Rzuciłem się na łóżko i zacząłem wszystko powoli układać sobie
w głowie. Musiałem teraz odbyć dwie bardzo ważne rozmowy. Wiedziałem, że nie
będą one łatwe, szczególnie ta z Rose. Wziąłem telefon do ręki i zadzwoniłem do
dziewczyny. Podczas rozmowy wyczułem ekscytacje w jej głosie, co powodowało, że
było mi jeszcze trudniej. Umówiłem się z nią, że wieczorem do niej przyjdę.
Postanowiłem też napisać do Lou i zaproponować żebyśmy spotkali się jutro, ale
gdy chciałem wysłać smsa okazało się, że przecież nie mam jego numeru. Musiałem
więc zadzwonić jeszcze raz do Jennifer i go od niej wyciągnąć. Teraz już
posiadając jego numer zabrałem się ponownie za napisanie do niego.
Cześć Lou!
Czy chciałbyś się ze mną spotkać jakoś jutro? Bardzo chciałbym z Tobą porozmawiać. Proponuje o 17:00 koło naszej szkoły. Co Ty na to?
Harry ;*
Po paru minutach otrzymałem wiadomość zwrotną. Lou pisał w niej, że chętnie się ze mną spotka, termin mu odpowiada i był jeszcze zdziwiony, że mam jego numer. Została mi jeszcze chwila czasu przed pójściem do Rose więc postanowiłem wziąć się za porządki w swoim pokoju. Nie byłem typem pedanta, który przesadnie dba o czystość, ale nie byłem też bałaganiarzem. Rozejrzałem się po pokoju i stwierdziłem, że dawno nie sprzątałem w mojej komodzie znajdującej się koło łóżka. Otworzyłem ją i ujrzałem stertę papierów, parę zdjęć z dzieciństwa oraz coś ciekawego. Był to walkman mojej mamy. Miał chyba z 20 lat. W każdym razie był o wiele lat starszy ode mnie. Włożyłem wetknięte do niego słuchawki do uszu, włączyłem pierwszą piosenkę i położyłem się na łóżku. Z słuchawek wydobył się dźwięk piosenki Celine Dion Because You Love Me. O tak… uwielbiałem tę piosenkę, a także podobnie jak moja mama samą autorkę utworu. Zamknąłem oczy i nie wiadomo kiedy odpłynąłem. Obudziłem po 2 godzinach. Spojrzałem na zegarek i była już 19:00. Szybko ubrałem się i wybiegłem z domu.
Cześć Lou!
Czy chciałbyś się ze mną spotkać jakoś jutro? Bardzo chciałbym z Tobą porozmawiać. Proponuje o 17:00 koło naszej szkoły. Co Ty na to?
Harry ;*
Po paru minutach otrzymałem wiadomość zwrotną. Lou pisał w niej, że chętnie się ze mną spotka, termin mu odpowiada i był jeszcze zdziwiony, że mam jego numer. Została mi jeszcze chwila czasu przed pójściem do Rose więc postanowiłem wziąć się za porządki w swoim pokoju. Nie byłem typem pedanta, który przesadnie dba o czystość, ale nie byłem też bałaganiarzem. Rozejrzałem się po pokoju i stwierdziłem, że dawno nie sprzątałem w mojej komodzie znajdującej się koło łóżka. Otworzyłem ją i ujrzałem stertę papierów, parę zdjęć z dzieciństwa oraz coś ciekawego. Był to walkman mojej mamy. Miał chyba z 20 lat. W każdym razie był o wiele lat starszy ode mnie. Włożyłem wetknięte do niego słuchawki do uszu, włączyłem pierwszą piosenkę i położyłem się na łóżku. Z słuchawek wydobył się dźwięk piosenki Celine Dion Because You Love Me. O tak… uwielbiałem tę piosenkę, a także podobnie jak moja mama samą autorkę utworu. Zamknąłem oczy i nie wiadomo kiedy odpłynąłem. Obudziłem po 2 godzinach. Spojrzałem na zegarek i była już 19:00. Szybko ubrałem się i wybiegłem z domu.
- Harry! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię widzę. –
powiedziała Rose rzucając mi się na szyję.
- Tak ja też… - odpowiedziałem bez żadnych emocji.
- Coś się stało? – spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem. Nic nie odpowiedziałem udając, że nie usłyszałem pytania.
- Hej! Zadałam Ci pytanie! – rzuciła lekko podenerwowana.
- Musimy porozmawiać! – powiedziałem patrząc jej głęboko w oczy. Uśmiech powoli zaczął schodzić z jej twarzy. Zrzuciłem z siebie kurtkę i przeszliśmy do jej pokoju.
- Pozwolisz, że ja zacznę. – powiedziała odgarniając swoją blond grzywkę z czoła. Usiedliśmy na jej łóżku.
- Dobrze… a więc słucham. – już w tym momencie czułem się zmęczony tą rozmową.
- Chciałam Cię jeszcze raz bardzo mocno przeprosić za moje zachowanie. Wiem, że jestem wybuchowa i zazdrosna, ale po prostu strasznie mi na Tobie zależy i nie mogę nawet myśleć o tym, że ktoś mógłby mi Cię ukraść. Kocham Cię Harry. – wyszeptała ostatnią część zdania po czym rzuciła się na mnie namiętnie całując. Szybko się zerwałem i najdelikatniej jak tylko umiałem odsunąłem ją od siebie.
- Rose! – jęknąłem.
- Co się z Tobą dzieje! Ostatnimi czasy zachowujesz się bardzo dziwnie. – wyrzuciła z siebie urażona.
- Po prostu trochę się w ostatnim czasie pozmieniało. – nie wiedziałem jak zacząć, jeszcze ten pocałunek już kompletnie mnie rozproszył.
- Pozmieniało powiadasz. – odrzekła ironicznie. – Czy to nie przypadkiem ten nowy kolega Cię tak zmienił?
- Rose! Znowu zaczynasz.
- Ja zaczynam? Ja? – wybuchła nagle. – To Ty zdradzasz mnie z chłopakami! Może jeszcze powiesz mi, że nagle stałeś się gejem!? – Teraz byłem już w stu procentach utwierdzony w tym, że trzeba jak najszybciej kończyć ten związek. On nie umiała się opamiętać i spokojnie porozmawiać. Nie mogłem dalej tego znosić.
- A nawet jeśli to co!? – zapytałem nieco agresywnie. Na jej twarzy pojawiło się lekkie zdziwienie.
- No proszę! – krzyknęła. – I pomyśleć, że przez całe dwa lata byłam w związku z pedałem! – W tym momencie poczułem jak zaczęło się we mnie gotować. To był kres powstrzymywania moich emocji. Wstałem i ruszyłem w kierunku drzwi. Ostatni raz odwróciłem się w jej kierunku.
- A i od teraz nie jesteśmy już w związku. Żebyś sobie to uświadomiła! – powiedziałem dobitnie patrząc jej prosto w oczy. Odwróciłem się i mocno trzasnąłem drzwiami na pożegnanie.
- Idź do tego swojego głupiego chłopaka! – usłyszałem jeszcze tylko zza ściany.
(Rose)
- A więc zrobił to co przypuszczałyśmy… – powiedziałam zdenerwowana do Abbie, mojej najlepszej przyjaciółki, rozmawiając z nią przez telefon.
- Mówiłam Ci, że masz być miła i uwodzicielska! – odrzekła równie zdenerwowana.
- Byłam… ale chyba mój wdzięk przestał na niego działać.
- To co teraz robimy? – zapytała z dającym się wyczuć rozczarowaniem w głosie.
- Spokojnie. – uśmiechnęłam się sam do siebie. – Właśnie dowiedziałam się bardzo ciekawej rzeczy i nawet wiem jak zrobić z niej pożytek.
- Tak ja też… - odpowiedziałem bez żadnych emocji.
- Coś się stało? – spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem. Nic nie odpowiedziałem udając, że nie usłyszałem pytania.
- Hej! Zadałam Ci pytanie! – rzuciła lekko podenerwowana.
- Musimy porozmawiać! – powiedziałem patrząc jej głęboko w oczy. Uśmiech powoli zaczął schodzić z jej twarzy. Zrzuciłem z siebie kurtkę i przeszliśmy do jej pokoju.
- Pozwolisz, że ja zacznę. – powiedziała odgarniając swoją blond grzywkę z czoła. Usiedliśmy na jej łóżku.
- Dobrze… a więc słucham. – już w tym momencie czułem się zmęczony tą rozmową.
- Chciałam Cię jeszcze raz bardzo mocno przeprosić za moje zachowanie. Wiem, że jestem wybuchowa i zazdrosna, ale po prostu strasznie mi na Tobie zależy i nie mogę nawet myśleć o tym, że ktoś mógłby mi Cię ukraść. Kocham Cię Harry. – wyszeptała ostatnią część zdania po czym rzuciła się na mnie namiętnie całując. Szybko się zerwałem i najdelikatniej jak tylko umiałem odsunąłem ją od siebie.
- Rose! – jęknąłem.
- Co się z Tobą dzieje! Ostatnimi czasy zachowujesz się bardzo dziwnie. – wyrzuciła z siebie urażona.
- Po prostu trochę się w ostatnim czasie pozmieniało. – nie wiedziałem jak zacząć, jeszcze ten pocałunek już kompletnie mnie rozproszył.
- Pozmieniało powiadasz. – odrzekła ironicznie. – Czy to nie przypadkiem ten nowy kolega Cię tak zmienił?
- Rose! Znowu zaczynasz.
- Ja zaczynam? Ja? – wybuchła nagle. – To Ty zdradzasz mnie z chłopakami! Może jeszcze powiesz mi, że nagle stałeś się gejem!? – Teraz byłem już w stu procentach utwierdzony w tym, że trzeba jak najszybciej kończyć ten związek. On nie umiała się opamiętać i spokojnie porozmawiać. Nie mogłem dalej tego znosić.
- A nawet jeśli to co!? – zapytałem nieco agresywnie. Na jej twarzy pojawiło się lekkie zdziwienie.
- No proszę! – krzyknęła. – I pomyśleć, że przez całe dwa lata byłam w związku z pedałem! – W tym momencie poczułem jak zaczęło się we mnie gotować. To był kres powstrzymywania moich emocji. Wstałem i ruszyłem w kierunku drzwi. Ostatni raz odwróciłem się w jej kierunku.
- A i od teraz nie jesteśmy już w związku. Żebyś sobie to uświadomiła! – powiedziałem dobitnie patrząc jej prosto w oczy. Odwróciłem się i mocno trzasnąłem drzwiami na pożegnanie.
- Idź do tego swojego głupiego chłopaka! – usłyszałem jeszcze tylko zza ściany.
(Rose)
- A więc zrobił to co przypuszczałyśmy… – powiedziałam zdenerwowana do Abbie, mojej najlepszej przyjaciółki, rozmawiając z nią przez telefon.
- Mówiłam Ci, że masz być miła i uwodzicielska! – odrzekła równie zdenerwowana.
- Byłam… ale chyba mój wdzięk przestał na niego działać.
- To co teraz robimy? – zapytała z dającym się wyczuć rozczarowaniem w głosie.
- Spokojnie. – uśmiechnęłam się sam do siebie. – Właśnie dowiedziałam się bardzo ciekawej rzeczy i nawet wiem jak zrobić z niej pożytek.
Wpadłem do swojego pokoju, rzuciłem się na łóżko i zacząłem
krzyczeć najgłośniej jak tylko umiałem prosto w poduszkę. Złość ogarnęła mnie
całego. Byłem zły na Rose, za to jak mnie potraktowała, byłem zły na siebie, że
pozwoliłem, aby miłość tak zaślepiła mi oczy, że wcześniej nie dostrzegłem tych
wszystkich wad mojej byłej już dziewczyny. Napięcie zaczęło ze mnie powoli
schodzić. Potrzebowałem relaksu. Postanowiłem więc wziąć długą i gorącą kąpiel,
a następnie zejść na dół i spędzić wieczór z mamą przed telewizorem. Coraz
częściej miała do mnie wyrzuty, że nie spędzam z nią w ogóle czasu więc to był
odpowiedni moment, aby nadrobić wszystkie zaległości.
W końcu wybiła godzina 16:00. Cały dzień niecierpliwie oczekiwałem na spotkanie z Lou. Mojej niecierpliwości towarzyszyły również pewne obawy, ale wolałem o tym nie myśleć. Będzie co ma być, najważniejsze, że się spotkamy. Po trzydziestu minutach spęczonych na ubieraniu się wyszedłem z domu i udałem się w kierunku szkoły. Tym razem to ja byłem pierwszy. Patrzyłem co jakiś czas niecierpliwie na zegarek. Gdzie on mógł się podziewać? Był już spóźniony jakieś 15 minut. Niecierpliwie przebierałem z nogi na nogę. Nagle zza najbliższego zakrętu wybiegł zdyszany Louis.
- Przepraszam Cię najmocniej, ale – zrobił przerwę na złapanie oddechu. – autobus mi uciekł, potem musiałem jechać tramwajem i wysiadłem dwie przecznice stąd, biegłem tutaj najszybciej jak tylko mogłem.
- Cześć Lou – powiedziałem nie dając po sobie poznać zniecierpliwienia – Spokojnie nic się nie stało. – wyszczerzyłem zęby. Chłopak zauważając to i odwzajemnił gest.
- No to gdzie idziemy? – zapytał powoli uspakajając oddech.
- Proponuję przejść się do kawiarni. Znajduje się nie daleko i podają tam najlepsze lody. – zaproponowałem.
- Skoro mówisz, że są tam najlepsze lody to… musimy tam iść! – obaj wybuchliśmy śmiechem.
Gdy weszliśmy do kawiarni wszystkie stoliki były puste. Usiedliśmy więc w rogu gdzie panowała bardzo romantyczna atmosfera. Po chwili podeszła do nas kelnerka i położyła na stole dwie karty. Po pewnym czasie wróciła zapaliła dwie świeczki i zapytała czy może przyjąć już zamówienie.
- Więc ja poproszę lody karmelowe z czekoladową polewą. – powiedziałem zwracając się do kelnerki. – I herbatę cytrynową. A Ty Lou, co byś chciał?
- Ja poproszę to samo – uśmiechnął się w moją stronę. Kobieta chwilę coś zapisywała i odeszła.
- Czy to znaczy, że lubimy to samo? – zapytałem podnosząc jedną brew.
- Najwidoczniej tak. – zaśmiał się. – Więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać Harry? – spuściłem głowę rysując palcem kółka na blacie stołu.
- Widzisz… jest mi strasznie głupio… – nie wiedziałem od czego zacząć. – Ja no…
- Jeżeli chodzi o sytuację w parku to spokojnie, nie mam Ci tego za złe. Masz dziewczynę i rozumiem, że musisz i jej poświęcać czas. – spojrzał na mnie serdecznie się uśmiechając.
- No właśnie mylisz się! – zerwałem się – Nie mam już dziewczyny. Od niedawna jestem singlem. – Pierwszy raz ujrzałem na jego twarzy tak promienisty uśmiech.
- Ale jak to? – zapytał lekko oszołomiony.
- No od niedawna trochę się pozmieniało. – w tej chwili przyszła kelnerka z naszym zamówieniem.
W końcu wybiła godzina 16:00. Cały dzień niecierpliwie oczekiwałem na spotkanie z Lou. Mojej niecierpliwości towarzyszyły również pewne obawy, ale wolałem o tym nie myśleć. Będzie co ma być, najważniejsze, że się spotkamy. Po trzydziestu minutach spęczonych na ubieraniu się wyszedłem z domu i udałem się w kierunku szkoły. Tym razem to ja byłem pierwszy. Patrzyłem co jakiś czas niecierpliwie na zegarek. Gdzie on mógł się podziewać? Był już spóźniony jakieś 15 minut. Niecierpliwie przebierałem z nogi na nogę. Nagle zza najbliższego zakrętu wybiegł zdyszany Louis.
- Przepraszam Cię najmocniej, ale – zrobił przerwę na złapanie oddechu. – autobus mi uciekł, potem musiałem jechać tramwajem i wysiadłem dwie przecznice stąd, biegłem tutaj najszybciej jak tylko mogłem.
- Cześć Lou – powiedziałem nie dając po sobie poznać zniecierpliwienia – Spokojnie nic się nie stało. – wyszczerzyłem zęby. Chłopak zauważając to i odwzajemnił gest.
- No to gdzie idziemy? – zapytał powoli uspakajając oddech.
- Proponuję przejść się do kawiarni. Znajduje się nie daleko i podają tam najlepsze lody. – zaproponowałem.
- Skoro mówisz, że są tam najlepsze lody to… musimy tam iść! – obaj wybuchliśmy śmiechem.
Gdy weszliśmy do kawiarni wszystkie stoliki były puste. Usiedliśmy więc w rogu gdzie panowała bardzo romantyczna atmosfera. Po chwili podeszła do nas kelnerka i położyła na stole dwie karty. Po pewnym czasie wróciła zapaliła dwie świeczki i zapytała czy może przyjąć już zamówienie.
- Więc ja poproszę lody karmelowe z czekoladową polewą. – powiedziałem zwracając się do kelnerki. – I herbatę cytrynową. A Ty Lou, co byś chciał?
- Ja poproszę to samo – uśmiechnął się w moją stronę. Kobieta chwilę coś zapisywała i odeszła.
- Czy to znaczy, że lubimy to samo? – zapytałem podnosząc jedną brew.
- Najwidoczniej tak. – zaśmiał się. – Więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać Harry? – spuściłem głowę rysując palcem kółka na blacie stołu.
- Widzisz… jest mi strasznie głupio… – nie wiedziałem od czego zacząć. – Ja no…
- Jeżeli chodzi o sytuację w parku to spokojnie, nie mam Ci tego za złe. Masz dziewczynę i rozumiem, że musisz i jej poświęcać czas. – spojrzał na mnie serdecznie się uśmiechając.
- No właśnie mylisz się! – zerwałem się – Nie mam już dziewczyny. Od niedawna jestem singlem. – Pierwszy raz ujrzałem na jego twarzy tak promienisty uśmiech.
- Ale jak to? – zapytał lekko oszołomiony.
- No od niedawna trochę się pozmieniało. – w tej chwili przyszła kelnerka z naszym zamówieniem.
Wziąłem swój puchar z lodami do ręki i skosztowałem. Były naprawdę niesamowicie
dobre. Harry rzeczywiście wie co pyszne.
To czego przed chwilą się dowiedziałem to była chyba najlepsza rzecz jaką
usłyszałem w życiu. Skoro chłopak był teraz wolny mogłem się o niego starać.
Nagle zadzwonił mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni.
- Przepraszam Cię Harry, muszę odebrać – chłopak porozumiewawczo kiwnął głową. Odszedłem od stołu i wyszedłem na dwór.
- Lou? – wydobył się z głośnika znany mi głos mojej przyjaciółki Jennifer. - Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam wam w randce.
- W zasadzie to tak. – przyznałem nieśmiele.
- No i bardzo dobrze. Myślałam, że już za późno.
- Co? Ale o co chodzi? – zapytałem zaskoczony jej reakcją.
- Nie wiem czy wiesz, ale Harry ma za dwa dni urodziny. Pomyślałam, że możemy zorganizować mu przyjęcie niespodziankę.
- To świetny pomysł. – nie wiedziałem skąd Jenny ma takie informacje, ale jej pomysł był naprawdę bardzo dobry.
- No to super. Wpadnij do mnie i obgadamy szczegóły, pa! – odpowiedziała podekscytowana i rozłączyła się. Wróciłem do środka i zająłem swoje miejsce.
- Coś się stało? – Harry zapytał zaniepokojony.
- Nie, wszystko w porządku. – opowiedziałem uspokajając go. – Powiedz mi… Czy masz jakieś plany na poniedziałek, bo może wpadłbyś do mnie? – starałem sie, aby zabrzmiał to jak najbardziej naturalnie, próbując ukryć moją ekscytację i obawy przed ewentualną odmową.
- Jasne! Czemu nie. – opowiedział podejrzliwym tonem. Odetchnąłem z ulgą.
- Przepraszam Cię Harry, muszę odebrać – chłopak porozumiewawczo kiwnął głową. Odszedłem od stołu i wyszedłem na dwór.
- Lou? – wydobył się z głośnika znany mi głos mojej przyjaciółki Jennifer. - Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam wam w randce.
- W zasadzie to tak. – przyznałem nieśmiele.
- No i bardzo dobrze. Myślałam, że już za późno.
- Co? Ale o co chodzi? – zapytałem zaskoczony jej reakcją.
- Nie wiem czy wiesz, ale Harry ma za dwa dni urodziny. Pomyślałam, że możemy zorganizować mu przyjęcie niespodziankę.
- To świetny pomysł. – nie wiedziałem skąd Jenny ma takie informacje, ale jej pomysł był naprawdę bardzo dobry.
- No to super. Wpadnij do mnie i obgadamy szczegóły, pa! – odpowiedziała podekscytowana i rozłączyła się. Wróciłem do środka i zająłem swoje miejsce.
- Coś się stało? – Harry zapytał zaniepokojony.
- Nie, wszystko w porządku. – opowiedziałem uspokajając go. – Powiedz mi… Czy masz jakieś plany na poniedziałek, bo może wpadłbyś do mnie? – starałem sie, aby zabrzmiał to jak najbardziej naturalnie, próbując ukryć moją ekscytację i obawy przed ewentualną odmową.
- Jasne! Czemu nie. – opowiedział podejrzliwym tonem. Odetchnąłem z ulgą.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Jak obiecywałem rozdział pojawił się w jeszcze w środę :D Harry podjął już decyzję co do swojej (byłej) dziewczyny. Umówił się z Lou no i właśnie - w związku z nadchodzącymi urodzinami Harrego postanawia razem z Jennifer zorganizować dla Hazza przyjęcie niespodziankę. Rozdział ten zostanie dodany więc w urodziny Harrego (1 luty). To tak żeby uczcić jego święto. Możecie spodziewać się czegoś ciekawego. Na pewno Lou sprezentuje swojemu przyjacielowi coś co zapamięta na długo :D
Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem. Jest mi szalenie miło, że coraz więcej osób czyta mojego bloga, a także go komentuje. Mam do was ogromną prośbę. Ze względu na to, że uwielbiam wasze komentarz, bardzo was proszę żeby były one jak najdłuższe, bo uwielbiam czytać wasze opinie nie tylko te pozytywne, ale także te wyrażające krytykę. Po drugie proszę Was również o to abyście podpisywali się jakoś pod swoimi komentarzami, ponieważ chciałbym sprawdzić ilu mam stałych czytelników.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za czytanie tego i poprzednich rozdziałów.
Pozdrawiam Cię ;*
Bye ;***










