielbiam wasze komentarz, bardzo was proszę żeby były one jak najdłuższe, bo uwielbiam czytać wasze opinie nie tylko te pozytywne, ale także te wyrażające krytykę. Po drugie proszę Was również o to abyście podpisywali się jakoś pod swoimi komentarzami, ponieważ chciałbym sprawdzić ilu mam stałych czytelników. 
Jeszcze raz bardzo dziękuję za czytanie tego i poprzednich rozdziałów.
Pozdrawiam Cię ;*
Bye ;***

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 4: Podjęta decyzja




- Jesteś Harry! Wchodź! – przywitała mnie zdenerwowana Jennifer.
- Hej! – spojrzałem na nią podejrzliwym wzrokiem. – Coś się stało?
- Baaa… pytasz! – odpowiedziała ironicznie – Jasne, że coś się stało! Dzwonisz do mnie o 12 w nocy i mówisz, że musimy się spotkać! I teraz jak myślisz, jak się czuję? Całą noc przez Ciebie nie spałam! – wydawała się zdenerwowana, ale znałem ją na tyle długo żeby wiedzieć, że nie umie się na mnie gniewać. Uśmiechnąłem się do niej.
- Spokojnie! Zaraz wszystko Ci opowiem. – wzięła głęboki wdech i wypuściła ciężko powietrze. Zdjąłem z siebie kurtkę którą odwiesiłem na wieszak, a potem buty. Następnie przeszliśmy do salonu. Jej tata pracuje w USA i w Londynie jest raz na dwa miesiące, a mama jest pielęgniarką w miejscowym szpitalu i bardzo często nie ma jej w domu, dlatego też nie zdziwiłem się gdy w sobotę przed południem Jenny była sama. Usiadłem w ogromnym salonie na skurzanej, pokrytej jakąś miękką tkaniną kanapie. W sumie to nie byłem u niej już od bardzo długiego czasu. Ostatni raz jakieś dwa lata temu. Częściej spotykaliśmy się w mieście lub przychodziła do mnie. W tym czasie musieli wyremontować salon, bo w moich wspomnieniach wyglądał on inaczej. Rozglądałem się po mieszkaniu podziwiając każdy element wystroju. Po prawej stronie stał duży kominek ogrzewający całe wnętrze. Przysunąłem się do niego aby ogrzać swoje zmarznięte ciało.
- Chcesz coś do picia? – zapytała dziewczyna wychylając się z kuchni.
- Hymm… może poproszę herbatę. – pożądałem jeszcze więcej ciepła.
- No to powiedz mi proszę w końcu, co Cię do mnie sprowadza? – zapytała niby od rzeczy nasypując herbatę do dwóch szklanek i zalewając je wrzątkiem.
- Mam pewien problem i potrzebuję Twojej rady. – zacząłem mówić. Jenny przyszła do salonu trzymając w rękach dwie herbaty i położyła je na szklanej ławie. Wziąłem swoją do ręki i upiłem trochę z wierzchu. Dziewczyna usidła koło mnie.
- Ostatnio w naszej szkole pojawiła się nowa osoba. – kontynuowałem – zauroczyła mnie swoim wyglądem, później również i charakterem. – zauważyłem, że na twarzy Jennifer zaczyna pojawiać się uśmiech.
- No i bardzo dobrze. Może w końcu dasz sobie spokój z tą Rose – powiedziała uradowana. Jenny nigdy szczególnie nie przepadała za moją dziewczyną. Mówiła, że mnie ogranicza i uważała nasz związek za toksyczny. Mogła więc nie stanowić subiektywnej pomocy w tej sprawie, jednak była jedyną osobą, która mogła zaakceptować moją zmieniającą się orientację.
- Tylko, wiesz… ta osoba to On. – na jej twarzy zaczęło pojawiać się zdziwienie. Otworzyła szeroko oczy i zapytała.
- Harry, Ty… Ty zakochałeś się w chłopaku?
- Oj Jenny… – wyjąkałem zrezygnowany – nie… to znaczy nie wiem… to takie skomplikowane…
- No to opowiedz mi wszystko od początku. – powiedziała zachęcająco. Opowiedziałem jej o naszym pierwszy spotkaniu podczas lekcji chemii, o tym jak położył mi rękę na udzie, o naszym wyjściu, spędzonym razem czasie i o tym co do niego czuję. Gdy doszedłem do sytuacji w Hyde Parku głos mi się załamał i zawahałem się.
- Co było dalej? Harry!? Siedzieliście na ławce i co? – dopytywała niecierpliwie.
- No wiesz… On tak jakby… chciał mnie pocałować – wyrzuciłem w końcu z siebie. Myślałem, że zacznie się jeszcze bardziej dziwić, albo co gorsza – śmiać, ale ona tylko uśmiechnęła się serdecznie i nerwowo wypuściła powietrze.
- Co tak na mnie patrzysz? – zwróciłem się do niej z wyrzutem. – powiedz coś w końcu!
- Jejku... Wiesz co? Jestem w lekki szoku. – otrząsnęła się – Chłopak, który od zawsze biegał za dziewczynami, umówił się chyba z każdą gimnazjalistką nagle mówi mi, że podoba mu się chłopak. To lekko szokujące. - zaśmiała się niepewnie.
- Dziękuję bardzo za zrozumienie. – powiedziałem oburzony, wstając z miejsca. – Po Tobie bym się tego nie spodziewał.
- Hazzy, siadaj. – zerwała się gwałtownie. – bardzo Cię przepraszam, nie… nie chciałam, żeby tak to zabrzmiało. Rozumiem Cię i postaram się Ci pomóc. – Przewróciłem oczami i zająłem miejsce.
- Ale pocałował Cię w końcu? – podekscytowana przysunęła się w moją stronę. Nie odpowiedziałem odwracając głowę w stronę kominka i wpatrywałem się w czerwono-pomarańczowy kolor płomienia.
- Czyli nie… - jęknęła zawiedziona.
- No bo zadzwoniła Rose i wszystko zepsuła – wybuchłem nie wytrzymując napięcia.
- A jednak! Mówiłam Ci, że ona wszystko psuje! – tryumfalnie odpowiedziała.
- Jenny… Co mam robić? – zapytałem zrezygnowany.
- Zastanów się kogo tak naprawdę kochasz. – spojrzała mi w oczy. – Zwróć uwagę w kogo towarzystwie czujesz się wyjątkowo. Najchętniej odradziłabym Ci kontynuowanie aktualnego związku, ale tu chodzi o Twoje szczęście.
- Ale ja chyba nadal ją kocham. – spuściłem głowę wpatrując się w podłogę. Jenny wzięła moje dłonie w jej i  mocno je ścisnęła.
- A przypomnieć Ci jej ostatni „skok w bok” – zasugerowała podkreślając ostatnią część zdania. – Zdradziła Cię, a Ty jej wybaczyłeś. Czy powinieneś jej dalej ufać po tym co Ci zrobiła? Nigdy nie byłeś w związku z chłopakiem. A może warto spróbować czegoś nowego, może w końcu będziesz naprawdę szczęśliwy? – przybliżyła swoją twarz do mojej. Zauważyłem troskę w jej oczach. Nastała chwila ciszy.
- A tak w ogóle to co to za chłopak? – zapytała przerywając milczenie.
- Louis Tomlinson. – oznajmiłem
- Louis Tomlinson? – zapytała zdziwiona. – Ty szczęściarzu! Znam go bardzo dobrze. Gdy przed przeprowadzką mieszkał w Londynie moi rodzice spotykali się z jego rodzicami. Czasami przychodził do nas i bawiliśmy się wspólnie. Bardzo mi się podobał i dlatego chciałam się z nim umówić, a on mi powiedział, że jest gejem. Mimo wszystko dalej się kolegowaliśmy i utrzymujemy nadal kontakt. To naprawdę świetny facet. – całą tą opowieść wysłuchiwałem z otwartą buzią. To nie mógł być przypadek, że Jenny znała Lou. Może, rzeczywiście miała rację, że należy zakończyć dotychczasowy związek, a przynajmniej na jakiś czas go zawiesić. Swoją drogą chłopak bardzo mnie pociągał i bardzo chciałem spędzić z nim więcej czasu. Po chwili zastanowienia podjąłem decyzję.
- Dobrze, jutro pójdę do Rose, porozmawiam z nią i spróbuję zakończyć nasz związek. - na twarzy dziewczyny zaczął pojawiać się promienny uśmiech.
- No i oczywiście umówię się z Lou – dodałem spokojnie.
- Tak Harry! – zerwała się rzucając mi się na szyję. – Jestem pewna, że nie pożałujesz tej decyzji!
- Mam taką nadzieję… ale czeka mnie jeszcze jedna trudna rozmowa. – zdenerwowany wziąłem kolejny łyk gorącej herbaty.
- Tym już się nie martw. Pójdziesz tam, powiesz to co myślisz, to co czujesz i wszystko będzie dobrze! – powiedziała dodając mi otuchy i mobilizując mnie.
- Dziękuję Ci bardzo za wszystko – mocno ją przytuliłem.
- Nie ma sprawy. Od tego mnie masz – uśmiechnęła się serdecznie.
- No dobrze, muszę już lecieć. Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję. – wstałem, jeszcze raz przytuliłem Jenny i poszedłem się ubrać.
- Powodzenia i życzę Ci wszystkiego dobrego. – powiedziała na dowidzenia i pomachała mi. Odwzajemniłem gest i udałem się do domu.



(Lou)
Cały dzień przeleżałem w łóżku rozmyślając o Harrym. Tak niesamowicie czułem się wczoraj w jego towarzystwie, a sytuacja w parku… awww… nie mogłem o tym myśleć. On strasznie mnie pociągał, ale tak się skompromitowałem. Co ja sobie w ogóle wyobrażałem. Niby nie opierał się gdy chciałem go pocałować… ale… a może on chciał mnie wykorzystać? Chciał mnie sprowokować, a potem wyśmiać i rozgadywać wszystkim, że jestem gejem. Już nie wiem co o tym myśleć. Przecież gdybym coś dla niego znaczył to by mnie tam samego nie zostawił. Poza tym on ma dziewczynę i to całkiem niezłą… pewnie w ogóle go nie interesuję. Najbardziej obawiam się jak będziemy zachowywać się w szkole kiedy będziemy skazani na swoje towarzystwo. Nie będę potrafił udawać, że chłopak jest mi obojętny. Byłem głupi myśląc, że znalazłem w końcu kogoś, kogo naprawdę pokocham i z kim będę mógł poczuć się szczęśliwy. Po tych wszystkich nieudanych związkach, chłopakach którzy tylko mnie wykorzystywali zaczynam tracić nadzieję, że kiedykolwiek uda mi się w ogóle kogoś znaleźć. Nie mogę tak tego zostawić! Muszę z nim poważnie o tym porozmawiać! Nagle usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Ktoś do mnie dzwonił. Rzuciłem się w jego stronę.
- Halo? Kto mówi? – zapytałem.
- Lou!? To ja Jennifer. – usłyszałem znajomy głos mojej koleżanki.
- Już myślałem, że o mnie zapomniałaś – rzuciłem zaczepnie. Nie dawała, żadnych znaków życia od jakiś dwóch tygodni.
- Nie nadal pamiętam. – zaśmiała się. – Czy chciałbyś mi o czymś powiedzieć. – zdziwiłem się usłyszawszy to pytanie.
- Ale, o co chodzi? – zapytałem zbity z tropu.
- Myślałam, że jak poznamy kogoś ciekawego to sobie o tym powiemy. – wyczułem w jej głosie odrobinę ironii.
- Czy Ty coś sugerujesz? – zacząłem domyślać się o co może jej chodzić.
- Skąd wiesz – zerwałem się po chwili.
- Nie zamartwiaj się tylko czekaj na telefon, wszystko będzie dobrze, pa. – powiedziała rozłączając się.
- Ale, ale… - niestety, nie zdążyłem już nic powiedzieć. Odłożyłem telefon i usiadłem oszołomiony na swoim łóżku. Co to miało znaczyć?

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------Więc proszę bardzo obiecany, weekendowy rozdział. Miał być krótki, ale tak się rozpisałem, że wyszedł mi najdłuższy dotychczas xD Trochę się z nim męczyłem, ale jakoś dałem radę :D W opowiadaniu nadal panuje smutna atmosfera... ale nie martwcie się już niedługo to się skończy :) Obiecuję to wam ;* Dziękuję bardzo za wszystkie komentarz, lecz pod ostatnim wpisem  było ich troszkę mało tak więc bardzo proszę o więcej ^^ Szczególnie dziękuję mojemu natchnieniu, które z każdym problemem mi pomoże ;* Kocham Cię <3

W następnym rozdziale trudna rozmowa z Rose i jak mi się uda to też z Lou. Jak myślicie jak zareaguje? Co do terminu następnego rozdziału to nie mam pojęcia. Spróbuję dodać go w ciągu tygodnia, może ponownie w środę... nie wiem, ale postaram się. Pozdrawiam i KOMENTUJCIE :D

Bay ;*

środa, 22 stycznia 2014

Rozdział 3: Wielki dylemat





Biegłem ile tylko miałem sił w nogach cały czas myśląc o biednym Lou, który został tam zupełnie sam. Jak w ogóle mogłem go tak potraktować. Będę musiał mu potem jakoś to wynagrodzić. Na horyzoncie zaczął pojawiać się niewyraźny zarys kina Shortwave Cinema. Po pewnym czasie w tłumie ludzi zmierzający w kierunku drzwi wejściowych zauważyłem zdenerwowaną Rose. Podbiegłem do niej i zgiąłem się w plecach ciężko dysząc.
- Jestem! – wydyszałem. Spojrzała na mnie ze wściekłością na twarzy. Wzięła głęboki oddech.
- Haroldzie Styles! Gdzieś to się podziewał przez ten cały czas? – zapytała z całkowitą powagą. – Byłeś sobie z jakąś inną dziewczyną? A może z tym nowym chłopakiem, co? – dodała sarkastycznie. Patrzyłem w ziemię wciąż opierając dłonie o kolana. Odkąd tylko pamiętam zawsze była o mnie chorobliwie zazdrosna, a przy tym strasznie nerwowa i porywcza. Nie mogłem na przerwie rozmawiać z żadną dziewczyną, bo od razu robiła mi awantury, że ją zdradzam, że umawiam się z innymi... Czasami było to nie do wytrzymania. W sumie to co ją obchodziło co robiłem. Może i jesteśmy w związku, no ale bez przesady. Nie możemy się ciągle ze sobą spotykać! Nabierałem do niej coraz większej niechęci… tak naprawdę nie czułem już tego co kiedyś.
- Rose… słuchaj… - zacząłem spokojnie - nie wiem co sobie myślisz, ale przepraszam Cię… - odwróciłem wzrok żeby nie musieć patrzeć na jej zdenerwowaną twarz. Sprawiała wrażenie wulkanu który gotuje wszystko w sobie i zaraz ma wybuchnąć.
- Przepraszam? PRZEPRASZAM!? Co Ty sobie wyobrażasz! – krzyknęła tak, że przechodzący obok ludzie zaczęli się na nas spoglądać – To ja tu czekam na Ciebie od ponad godziny, a Ty śmiesz tak do mnie mówić!?
- Ale…
- Żadne ale! – przerwała mi – jeżeli jeszcze raz… - nie mogłem tego już więcej słuchać. Postanowiłem zakończyć tę rozmowę.
- Rose, uspokój się! – otworzyła usta, aby znowu zaatakować serią kolejnych wyzwisk, ale nie dałem jej dojść do słowa – Proszę Cię, ochłoń. Porozmawiamy później, na spokojnie, a teraz wróćmy do domu i odpocznijmy. Jak chcesz to mogę Cię odprowadzić. – szczerze to nie miałem ochoty tego robić, ale musiałem pamiętać, że to wciąż była moja dziewczyna i należało tak uczynić.
- Zostaw mnie… - odwróciła się w drugą stronę krzyżując ręce na piersiach – nie mam ochoty z Tobą rozmawiać…
- Jesteś pewna? – zapytałem dla pewności.
- Idź już stąd! – wrzasnęła stanowczo. Zadecydowałem więc, że odejdę. Zamiast wracać krótszą drogą postanowiłem iść jeszcze raz przez Hyde Parku z nadzieją, że Lou jeszcze tam będzie i może uda nam się dokończyć rozmowę. Gdy przybyłem na miejsce chłopaka już tam nie było. Zrobiło mi się strasznie smutno. Chcąc uszczęśliwić jedno z nich sprawiłem, że wszyscy czujemy się teraz okropnie. Zacząłem więc iść w stronę domu rozmyślając o tym jak to wszystko naprawić. 




- Już jestem – oznajmiłem bez entuzjazmu wchodząc do domu. Mama wyjrzała zza rogu gdzie znajdowała się kuchnia. Spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Harry? Znowu coś się stało? – zapytała wychodząc do holu gdzie właśnie zdejmowałem kurtkę.
- Nie… po prostu jestem zmęczony – specjalnie nie spoglądałem jej w oczy, aby nie wzbudzić podejrzeń.
- Jak to nic? Przecież widzę! – powiesiłem kurtkę na wieszak i bez słowa ruszyłem na górę do swojego pokoju.
- Harry! Stój i chodź tu! – rozkazała stanowczo. Spuściłem głowę i zrezygnowany wróciłem się.
- Przecież wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć! – powiedziała zachęcająco. – Jestem Twoją mamą i jestem od tego, aby pomagać Ci uporać się z każdym problemem.
- Ale nic się nie stało… - jęknąłem tylko chcąc jak najszybciej zakończyć tą rozmowę.
- Synku… mnie nie oszukasz. – wyczułem ogromną dozę troski w jej głosie – Problemy miłosne? Pokłóciłeś się z Rose? – trafiła w dziesiątkę. Wiedziałem, że w końcu o to zapyta. Szczerze mówiąc to znała mnie jak mało kto. Zawsze potrafiła rozpoznać jaki mam humor i wiedziała jak mi pomóc… tylko, że nie do końca chodziło wyłącznie o moją dziewczynę, ale też i o Louisa. Postanowiłem więc przyznać jej rację.
- Tak mamo. – wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze – Mamy po prostu kryzys w związku i trzeba to najzwyczajniej przeczekać. – Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Z jednej strony martwiła się o mój związek, ale z drugiej uspokoiła się, że nic poważnego się nie stało.
- Nie martw się! – oznajmiła mocno mnie przytulając – Na pewno wszystko się ułoży.
Potaknąłem, a ona uśmiechnęła się do mnie promiennie. Wziąłem wszystkie pozostawione w holu rzeczy i udałem się do swojego pokoju. Gdy już się w nim znalazłem otworzyłem szeroko okno, mimo, że na dworze było jakieś 5oC i rzuciłem się na łóżko, aby przemyśleć i uporządkować sobie parę bardzo ważnych spraw. Na początek musiałem zastanowić się co tak naprawdę czuję do Louisa i czy dalszy związek z Rose ma jakikolwiek sens. Co do pierwszej kwestii byłem pewien, że Lou wprowadził do mojego życia coś nowego. Nikt wcześniej nie powodował u mnie tego co on potrafił zrobić. Co najdziwniejsze dokonał tego w ciągu jednego dnia. To było jakieś szaleństwo. Zadawałem sobie pytanie czy to w ogóle jest możliwe, żeby dla jednej osoby nagle zmienić orientację i pokłócić się z dotychczasowo jedną z  najważniejszych osób w życiu. Niewątpliwe było również to, że byłem nim strasznie zauroczony. Jeśli chodzi o Rose to nasza dzisiejsza kłótnia utwierdził mnie w tym, że nasz związek na dłuższą metę mógłby nie przetrwać, ale z drugiej strony może zbytnio dramatyzuje i mógłby być to tylko jednorazowy incydent. Znałem temperament dziewczyny nie od dziś i gdyby powtarzało się to częściej to mógłbym tego nie znieść.
W tym właśnie momencie dostałem smsa. Sięgnąłem po telefon, który znajdował się na komodzie nieopodal łóżka. Była to wiadomość od Rose! Szybko wyświetliłem ją i zacząłem czytać:
Harry! Przepraszam Cię za moje dzisiejsze zachowanie pod kinem. Wiem, że nie powinnam być taka porywcza i się tak strasznie na Ciebie wydzierać. Bardzo się o Ciebie  martwiłam i wiesz, że robie to bo Cię Kocham. Mam nadzieję, że mi wybaczysz i wszystko będzie w porządku między nami. Kocham Cię Rose ;*
Gapiłem się przez chwilę w telefon bez żadnego ruchu. W tym momencie przypomniałem sobie o tych wszystkich wspólnych chwila, które razem spędziliśmy. Nasz związek przetrwał już naprawdę wiele i nie mogłem pozwolić, aby zakończył się przez byle kogo. Dlaczego musiało to spotkać akurat mnie? Kompletnie nie wiedziałem co robić… Zamknąłem na chwilę oczy po czym do głowy przyszedł mi świetny pomysł. Mogłem przecież komuś się poradzić. Osobie z którą bardzo dobrze się i znam, która na pewno mnie zrozumie i, która z pewnością mi doradzi. Nie mógł być to żaden z chłopaków gdyż oni zadawaliby masę pytań i bardziej dziwiliby się temu wszystkiemu, niż pomogli dlatego postanowiłem, że umówię się z moją przyjaciółką Jennifer. Znaliśmy się od przedszkola, chodziliśmy razem do podstawówki i gimnazjum, ale niestety każdy z nas wybrał inne liceum dlatego niestety nasze drogi się rozeszły. Na szczęście nadal utrzymywaliśmy kontakt i czasami spotykaliśmy się. Była to też jedyna dziewczyna, o którą nie była zazdrosna Rose. Uznałem, że będzie najbardziej odpowiednią osobą, która pomoże mi zmierzyć się z moim problemem. Wybrałem numer i przyłożyłem głośnik telefonu do ucha.
- Halo? – Nagle usłyszałem znajomy głos w słuchawce.
- Jenny? To ty? – zapytałem dla upewnienia.
- Harry! – wykrzyknęła entuzjastycznie – cieszę się, że dzwonisz, mam Ci tyle do opowiedzenia.
- Moglibyśmy się spotkać? Jak najprędzej, dobrze? – Starałem się, aby mój głos brzmiał jak najbardziej naturalnie i żeby się nie złamywał.
- Jeju Hazzy, co się stało? – zapytała zaniepokojona.
- Muszę z Tobą porozmawiać – odpowiadałem tajemniczo wywołując coraz to większe zaniepokojenie u Jennifer.
-  Możesz wpaść do mnie jutro jak najwcześniej możesz. Tylko powiedz mi co się dzieje? – pytała nieustannie.
- To nie jest rozmowa na telefon, wpadnę do Ciebie jutro najszybciej jak tylko będę mógł. – oznajmiłem – Dobranoc.
- Harry! Ty mnie kiedyś wykończysz! Do jutra! – rzuciła tylko i rozłączyła się.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------No i jest rozdział. Miałem dzisiaj czas więc napisałem. Więc Harry kłóci się ze swoją dziewczyną, nie wie czy zostać z nią czy rozpocząć nowy związek. Prosi o spotkanie swoją przyjaciółkę. A wy jak uważacie? Co poradzi Harremu Jenny? Kogo on wybierze? Chciałbym bardzo podziękować wszystkim osobom, które komentują moje poprzednie wpisy. Dziękuję wam bardzo ;* Strasznie mnie motywujecie do dalszego pisania. Jak już się spodziewacie w następnym rozdziale Harry spotka się z Jenny wydaje mi się, że tylko to zamieszczę w następnym rozdziale, a więc nie będzie on za długi, a co za tym idzie dodam następny rozdział jakoś w weekend :D Zachęcam wszystkich do komentowania, wyrażania swoich opinii i pomysłów na ciąg dalszy :D co prawda mam już scenariusz na najbliższe rozdziały, ale chętnie wysłucham waszych pomysłów. Także to chyba wszystko ;)
Bay ;*

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 2: Randka




Wracając do domu cały czas rozmyślałem o Lou, o jego zapachu, blond włosach, które tworzyły idealną kompozycję, głębokich i przenikliwych oczach. Nagle usłyszałem głośny pisk gwałtownie zatrzymującego się samochodu. Odwróciłem się w lewą stronę i zauważyłem jak w moim kierunku z ogromną prędkością zmierza niewielki, sportowy samochód. Spostrzegłem, że znajduje się na środku ulicy więc czym prędzej rzuciłem się w stronę chodnika. Gdy już nalazłem się w bezpiecznym miejscu spojrzałem na samochód, który o mało mnie nie rozjechał. Mężczyzna siedzący za kierownicą wozu popukał się po czole z wyraźną złością na twarzy.
- Przepraszam. – powiedziałem z przerażeniem w głosie zdruzgotany tym co się przed chwilą stało, lecz chyba mnie nie  usłyszał dlatego powtórzyłem dobitniej otwierając usta. Po chwili znów ruszyłem w stronę domu jednak tym razem bardziej uważałem. Na miejscu czekała już na mnie mama z obiadem. Wszedłem do kuchni, usiadłem przy stole i zabrałem się za spożywanie zupy, którą mama przygotowywała bardzo często, bo była to jedna z niewielu rzeczy, która jej wychodziła. 
- Co tam w szkole? – zapytała próbując zacząć rozmowę.
- Aaa… jak zawsze… nic szczególnego. – tak naprawdę to wydarzyło się bardzo dużo, ale nie mogłem powiedzieć jej, że spodobał mi się pewien chłopak w szkole i, że się z nim umówiłem. W tej właśnie chwili przypomniałem sobie o tym, że mieliśmy spotkać się z Louisem o 18, a była już 16. Zacząłem zastanawiać się nad tym co jeszcze muszę zrobić przed wyjściem, w co się ubrać i jak zaplanować nasze spotkanie, w końcu to ja byłem jego pomysłodawcą i zobowiązałem się oprowadzić Lou po okolicy.
- Harry! Jesteś tu? – ocknąłem się zagubiony, byłem kompletnie rozkojarzony.
- Mówiłaś coś mamo? – zapytałem zdezorientowany.
- Dziecko, czy wszystko z Tobą w porządku? – spytała zaniepokojona.
- Naprawdę wszystko w porządku. Nie ma powodów do zmartwień – uspokoiłem ją – Aaa… no tak… Mamo dzisiaj o 18 wychodzę, dobrze? – spojrzałem na nią czekając na jej reakcję.
- Jasne, baw się dobrze. Tylko wróć przed 22. – uśmiechnęła się do mnie serdecznie. Potaknąłem, podszedłem do niej, pocałowałem ją w policzek i udałem się do swojego pokoju, aby się przygotować do wieczornego spotkania.


Wszedłem do mojej garderoby i stanąłem przed regałami z przeróżnymi ubraniami. Przeleciałem rozpoznawczo wzrokiem każdy po kolei odrzucając te, które mi się nie podobały. Postawiłem na niebiesko-czerwoną koszulę w kratę, granatowe rurki oraz czarno-białe trampki. Zabrałem wszystko i poszedłem do łazienki gdzie zacząłem bawić się swoimi włosami. Nie miałem jednak zbyt dużego wyboru gdyż jakkolwiek bym ich nie ułożył zaraz wracały do swojego dawnego, lokowanego kształtu, sprawiając wrażenie idealnego nieporządku. Postanowiłem, że przed wyjście wezmę jeszcze szybki prysznic. Gorąca woda była tym co uwielbiałem najbardziej. To ona powodowała, że czułem się zrelaksowany, a tego było mi najbardziej trzeba. Na końcu wszystkich przygotować stanąłem przed lustrem i zobaczyłem w nim całkiem przystojnego młodego, pewnego siebie mężczyznę. Zerknąłem tylko na zegarek i uświadomiłem sobie, że zostało mi jeszcze tylko 5 minut. W szybkim tempie  wyszedłem z domu i udałem się w umówione miejsce.




Louis czekał już koło szkoły. Podbiegłem do niego i przywitałem się.
- Hej! Długo już czekasz? – zapytałem zmartwiony, ponieważ spóźniłem się już jakieś 10 minut.
- Siemka! Nieee, właśnie przyszedłem. – zmierzył mnie od góry do dołu i wyszczerzył szeroko zęby. Wydawało mi się, że mu się podobam. On również wyglądał nieziemsko. Czarna skórzana kurtka, intensywnie niebieskie jeansy i grzywka zaczesana w górę. Wszystkie te rzeczy pobudzały moje zmysły.
- A więc chodźmy – rzuciłem zachęcająco. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od ulicy przy naszej szkole. Opowiedziałem Lou trochę o niej, a także o tym gdzie wcześniej chodziłem do szkoły. Chłopak również mówił o swoich były szkołach oraz miejscu w którym poprzednio mieszkał. Dowiedziałem się, że razem z mamą poprzednio żył w Birmingham. Następnie udaliśmy się w stronę miasta. Po drodze pokazywałem i opowiadałem o najciekawszych miejsca.  W pewnym momencie znaleźliśmy się w Hyde Parku i postanowiliśmy zostać tam trochę dłużej. Zaczęliśmy spacerować niewielką ścieżką wzdłuż stawku.
- I jak podoba Ci się nasze miasto – zapytałem kopiąc leżący nieopodal kamień.
- Bardzo, a w szczególności centrum handlowe. – odpowiedział szeroko się uśmiechając - Z pewnością będę je często odwiedzał – Odpowiedziałem tym samym. Nastała chwila ciszy. Przez dłużą chwilę żaden z nas się nie odzywał. W końcu zebrałem się na odwagę i zapytałem.
- A tak w ogóle to, dlaczego się tu przeprowadziłeś? – spojrzałem na niego niepewnie. On tylko spuścił głowę w dół i po chwili zastanowienia odpowiedział.
- Hymm… Wiesz… - zaczął - kiedyś mieszkałem z mamą i z tatą w Londynie. Gdy oni się rozwiedli miałem do wyboru, albo mieszkać z tatą, albo mamą. Zawsze lepiej dogadywałem się z mamą więc postanowiłem przeprowadzić się razem z nią do Birmingham. – zauważyłem, że w jego oczach zaczynają pojawiać się łzy. W tym momencie usiedliśmy na stojącej niedaleko, pomiędzy dwoma ogromnymi drzewami ławce.
- No i mieszkaliśmy tam przez dwa lata i wszystko było super – kontynuował – do czasu gdy nie znalazła sobie nowego chłopaka. – zauważyłem jak srebrzysta łza spłynęła mu po policzku.
- Nie miała już dla mnie czasu. To nie tak, że go nie lubiłem… po prostu… nie mogłem patrzeć jak ktoś zabiera mi moją mamę. – to był jego kres możliwości powstrzymywania płaczu. Objąłem go i mocno do siebie przytuliłem. Poczułem jak moja kurtka zaczyna robić się wilgotna.
- Nie martw się. – nie bardzo wiedziałem co mam powiedzieć. Czułem się winny, że w ogóle zacząłem ten temat. To przeze mnie Lou płakał. Czułem się strasznie.
- Wszystko będzie dobrze. Teraz zaczniesz nowe, lepsze życie. Twój tata na pewno, też jest super. – Powoli oderwał twarz od mojej kurtki wyprostował się i spuścił wzrok. Przez chwilę panowała kompletna cisza. Czułem się tak jakby wszystko wokół nas zatrzymało się na chwilę. Nagle Louis spojrzał na mnie. Patrzył mi głęboko w oczy. Czułem się jakby zaglądał w najgłębsze zakątki mojego ciała i duszy. Jego oczy błyszczały, a od łez które jeszcze miał w oczach zaczął odbijać się blask srebrzystego księżyca. Po chwili jego twarz zaczęła przybliżać się do mojej. Widziałem niepewność w jego oczach. Sam nie wiedziałem co robić. On chyba chciał mnie pocałować. Już niemal czułem jego ciepły oddech. Jakaś część mnie mówił, że nie powinienem tego robić, ale Lou tak na mnie działał, że nie mogłem mu się oprzeć. Już prawie jego usta dotykały moich gdy nagle zadzwonił mój telefon. To był chyba najgorszy moment w moim życiu. Że też akurat teraz musiało się to stać! Chłopak speszony szybko się odsunął i spuścił wzrok.
- Przepraszam – powiedziałem – muszę odebrać. – Wyjąłem telefon z kieszeni i na wyświetlaczu wyświetliła mi się moja dziewczyna. Szybko odebrałem telefon.
- Harry? – zapytała – to Ty? Gdzie ty jesteś!? Czekam na Ciebie przed kinem już chyba godzinę! Co Ty robisz!? – Dopiero teraz przypomniało mi się, że umówiłem się z Rose.
- Rose! Daj mi chwilę, zaraz będę – szybko skończyłem i się rozłączyłem chowając telefon do kieszeni. Spojrzałem teraz w stronę Lou. Nie mogłem go zostawić tutaj samego, ale wizja samej, stojącej przed kinem mojej dziewczyny, też mnie nie pocieszała.
- Lou, wybacz, ale muszę lecieć. – wyjąknąłem. Chłopak zerknął tylko na mnie ze smutkiem na twarzy.
- Dobrze, jeżeli musisz to leć – uśmiechnął się nieszczerze. Podszedłem do niego i mocno przytuliłem
- Do zobaczenia jutro! – pomachałem mu na dowidzenia i pobiegłem w stronę kina.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------No to proszę :D kolejny rozdział. Miałem trochę czasu w weekend więc coś wyskrobałem :D W ogóle dziękuję pewnej kochanej osobie, która bardzo mnie tutaj wspiera i dopinguje w tym co robię ;*** To ona jest natchnieniem w moich powieściach ^^ No i dziękuję wszystkim tym, którzy przeczytali ostatni rozdział i komentują! Dzięki :*** A co do rozdziału to... no nie może być, aż tak kolorowo. Najpierw trzeba cierpieć, zęby potem osiągnąć szczęście :/ Życie... Niedługo się wszystko wyjaśni, obiecuję :) Następny rozdział pojawi się jakoś w tygodniu... wszystko zależy od tego czy będę miał czas. Bardzo proszę o komentarze ^^
Bye ;)

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 1: Pierwsze spotkanie



- Hej, Harry tutaj! – krzyknął w moją stronę Liam zwracając uwagę wszystkich uczniów znajdujący się w pobliżu. Spojrzałem w jego stronę i udałem się w kierunku mojej paczki. Dzień był… przeciętny. Ni to ciepło, ni to zimno. Była zima, a i tak nie było śniegu. To jeden z tych dni, w których najlepiej zostałoby się w domu i cały dzień przeleżało przed telewizorem, okryty ciepłym kocem z kubkiem gorącej herbaty w ręku.
- Cześć wszystkim! – powiedziałem uśmiechając się w stronę każdego po kolei. – Gotowi na dzisiejszy test z historii? – rzuciłem. Zaczęliśmy rozmowę o tym jaki to dzisiaj trudny dzień nas czeka, co będziemy robić w weekend, aż w pewnej chwili poczułem jak ktoś obejmuje mnie w pasie. Obróciłem się i wyszczerzyłem zęby. Była to najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek widziałem, miała długie blond włosy i błękitne jak ocean oczy, a najlepsze było to, że była moja.
- Cześć kochanie. – Pocałowała mnie lekko w usta i odsunęła się. Przez moment poczułem zapach jej boskich perfum przypominający łąkę kwitnących kwiatów wiosną.
- Pamiętasz o naszym dzisiejszym spotkaniu, prawda? – powiedziała patrząc mi prosto w oczy.
- Oczywiście, że tak! Pójdźmy do kina! – odpowiedziałem bez namysłu. Zauważyłem, że chłopaki przestali się odzywać, spojrzałem na nich, a oni odwrócili swój wzrok, wpatrując się w kogoś znajdującego się przy szkolnej bramie.  
-  Chłopaki co jest? – cała trójka odwróciła się, a ja zauważyłem lekkie zdziwienie na ich twarzach.
- To ten nowy – powiedział Zayan
- Podobno jest dzieckiem pana Tomlinsona, tego co ma zakład fryzjerki nie daleko szkoły. Słyszałem, że przeprowadził się do ojca, bo jego matka znalazła sobie jakiegoś nowego faceta i chłopak z nim nie wytrzymywał. – dodał Niall
- Tak, plotki… a kto wie jak jest naprawdę. – spojrzałem na Nialla z lekkim wyrzutem na twarzy. Sam byłem dzieckiem rozwiedzionych rodziców. Teraz mieszkam tylko z mamą i dobrze mi tak jest. Niejednokrotnie byłem ofiarą różnych bolesnych plotek na temat naszej rodziny dlatego też tak mnie to dotknęło.
- No, no, całkiem niezły – powiedziała zalotnie Rose. Spojrzałem na nią ze dziwieniem i z zazdrością.
- A Ty co? Już rozglądasz się za innymi, nie podobam Ci się? – tym razem to ona na mnie spojrzała z pobłażliwością w oczach.
- Hazzy, kotku, jasne, że mi się podobasz… ale zobacz, sam przyznasz, że jest przystojny – niestety, ale miała rację, wyglądał bardzo ponętnie i uroczo. Nie wiem dlaczego, ale podobał mi się. Nigdy wcześniej nie zdarzało mi się oglądać za chłopakami, ale ten był wyjątkowo przystojny.
- Dobra, już tak nie patrz! – pomachała mi ręką przed twarzą. Chłopcy wybuchnęli śmiechem.
- Wystarczy! Lecę, bo zaraz mam chemię. – pocałowałem Rose na pożegnanie i pobiegłem w stronę klasy, w której miałem zwykle zajęcia.  



Gdy znalazłem się przed salą zauważyłem, że nikogo nie ma w pobliżu co oznaczało, że jest spóźniony. Otworzyłem drzwi od klasy i tak jak przypuszczałem wszyscy już w niej byli. Nagle poczułem wzrok wszystkich na sobie, a najbardziej przeszywający był Pani Tyler – jednej z najostrzejszych nauczycielek w szkole.
- Znowu spóźniony, Panie…. – spojrzała do dziennika leżącego na jej biurku. –Styles! – wykrzyknęła z tryumfem. W sumie to nie wiem dlaczego, ale uczyła mnie już dobre dwa lata, a nadal nie pamiętała mojego imienia.
- Siadaj na miejsce! – z krzykiem dodała. Rozejrzałem się po klasie szukając mojego stanowiska przy stole laboratoryjnym, a gdy już je znalazłem zauważyłem, że ktoś już je zajął. Przypatrzyłem się dobrze i zorientowałem się, że to ten nowy chłopak. Podszedłem cały czas na niego patrząc. Podniósł wzrok z nad książki i uśmiechnął się zawstydzony.
- Yyy… Przepraszam, czy to Twoje miejsce? – powiedział patrząc mi prosto w oczy. Poczułem się wtedy jak nigdy wcześniej, nawet gdy patrzyła na mnie Rose, nie czułem się tak jak w tej chwili. Uśmiechnąłem się do niego.
- Spokojnie, usiądę obok. – odwzajemnił uśmiech. Wziąłem krzesło stojące z tyłu klasy i postawiłem obok niego, usiadłem i zacząłem się rozpakowywać.
- Czy moglibyśmy razem korzystać z Twojego podręcznika, bo niestety nie mam jeszcze swoich? – mruknął nieśmiałym tonem.
- Oczywiście, proszę. – przesunąłem podręcznik na środek naszego stolika. – Tak w ogóle to jestem Harry. – dodałem.
- Lou… to znaczy Louis, miło mi. – podał mi swoją dłoń. Odwdzięczyłem gest. Dotykając go poczułem bardzo przyjemne ciepło. Uczucie, którego doświadczyłem było nie do opisania. Gdy puściłem jego dłoń wziąłem do ręki długopis i zacząłem notować. Co jakiś czas spoglądałem na chłopaka. W pewnej chwili on również na mnie spojrzał. Uśmiechnąłem się  tylko i poczułem jak robie się cały czerwony. Spuściłem szybko wzrok i zacząłem coś zapisywać. Nagle Louisowi spadł długopis. Spojrzałem na leżący na ziemi przedmiot zaczynając się powoli po niego schylać.
- Oj przepraszam. – Chłopak szybko schylił się po swoją zgubę chowając głowę pod ławkę, jedną rękę kładąc na ziemię, a drugą na moje udo. Trochę się speszyłem, ale podobało mi się to. Jego ciepła dłoń uciskał mi na nogę, a palce delikatnie muskały zewnętrzną część uda. Gdy już się wyprostował i zorientował się co przed chwilą zrobił, spojrzał na mnie i zrobił się czerwony po same uszy.
- Strasznie cię przepraszam, nie….
- Spokojnie nic się nie stało – przerwałem mu szeroko się uśmiechając. Nagle zabrzmiał dzwonek kończący lekcje. Zaczęliśmy się pakować.
- Jesteś tu nowy, prawda? – zapytałem starając  się o to, aby mój ton brzmiał naturalnie.
- Tak. Od wczoraj mieszkam u taty. – odpowiedział drżącym głosem.
- Jeśli chcesz to… to mógłbym Ci pokazać trochę naszego miasta, możemy się poznać, no i nie wiem… zaprzyjaźnić się. – Zwróciłem się ku niemu myśląc o tym, że mogę być zbyt natarczywy. Oczekiwałem na jakąkolwiek reakcję. Po chwili zastanowienia podniósł wzrok.
- No wiesz… bardzo chętnie. Możemy się spotkać dzisiaj koło szkoły o 18. – wyszczerzyłem szeroko zęby.
- Teraz muszę już lecieć więc do zobaczenia – Zabrałem wszystkie swoje rzeczy i wybiegłem z klasy ostatni raz oglądając się za siebie, aby spojrzeć na niego. Następnie pobiegłem na boisko gdzie umówiłem się z chłopakami.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------Uff i w końcu napisałem pierwszy rozdział. Muszę przyznać, że wyszedł mi całkiem nieźle, ale jest trochę krótki. Obiecuje, że przyszłe rozdziały będą dłuższe :) Więc Louis i Harry pierwszy raz spotkali się. Teraz Harry stanie przed trudnym wyborem. Następny rozdział pojawi się w zależności od was i waszych komentarzy. Życzę miłej lektury, dziękuję każdemu kto to czyta i zapraszam do komentowania ;*

czwartek, 16 stycznia 2014

Epilog

Cześć Wszystkim!

Czytałem ostatnio wiele blogów poświęconych Larremu i bardzo się w to wciągnąłem. Postanowiłem więc sam coś napisać. Mam nadzieję, że moja twórczość przyciągnie wielu z was i będziecie czytać i śledzić mojego bloga. Będzie to takie męskie spojrzenie na historię chłopców. Zapraszam :D

A teraz trochę o samej historii. Harry chodzi do liceum w Londynie. Ma tam czworo przyjaciół - Zayana, Liama, Nialla, a także Jennifer. Ma również dziewczynę Rose. Jest bardzo szczęśliwy w gronie swoich przyjaciół, dziewczyny i uczy się nieprzeciętnie. Wszystko jednak się zmieni gdy w szkole zacznie uczyć się nowy uczeń. Harry będzie musiał wybrać między swoją dziewczyną, a nowym przyjacielem, odkryje w sobie coś czego wcześniej nie zauważał, a także.... kto wie co się może jeszcze wydarzyć? Czas pokaże.

Jeżeli zachęciłem Was do czytania mojego bloga to bardzo serdecznie zapraszam. 
Pierwszy rozdział pojawi się najpóźniej jutro ;)