czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział 11: Kłótnia



Nawet nie pamiętam kiedy zasnęliśmy. Pamiętam tylko jak zeszło całe moje napięcie oraz ekscytacja i zamieniała się w zmęczenie. Obudziłem się leżąc na piersi Lousia jednocześnie będąc przez niego przytulonym. Leżeliśmy nago nie przykryci kołdrą gdyż w nocy było bardzo ciepło. Mogłem teraz spokojnie przyjrzeć się jego ciału i podziwiać idealnie wyrzeźbione mięśnie. Strasznie kusiło mnie żeby ich dotknąć. Delikatnie położyłem rękę na jego torsie i zacząłem jechać w stronę całkiem sporego przyrodzenia. Nagle Lou poruszył się. Wystraszony położyłem rękę na łóżku i udawałem, że dalej śpię. Po chwili chłopak pogłaskał mnie po głowie i pocałował w czoło, następnie powoli i delikatnie przeniósł ją na poduszkę po czym wstał i założył znajdujące się nieopodal bokserki. Zwrócił się w stronę drzwi i wyszedł z mojego pokoju. Trochę mnie to zaskoczyło gdyż nie znał domu zbyt dobrze, a wyszedł sam. Może po prostu chciał iść do toalety. Doszedłem do wniosku, że pewnie zaraz wróci, więc położyłem się i nie wiadomo kiedy znowu odpłynąłem. 
Obudził mnie pocałunek złożony przez Louisa na moich ustach. Otworzyłem oczy i ukazał mi się widok przystojnego mężczyzny siedzącego przede mną na łóżku i trzymającego w dłoni tacę z różnego rodzaju kanapkami oraz kakao. Zaskoczony tym uśmiechnąłem się serdecznie i rzuciłem mu się na szyje obsypując pocałunkami.
- Chciałem Ci jakoś wynagrodzić wczorajszy wieczór oraz noc. – powiedział wdzięcznym tonem.
- Nie trzeba było kochanie. – odrzekłem radośnie biorąc do ręki jedną z przygotowanych kanapek.
- Smacznego! – dodał i zaczęliśmy spożywać przygotowane przez niego śniadanie. Nie wiem jak on to robił, ale było naprawdę wyśmienite i najchętniej zaczynałbym tak każdy dzień. Po posiłku zeszliśmy trochę na dół i oglądaliśmy telewizję. Po południu Lou musiał już wracać do domu więc pożegnaliśmy się i zostałem sam. Postanowiłem, że trochę się pouczę i tak zleciała mi prawie cała sobota. Wieczorem wróciła również mama, która trochę opowiedziała mi o swoim wyjedzie. Wypytywała mnie o szczegóły wczorajszego wieczoru, ale nie chcąc jej okłamywać odpowiadałem tylko, że było bardzo fajnie i świetnie się bawiliśmy.

W poniedziałkowy poranek wstałem niewiarygodnie swobodnie. Nie chciało mi się spać i obudziłem się bez pomocy budzika. Może to dlatego, że ostatni raz widziałem się z Lou w sobotę i zdążyłem się już stęsknić lub dlatego, że po porostu poszedłem wczoraj wcześniej spać. Tak, czy tak wyszedłem z domu radosny i uśmiechnięty. Przy śniadaniu mama zwróciła na mnie uwagę mówiąc, że od tego piątku zachowuje się jakoś dziwnie, ale lubiła kiedy miałem dobry humor, więc nie drążyła za bardzo tego tematu. Gdy szedłem przez park i dzieliły mnie już tylko dwie ulice od szkoły usłyszałem znajomy głos dobiegający zza moich pleców. Gwałtownie odwróciłem się za siebie i tak jak się domyślałem w moją stronę biegł radosny Louis. Rzucił mi się na szyję i namiętnie pocałował. Lekko zaskoczony delikatnie odepchnąłem go od siebie. Chłopak spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Hej Loui! Przecież ktoś nas może zobaczyć! – wymamrotałem z dezaprobatą.
- Ale co ja mam poradzić? Nie interesuje mnie co myślą inni. – odpowiedział rozchylając ręce w geście bezradności.
- Kochanie, przynajmniej na razie nie możemy okazywać sobie publicznie uczuć. – uśmiech z mojej twarzy znikł. To było straszne, że dwójka kochających się osób nie mogła okazywać publicznie tego co do siebie czują, bo to takie inne i wszyscy by na to krzywo patrzyli… ba! Potrafiliby to skomentować, a nawet pobić. Ludzie są naprawdę okropni.
- Nie martw się, przyjdzie czas, że jeszcze wszyscy się o nas dowiedzą i będziemy szczęśliwi. – powiedział łapiąc mnie za ramiona i serdecznie się uśmiechnął po czym mocno przytulił.
- Dobra, chodźmy już bo zaraz się spóźnimy. – Odrzekłem po chwili powracając do rzeczywistości.
Podczas naszego spaceru w kierunku szkoły, Louis co jakiś czas próbował złapać mnie za rękę. Nie powiem, bardzo bym tego chciał, ale zwracałem mu uwagę przypominając, że musimy się pilnować. Gdy znaleźliśmy się na boisku szkolnym jak zawsze czekała tam na nas reszta chłopaków.
- Siemanko! – przywitaliśmy się równocześnie.
- No kogo my tu mamy. – odpowiedział jednoznacznie Liam. Rzuciłem mu chłodne spojrzenie, a mój chłopa zerknął na niego podejrzliwie żeby potem przenieść wzrok na mnie.
- I jak minął piątek? – dodał złowieszczo się uśmiechając. Otworzyłem szeroko oczy lekko zszokowany tym pytanie. Szybko coś wymyśliłem i po chwili wydusiłem z siebie.
- No całkiem przyjemnie. – zacząłem niepewnie. – Zjedliśmy kolację, potem oglądaliśmy telewizję i jakoś minął.
- No to fajnie. – odrzekł Niall. W tym momencie przebiegłem wzrokiem po boisku i zaskoczony zatrzymałem go na grupce dziewcząt stojący przy drzwiach frontowych. Nie znałem prawie żadnej z nich oprócz jednej – mojej byłej dziewczyny, Rose. Z jednej strony przeraziłem się na jej widok, a z drugiej odetchnąłem z ulgą, że nic jej się nie stało. Gdy zauważyłem, że razem z nowymi koleżankami weszły już do szkoły uznałem, że to najlepszy moment żeby udać się już na lekcje.
- To my już musimy iść. Spotykamy się na następnej przerwie. Narazie! – oznajmiłem odruchowo łapiąc Louisa za rękę i pociągnąwszy w kierunku budynku. Był poniedziałek, więc zaczynaliśmy wspólnie chemią. Nagle poczułem na sobie jego niezadowolone spojrzenia.
- Co to było!? – rzucił wybuchając.
- O czym Ty mówisz? – zapytałem udając zdziwienie.
- Te teksty Liama!? – dodał wyrywając mi swoją dłoń z mojej.
- No nic… - odpowiedziałem próbując udawać, że nie mam pojęcia o czym mówi.
- Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzie? – przerwał mi wykrzykując z wyrzutem. – A może zapytać mnie o zdanie?
- Louis, wybacz. Uznałem, że jemu możemy powiedzieć. – odrzekłem ze skruchą.
- Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że nikt nie może się o nas dowiedzieć, a sam opowiadasz o tym komu popadnie. – mówił nie kontrolując już swoich emocji. W tym momencie doświadczyłem pierwszej naszej kłótni i poznałem prawdziwego Louisa. Wiedziałem jednak, że to moja wina i, że powinienem najpierw zapytać go o zdanie.
- To nie jest byle kto! To przyjaciel! On chyba może wiedzieć? – próbowałem go jakoś uspokoić, lecz on zostawił mnie na korytarzu i szybkim, zdecydowanym krokiem udał się w stronę klasy. Załamany ruszyłem za nim w nadziei, że uda mi się go jakoś przeprosić.



(Lou)
Całą lekcję myślałem o tym jak niesprawiedliwie w stosunku do mnie zachował się Harry. Przecież powinien mnie najpierw zapytać o to czy chcę, aby jego koledzy wiedzieli, że jestem inny niż wszyscy i, że jesteśmy razem. Ciekawe jakby się zachował gdybym to ja zadzwonił teraz do jakiegoś mojego przyjaciela ze starej szkoły i powiedział mu o tym, że znalazłem sobie chłopaka i, że jest nim nijaki Harry Styls, który jeszcze zaledwie tydzień temu był stuprocentowym heteroseksualistą.
- Panie Tomlinson! – wyrwałem się z głębokiego zamyślenia kompletnie nie wiedząc co się działo. Patrzyła na mnie zdenerwowanym wzrokiem nauczycielka.
- Słucham? – zapytałem lekko otępiały.
- Nie, to ja słucham! Zadałam pytanie! – odpowiedziała oburzona moją nieuwagą.
- Yyy więc… - zacząłem się jąkać nie wiedząc co odpowiedzieć. Wiedziałem, że nie mógłbym zapytać, jak brzmiało pytanie, bo byłym skończony. Nagle poczułem jak siedzący obok Harry szturchnął mnie podsuwając mi pod nos swoją książkę.
- Carboneum – szepnął Harry równocześnie pokazując coś palcem. Powtórzyłem to co przed chwilą usłyszałem.
- Dobrze! – Odpowiedziała lekko zawiedzionym tonem uśmiechając się przy tym fałszywie. – Następnym razem proszę lepiej uważać! – Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszli z klasy. Mój chłopak zerwał się z miejsca gwałtownie i jako pierwszy wyruszył w stronę wyjścia. Nie bardzo wiedziałem skąd ten pośpiech, ale nie interesowałem się tym zbytnio, ponieważ wciąż byłem na niego obrażony. Spakowałem się i wyszedłem. Na korytarzu nie było już po nim śladu. Postanowiłem, że przed kolejną lekcją pójdę jeszcze do ubikacji. Otworzyłem drzwi od toalety i ruszyłem w kierunku kabin. Nagle coś, a raczej ktoś złapał mnie za plecy i wciągnął do narożnikowej kabiny. Popchnął mnie tak, że poleciałem w kierunku ściany z impetem na nią wpadając. Lekko zamroczony odwróciłem się i zauważyłem przed sobą złowieszczo uśmiechającego się Harrego.
- W związku z tym, że nie chcesz przyjąć moich przeprosin postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. – wyszczerzył zęby jednocześnie łapiąc mnie za kroczę.
- Ale… - chciałem coś powiedzieć próbując dalej udawać obrażonego, ale jego urok osobisty mi na to nie pozwalał. Po prostu mu uległem.
- Żadnych ale! Teraz oddaj się w moje ręce. – powiedział stanowczo już nieco napalony.
- Chcesz zrobić to w szkole? – wydawało mi się to jakimś szaleństwem. W każdym momencie mógł wejść tu jakiś homofob i albo nas pobić, albo doszczętnie zniszczyć nam życie mówiąc innym co robiliśmy w toalecie.
- Odrobina szaleństwa i ryzyka jeszcze nikomu nie zaszkodziły. – odpowiedział pewnym tonem. Choć nadal wydawało mi się to czymś bardzo ryzykownym, uznałem, że może być to niezła przygoda i nic nie odpowiadając postanowiłem spróbować. Chłopak zaczął mnie całować. Najpierw namiętnie ssąc moje wargi, następnie delikatnie muskając ustami moją szyję. Poczułem jak robię się sztywny. Harry wsunął mi rękę pod koszulkę jeżdżąc nią z góry na dół wywołując przy tym przyjemne dreszcze. Po chwili zdjął ze mnie bluzkę i zaczął ssać moje sutki. Później zaczął je lizać. Przejechał swoim językiem wokół jednego z nich, a następnie jechał w stronę mostka, a żeby zakończyć w okolicach podbrzusza. Pozostawił tym samym mokry ślad w miejscach, w których jego język spotkał się z moim ciałem.  Całował teraz namiętnie okolice boczne mojego brzucha intensywnie macając moje przyrodzenie niesamowicie mnie tym podniecając.
- Zrób to w końcu! – krzyknąłem cicho nie mogąc wytrzymać już więcej napięcia. Hazzy posłusznie rozpiął rozporek i zdjął spodnie wyciągając z nich mojego już całkiem okazałego penisa. Delikatnie ściągnął z niego napletek i uważnie przyjrzał się żołędziowi. Nagle wziął go do buzi intensywnie ssąc i liżąc na przemian. Ta niesamowita przyjemność sprawiła, że odchyliłem swoją głowę i wydałem z siebie stłumiony jęk. Wplotłem rękę w czarne loki Harrego i nadając tempo na zmianę przyciskałem i odchylałem jego głowę od mojego krocza. Nagle usłyszeliśmy jak do toalet ktoś wchodzi. Chłopak zerwał się i stanął obok mnie. W kompletnej ciszy nasłuchiwaliśmy co się dzieje. Osoba ta weszła do sąsiedniej kabiny i zaczęła załatwiać swoje sprawy. 
Niemal na bezdechu oczekiwaliśmy, aż w końcu skończy, a my będziemy mogli dokończyć. Na szczęście po jakichś trzech minutach, bez jakichkolwiek podejrzeń wyszedł z ubikacji. Gdy upewniliśmy się, że jest już bezpiecznie Harry zaczął kontynuować to co mu poprzednio przerwano. W pewnym momencie poczułem, że to już ten moment i wyciągnąłem członka z jego buzi. Zacząłem mocno i energicznie zsuwać napletek z żołędzia. Po chwili poczułem ciepło w podbrzuszu i moja biaława sperma pokryła twarz mojego chłopaka. Ciężko dysząc oparłem się o ścianę próbując uspokoić oddech, a także dojść do siebie.
- No to mam nadzieję, że już się na mnie nie gniewasz. – powiedział uśmiechając się i jednocześnie wycierając twarz papierem toaletowym.
- Oj kochanie, nie odpuszczam tak łatwo, ale doceniam twoje starania. – odwzajemniłem uśmiech i podciągnąłem spodnie zapinając rozporek. Otworzyłem drzwi od kabiny i stanąłem jak wryty. Naszym oczom ukazał się nieduży, chudy chłopiec z okularami na nosie. Był to Ethan Gray, który stał oniemiały i z otwartą buzią patrzył na nas nie dowierzając temu co właśnie widzi. - No to już koniec tej przerwy, możemy już przestać chować się w toalecie. – zagrał aktorsko Harry orientując się, że zostaliśmy przyłapani.
-  Tak, tak, jak dobrze, że nie musieliśmy wychodzić na zewnątrz. – dodałem. Nagle Hazzy wziął mnie za rękę i wyprowadził z toalety.
- Jezu, kto to był!? – zapytałem równocześnie zdziwiony i przerażony.
- Nie martw się, to szkolny kujon… - zaczął uspakajać mnie chłopak. – Nie ma kolegów więc nikomu nie powie. Z resztą i tak nikt by mu nie uwierzył. – powiedziawszy to poklepał mnie po plecach dodając otuchy. Odetchnąłem z ulgą.


(Harry)
Przed ostatnią lekcją spotkaliśmy się z chłopakami na boisku.
- A gdzie Niall? – zapytałem uświadamiając sobie, że jesteśmy w niepewnym składzie.
- Szedł za nami. Musiał gdzieś zostać po drodze. – odrzekł Zyan nieco zaskoczony.
- Hej chłopaki! – nagle usłyszeliśmy radosny głos dochodzący zza naszych pleców. Wszyscy jednocześnie odwróciliśmy się i zauważyliśmy biegnącego w naszą stronę podekscytowanego blondyna wymachującego jakąś kartką.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Oto i rozdział! Na początku bardzo was przepraszam, że rozdział znowu ukazał się później niż miał, ale patrzyłem na liczbę wyświetleń poprzedniego rozdziału i było ich zaledwie 17. Postanowiłem, że nie ma sensu dodawać kolejnego rozdziału skoro tak mało osób przeczytało poprzedni. Dlatego też poczekałem do dzisiaj i jest ich więcej dlatego dodaje dzisiaj ^^ Zastanawiałem się również nad tym, że pewnie podobnie jak ja nie macie zbyt wiele czasu dlatego też myślę, aby rozdziały dodawać raz w tygodniu (przynajmniej na razie). W ciągu tygodnia każdy maiłby możliwość wejścia przeczytania i w weekend pojawiałby się kolejny rozdział ;) Myślę, że to rozsądne wyjście. W każdym razie w doszło do pierwszej sprzeczki między chłopakami. Jak wiadomo kłamstwo lub zatajenie czegoś strasznie boli dlatego też nie możemy dziwić się Louisowi, że tak zareagował. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło sceną erotyczną. Jeżeli nie chcecie ich tak często to napiszcie mi w komentarzu :D No a co w przyszłym rozdziale? Dowiecie się co ciekawego pokazał chłopakom Naill i wróci nasza kochana bohaterka z poprzednich rozdziałów. Tak więc kolejny rozdział w weekend i komentujcie :D

Bay ;***

środa, 19 lutego 2014

Rozdział 10: Niesamowity pierwszy raz

Uwaga! Rozdział zawiera sceny przeznaczone dla osób, które ukończyły 18 rok życia. Jeżeli nie lubisz takich scen po prostu je omiń ;)


- Harry, tylko bardzo Cię proszę, zachowuj się rozważnie, odpowiedzialnie, myśl zanim coś zrobisz… - mówiła, jak zawsze zostawiając mnie samego, mama, która ciągle o wszystko się martwiła.
- Żebyście mi się tu nie upili i żebym po powrocie dom zastała takim jakim go zostawiam. – Spojrzała na mnie dobitnym i nieco podejrzliwym wzrokiem.
- Dobrze mamuś, ale teraz już naprawdę musisz iść, bo ten taksówkarz pod domem zaraz sam po Ciebie tu przyjdzie. – powiedziałem już lekko poirytowany wysłuchując w kółko tego samego.
- Płacę mu, wiec niech poczeka. – uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłem gest wyszczerzając zęby.
- Baw się dobrze. – przytuliłem ją i stanąłem w drzwiach mieszkania patrząc jak zmierza w kierunku żółtej taksówki.
- Aa! No i pamiętaj żeby wszystkie naczynia wkładać do zmywarki! – rzuciła jeszcze odwracając się i równocześnie wsiadając do pojazdy.
- Dobrze! – krzyknąłem i pomachałem. Gdy straciłem z oczu odjeżdżający samochód zamknąłem drzwi i wszedłem do salonu.
- A więc od czego zacząć. – powiedziałem sam do siebie rozglądając się po pomieszczeniu. Musiałem zrobić jeszcze wiele rzeczy, a czasu było już nie wiele. Postanowiłem, że najpierw wybiorę się do położonego niedaleko hipermarketu i zakupie wszystkie niezbędne dekoracje, a także produkty spożywcze, aby przyrządzić coś niesamowitego do jedzenia.
Był dzień walentynek więc sklep przepełniony był różnego rodzaju balonikami, świeczkami, kwiatkami i wszystkiego innego w kształcie serduszek i obowiązkowo w czerwonym kolorze. Miałem bardzo duży wybór i chciałem kupić jak najwięcej, ale nie mogło to też wyglądać za tandetnie. Miało być zmysłowo, a przede wszystkim romantycznie. Chodziłem wzdłuż wszystkich alejek rozglądając się za czymś wyjątkowym i w końcu po jakiejś pół godzinie w końcu dokonałem wyboru.
Wróciwszy do domu zająłem się wszelkimi przygotowaniami. Zważywszy na to, że pozostały mi niecałe dwie godziny na zmianę gotowałem, dekorowałem oraz ubierałem się w oczekiwaniu na przyjście Lou. Po ponad godzinie wszystko było już gotowe, a mi pozostało czekać na mojego chłopaka.

(Louis)
Dokładnie o godzinie dwudziestej stanąłem przed piękną posiadłością Harrego. Był to niemały, kremowy dom, do którego prowadziła brukowana ścieżka. Po jej obu stronach znajdowały się piękne, symetrycznie rozmieszczone rabatki z kwiatami, a zamiast płotu posiadłość ogrodzona była równo posadzonymi przy sobie tujami. Sam dom miał dwa piętra, a to ostanie znajdowało się na poddaszu. Dach wykonany był z czarnych jak smoła kafelków, a gdzieniegdzie znajdowały się również drewniane wykończenia nadające budynkowi przytulny charakter. Podszedłem do białych drzwi i zadzwoniłem dwa razy dzwonkiem. Po niespełna minucie usłyszałem głos dobiegający zza ściany zapraszający mnie do środka. Lekko podekscytowany, ale również zdenerwowany otworzyłem drzwi i przekroczyłem próg domu. Nagle zatrzasnęły się za mną gwałtownie drzwi i coś, a może raczej ktoś przytwierdziło mnie do ściany namiętnie całując.
- Harry. – ledwo co powiedziałem dławiąc się jego językiem.
- Nic nie mów tylko choć za mną – usłyszałem zmysłowy głos szepczący mi do ucha. Bez żadnego oporu, udałem się za chłopakiem będąc ciągniętym przez niego za rękę. Szliśmy przez korytarz który rozświetlony był zaledwie przez dające niewielkie światło, czerwone świeczki w kształcie serca, które stały na komodzie oraz na podłodze. Dopiero teraz zorientowałem się, że idziemy drogą usypaną z płatków róż. Dawało to niesamowity efekt, ale również zapach, któremu nie mogłem się oprzeć. Po chwili znaleźliśmy się przed kuchnią.
- A teraz odwróć się. – Wypowiedział patrząc mi w oczy, a ja posłusznie wypełniłem jego żądanie. W pewnym momencie poczułem jak na moich oczach ląduje jakiś materiał i równocześnie przestałem widzieć.
- Nic się nie martw. Zaraz zaprowadzę Cię do stołu. – wyszeptał Harry łapiąc mnie za rękę. Ostrożnie szliśmy w kierunku miejsca, w którym mieliśmy usiąść. Po chwili usłyszałem odgłos odsuwanego krzesła i poczułem rękę Hazzy na moim ramieniu, która kazała mi usiąść. Niepewnie zająłem miejsce kładąc ręce na kolanach. Tracąc zmysł wzroku bardzo wyostrzyły się pozostałe. Zacząłem czuć niesamowity zapach będący mieszaniną woni róży, przysmażonej skórki kurczaka oraz jakichś olejków zapachowych.
- Otwórz proszę usta. – poprosił głos dobiegający z naprzeciwka. Rozchyliłem wargi i już po chwili w moich ustach znalazł się niewielki kawałek bardzo dobrze przyprawionego i delikatnie pikantnego mięsa.
- Hmmm! Ale to pyszne! – nie mogłem powstrzymać się od wyrażenia swojej opinii na temat przyrządzonego dania, było naprawdę wyśmienite.
- Dziękuję, sam robiłem. – odpowiedział chłopak zmysłowo i byłem prawie pewnie,  że się uśmiechnął. – Może chciałbyś jeszcze?
- Oczywiście że tak. – wyszczerzyłem zęby. – Tylko, że łatwiej byłoby mi jeść samemu no i… widząc Ciebie.
- Nie! – odpowiedział stanowczo. – Na razie masz zapomnieć o wzroku. – Nie mogłem mu się sprzeciwić, więc czekałem na dalszy rozwój wydarzeń. Nagle w moich ustach znalazł się kolejny kawałek kurczaka, a jego twórca wstał od stołu i jeśli się nie myliłem stanął za mną. Po chwili odczułem jak jego ręce delikatnie spoczywają na mych ramionach po czym delikatnie wchodzą pod koszulkę, opuszkami palców muskając moje piersi, a następnie zjeżdżają na tors. Poczułem jak przechodzi mnie dreszcz i pojawia się gęsia skórka. Natychmiast moje ciało zrobiło się rozpalone, a bokserki z każdym kolejnym dotykiem coraz bardziej za ciasne. W pewnym momencie Harry wziął w swoje dłonie moje policzki i złożył na jednym z nich soczystego całusa po czym ponowie zajął swoje miejsce przy stole.
- Możesz już zdjąć opaskę. – Usłyszałem zbawienne słowa. Otrząsając się po tym co przed chwilą miało miejsce sięgnąłem po materiał, który zakrywał moje oczy i delikatnie z nich zsunąłem.  Moim oczom ukazał się przepiękny widok siedzącego naprzeciwko mnie chłopaka, którego twarz rozświetlona była jedynie przez dwie, stojące na stole, czerwone świeczki. Patrzył na mnie namiętnym wzrokiem uśmiechając się przy tym. Czarna burza loków na jego głowie, która niewątpliwie była jego szczególną cechą, ułożona była w artystyczny nieład. Ta jego dziecięca uroda sprawiała wrażenie, że stawał się najsłodszym chłopakiem jakiego znam. Bardzo mnie pociągał i chciałem jak najszybciej wylądować z nim w łóżku. Siedzieliśmy przy stole pokrytym białym obrusem. Stała na nim pieczeń przyrządzona przez gospodarza, ale również dwa kieliszki przeznaczone do wina. Harry sięgnął butelkę znajdującą się niedaleko jego ręki, przy użyciu korkociągu odkręcił butelkę i rozlał nam niewielką ilość. Wzięliśmy kieliszki do ręki i uderzyliśmy nimi o siebie wydając tym samym charakterystyczny dźwięk.
- A więc za nas kochanie. – Powiedział spoglądając przeszywającym wzrokiem. Jego spojrzenie powodowało, że miałem wrażenie jak zagląda w głąb mojej duszy. To było niesamowite jakim wielkim był romantykiem.
- I za upojną noc. – dodałem uśmiechając się przy tym złowieszczo.
Upiliśmy trochę trunku i zaczęliśmy rozmawiać. Po chwili Harry zaproponował oglądanie filmu, a więc przeszliśmy do salonu.



(Harry)
Lou usiadł na sofie, a ja włączyłem wybrany wcześniej film. Pomyślałem, że skoro zostaliśmy sami w domu, a dochodziła już godzina dwudziesta druga i na dworze było zupełnie ciemno, pora obejrzeć jakiś horror.
Włożyłem płytę do odtwarzacza i usiadłem blisko chłopaka. Początek był dość nudny, więc trochę rozmawialiśmy nie wdrażając się za bardzo w fabułę filmu. Po pewnym czasie zrobiło się trochę ciekawiej i zarazem strasznie, gdyż główny bohater przechadzał się po opuszczonym psychiatryku. Nagle coś z zaskoczenia zaatakowało mężczyznę czego strasznie się przestraszyłem. Podskoczyłem na swoim miejscu i odruchowo wtuliłem się  w Louisa.
- Hej Hazzy! Nie ma się czego bać! – zareagował głaszcząc mnie po głowie. Dzięki niemu czułem się bezpiecznie. Sprawiał wrażenie, że niczego się nie boi przez co odetchnąłem z ulgą spoglądając mu w oczy. Po chwili zacząłem przybliżać usta do jego i nieśmiele go pocałowałem. Po chwili odkleił swoje wargi przerywając.
- Dobra! Konic tego oglądania! – zarządził biorąc do ręki pilota od telewizora i wyłączając go.
-  Może pokażesz mi swój pokój? – zaproponował jednoznacznie wyszczerzając zęby.
- Dobrze. – Odwzajemniłem gest domyślając się co ma na myśli. Wziąłem chłopaka za rękę i udaliśmy się do mojego pokoju.
- Wow, ale ładny. – powiedział zaskoczony rozglądając się po pomieszczeniu.
- Dzięki, sam urządzałem. – odpowiedziałem.
- A jakie świetne łóżko. – dodał podchodząc do posłanego błękitną narzutą mebla.
- Tak? To sprawdź jakie jest wygodne. – odrzekłem rzucając go na nie. Louis przesunął się pod ścianę opierając się o nią, a ja dołączyłem do niego całkowicie zmniejszając jakąkolwiek dzielącą nas odległość. Siedziałem teraz naprzeciwko niego będą z nim twarzą w twarz. Położyłem swoją prawą rękę na jego rozpalonym już policzku i przybliżyłem swoje wargi do jego. Zacząłem delikatnie ssać dolną wargę. Poczułem jak jego ręce wędrują po moich plechach, aby na końcu wylądować na pośladkach. Zacisną mocno rękę na jednym z nich powodując przy tym przyjemny, odczuwalny przeze mnie ból. Odwdzięczyłem się wkładając mu nogę między krocze i mocno dociskając. Louis delikatnie jęknął, zaciskając rękę na moim pośladku jeszcze mocniej. Ssaliśmy swoje wargi bez opamiętania zatracając się w namiętnych pocałunkach. Moja ręka powędrowała teraz pod jego koszulkę delikatnie, opuszkami palców muskając każdy perfekcyjnie wyrzeźbiony mięsień na jego torsie. Poczułem jak przechodzi mnie przyjemny dreszcz spowodowany rozpaleniem jego ciała.  Podniosłem biały T-shirt nieco wyżej składając soczyste pocałunki na jego brzuchu zaczynając od okolic pasa kończąc przy sukach. Chłopak zdjął z siebie bluzkę i przewrócił mnie na łóżko tak, że zmieniliśmy pozycję i to on teraz klęczał nade mną opierając swe umięśnione ręce o ścianę. Zaczął jeździć swoją dłonią po moim torsie równocześnie całując mnie po szyi. Odchyliłem głowę w bok, a on delikatnie przygryzł moje ucho. Równocześnie moje bokserki stawały się coraz bardziej za ciasne, a wybrzuszenie w okolicach krocza było już bardzo widoczne. Uznałem, że zrobiło się już strasznie gorąco dlatego bez zbędnych ceregieli postanowiłem sam zdjąć koszulkę. Louis zadowolony wyszczerzył zęby kontynuując składanie pocałunków jadąc coraz bardziej w dół mojego ciała. Wędrował przez mostek aż po samo podbrzusze gdzie na chwile się zatrzymał i jednoznacznie na mnie spojrzał.


- Louis, boje się. – jęknąłem trochę zawstydzony i zaniepokojony tym co miało się niebawem stać.
- Obiecuję, że sprawię Ci tylko i wyłącznie przyjemność. – odpowiedział rzucając mi troskliwe spojrzenie. Robiłem to dopiero pierwszy raz i denerwowałem się trochę, lecz wiedziałem, że mogę mu zaufać, a więc cały się mu oddałem. Wtopił swoją twarz w moje krocze próbując zębami uporać się z rozporkiem od spodni. Nie wychodziło jednak mu to zbyt dobrze, a chciałem jak najszybciej się ich pozbyć. W końcu po chwili zdecydował się pomóc sobie rękoma i jednym, szybkim ruchem zdjął jej ze mnie razem z bokserkami. Miał przed sobą teraz całkiem sporego, małego Harrego, którego postanowił wziąć do ręki. Rytmicznie pocierając zaczął sprawiać mi niesamowitą przyjemność. Jeszcze bardziej odchyliłem głowę. Po chwili Lou postanowił nie męczyć się już dłużej rękoma i zaangażować do pracy również usta. Najpierw delikatnie językiem błądził po moi żołędzi, aby potem wziąć go całego do buzi. Nie wytrzymując wydałem z siebie głośny odgłos rozkoszy. Wplotłem rękę w jego włosy i delikatnie zacząłem pomagać mu naprzemiennie ssać i lizać mojego członka rytmicznie uciskając swoją dłonią na jego głowę. Po pewnym czasie byłem już tak podniecony, że byłem pewny, że zaraz dojdę. Wygiąłem się w łuk, poczułem jak w moim podbrzuszu robi się ciepło i oblałem spermą tryskająca z mojego członka twarz Louisa. Chłopak podniecony zaczął zlizywać ją z warg oraz mojego penisa. Postanowiłem, że nadszedł czas, aby się zrewanżować. Złapałem Lou za biodra i położyłem na łóżku równocześnie przyjmując dogodną pozycję. Na wprost twarzy miałem jego już całkiem duże wybrzuszenie w okolicach krocza. Zdjąłem czym prędzej jego spodnie i zabrałem się za jego przyrodzenie. Przejechałem ustami po całej długości jego penis i zaciskając wargi na główce lizałem ją namiętnie. Chłopak zaczął się wić i drżeć dając do zrozumienia, że sprawiam mu niesamowitą przyjemność. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł. Odwróciłem się,  kierując pośladki w jego stronę i wypiąłem się. Louis zaskoczony spojrzał na mnie.
- Na pewno tego chcesz? – zapytał dla upewnienia troskliwie.
- Tak, ale tylko jeśli obiecasz, że będziesz delikatny. – odrzekłem, a w odpowiedzi uzyskałem potwierdzające skiniecie głową. Chciałem sprawić mojemu chłopakowi jak największą przyjemność, a ufałem mu bezgranicznie wiedząc, że nigdy nie będzie chciał mnie skrzywdzić. Lou złapał mnie za pośladki i energicznie uderzył o nie swoim penisem. Zaczął powoli we mnie wchodzić. Wydałem z siebie stłumiony jęk jednocześnie mocno zaciskając swoje oczy. Widząc moje zaniepokojenie chłopiec pocałował mnie w plecy szepcząc, że wszystko będzie dobrze. Przez chwilę trochę bolało, ale z każdym kolejnym ruchem jego bioder zaczynałem odczuwać coraz to większą przyjemność. Każdy kolejny ruch wykonywał gwałtowniej sprawiając tym nieziemskie uczucie odczuwalne zarówno przeze mnie jak i niego. Jęczeliśmy obydwoje, a nasze oddechy stawały się coraz bardziej płytkie. Nagle Louis spiął gwałtownie pośladki i skończył we mnie dysząc przy tym gwałtownie. Położył się koło mnie próbując uspokoić oddech. Nasze ciała pokryte były srebrzystym potem który lśnił w świetle księżyca dobiegającym zza okna.
- Och. Jesteś naprawdę dobry kochanie. – wyjęczałem łapiąc go za rękę.
- I nawzajem. – odpowiedział uśmiechając się.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------No w końcu to zrobiłem! Oto mój pierwszy, walentynkowy (choć trochę spóźniony) rozdział +18. Trochę się z nim namęczyłem bo chciałem żeby był jak najbardziej doskonały i mam tylko nadzieję, że was nie zawiodłem. Chłopcy przeżyli cudowny wieczór oraz noc. Cóż więcej im potrzeba? :D Także teraz powrót do szkoły i czas na nową przygodę. Następny rozdział pojawi się już w sobotę. Dziękuję za wszystkie poprzednie komentarz, a także za cierpliwość przy wyczekiwaniu tego rozdziału (niestety siła wyższa). Mam nadzieję, że was nie zawiodłem no i bardzo proszę o waszą opinię wyrażoną w komentarzu ^^
Bay ;***

niedziela, 16 lutego 2014

Pierwsze 1000 wyświetleń!

Witajcie kochani!
Z okazji, że mój blog wyświetlony był już przez was aż 1000 razy postanowiłem, że zrobię gruntowne porządki. Zmieniłem całą szatę graficzną. W tle możecie teraz zobaczyć całą piątkę 1D. Postanowiłem, że umieszczę tam wszystkich chłopaków gdyż w przyszłych rozdziałach będą się częściej pojawiać. Ciągle jednak głównym motywem będzie związek Larrego :D Po prawej stronie znaleźć możecie licznik wyświetleń, aby już na bieżąco wiedzieć ile ich jest. Jadąc w dół standardowo archiwum bloga, a nieco poniżej umieściłem głównych bohaterów całego opowiadania. Pod bohaterami znajduje się ankieta. Co jakiś czas będę ją zmieniał żeby było ciekawiej :D Myślałem również o zamieszczeniu muzyki do bloga, ale stwierdziłem, że podczas czytania każdy chce słuchać czegoś innego, czegoś co sam lubi i nie będę narzucał nikomu muzyki ;)

I to by było na tyle ze zmian. Gdzieniegdzie zmieniłem jeszcze czcionkę oraz jej kolor. Mam nadzieję, że zmiany wam się podobają i będzie was to bardziej zachęcać do odwiedzania mojego bloga. Jeżeli macie jakieś zastrzeżenia, pomysły czy pytania możecie śmiało pisać w komentarzach. Następny rozdział pojawi się w środę. Zachęcam również do komentowania poprzedniego rozdziału.

Dziękuję wam jeszcze raz bardzo serdecznie i pozdrawiam :D
Bay ;***

środa, 12 lutego 2014

Rozdział 9: Dobrze mieć przyjaciół


Gdy zobaczyłem wpisaną czerwonym kolorem w zakładce sprawdziany cyferkę oniemiałem z wrażenia. Dobry? Poważnie? Przecież ja… ale. Nie wiem czy to była pomyłka, czy po prostu tak dobrze wychodziło mi nieuczenie się i zapamiętywanie wszystkiego z lekcji lub też strzelanie, że wystarczyło na czwóreczkę, ale byłem z siebie cholernie dumny. Myślę, że powinno to wystarczyć, aby przekonać mamę, żeby odpuściła mi tę karę. Postanowiłem, że czym prędzej powiadomię ją o tym fakcie. Po cichu zszedłem na dół rozglądając się w jej poszukiwaniu. Nie było jej ani w salonie, ani w kuchni. Zdziwiło mnie to trochę, bo wiedziałem, że wróciła już z pracy i gdzieś musi być. Zostało jeszcze jedno miejsce gdzie mogła przebywać, a była nią łazienka. Poszedłem więc z powrotem na górę. Nie myliłem się, właśnie robiła pranie. Poczułem jak w oszołamiającym tępię zaczęło bić moje serce. Denerwowałem się, że może jednak się nie udać. Musiałem bardzo się postarać i szczerze za wszystko przeprosić. Stanąłem w drzwiach łazienki. Mama klęczała wyjmując pranie z pralki i wkładając je do niewielkiej, białej miski. Wziąłem głęboki oddech.
- Mamo? – patrzyłem na nią, ale nie uzyskałem odpowiedzi.
- Halo? Mamo? – zadałem pytanie jeszcze raz mając nadzieję, że tym razem odpowie.
- Co? – odpowiedziała po dłużej chwili bez jakichkolwiek emocji. Jej obojętność mnie przeraziła.
 - Yyy… czy… - byłem tak przerażony, że zacząłem się jąkać.
- Kiedy wychodzisz, bo chciałbym się wykąpać? – zapytałem zmieniając zamiary. Nie czułem się gotowy, aby z nią porozmawiać, a to jakim tonem mi odpowiedziała jeszcze bardziej mnie zniechęcało.
- Za jakieś dziesięć minut. – powiedziała nawet nie spoglądając w moją stronę. Odwróciłem się i udałem się w kierunku pokoju. Nagle zatrzymałem się i uderzyłem lekko w policzek. Muszę to zrobić! Muszę to zrobić dla siebie i Lou! Nie można tak tego zostawić. Zawróciłem ponownie stając w framudze drzwi.
- Mamo? Czy moglibyśmy porozmawiać? – zapytałem modląc się, aby mój głos się nie załamał.
- Na jaki temat? Twojego zachowania? – odpowiedziała tym razem odwróciwszy się i spojrzawszy mi w oczy.
- Tak. – uśmiechnąłem się pokornie. Zostawiła wszystko czym się dotychczas zajmowała i przeszliśmy do mojego pokoju.
- Mamo słuchaj. – zacząłem siadając na łóżku. – widzisz, bo ja wcale nie chciałem żeby tak wyszło. Ja wiem, że nauka jest bardzo ważna i że źle postąpiłem uciekając od problemu. To jak się zachowałem było naprawdę niedojrzałe i rozumiem, że mogłaś być zła. – z każdym, następnym wypowiedzianym przeze mnie zdaniem na jej twarzy pojawiał się coraz większy uśmiech. Mówiłem jeszcze trochę o tym jak nieodpowiedzialnie się zachowałem, przyznawałem jej rację i okazywałem skruchę.
- No i czując się winny wczoraj wstałem bardzo wcześnie i długo się uczyłem, a efektem jest czwórka ze sprawdzianu. – tak oto zakończyłem swój monolog, który trwał dobre 10 minut. Na końcu musiałem trochę skłamać, ale robiłem to w słusznym celu.
- Synku, czy Tobą trzeba zawsze potrząsnąć i zagrozić karą żebyś zrozumiał swoje błędy? – zapytała kładąc swoje ręce na moich ramionach i delikatnie mną potrząsając.
- Jeszcze raz za wszystko przepraszam.
- Już dobrze. Ja też muszę przeprosić, że tak wybuchłam i porównałam Cię do ojca. Wyprowadziłeś mnie z równowagi. – dodała uśmiechając się serdecznie
- I poważnie dostałeś cztery? – tym razem zapytała lekko zaskoczona.
- Tak. – zaśmiałem się.
- No to gratuluję. – przysunęła się w moją stronę i mocno przytuliła.
- Mamo? Bo jest jeszcze jedna sprawa. – przerwałem czując jak zdenerwowanie powraca. Kobieta wyprostowała się patrząc na mnie pytającym wzrokiem.
- Czy odpuściłabyś mi karę? – zapytałem lekko ściszając ton i spoglądając na nią miną smutnego szczeniaczka. Po chwili milczenia odpowiedziała.
- Już dobrze! – wyszczerzyła zęby śmiejąc się cicho. – Już nie mogłam dłużej wytrzymać tego, że się na Ciebie gniewam. Dobrze, że w końcu zrozumiałeś. No, a po drugie nie mogłabym Cię zostawić tutaj samego i to w walentynki. Ten Twój przyjaciel przychodzi, prawda? – powiedziała radośnie, a ja odetchnąłem z ulgą.
- O dziękuję Ci bardzo! – rzuciłem się jej na szyje i pocałowałem w policzek. – Jesteś najlepszą mamą na świecie i tak Louis przychodzi. – Zaraz, zaraz. To w piątek są walentynki? Tak! Właśnie uświadomiłem sobie, że to będzie świetna okazja, aby przeżyć razem cudowny wieczór z nadzieją przeżycia swojego pierwszego razu z moim chłopakiem.
- Zaprosicie sobie jakieś dziewczyny i się zabawicie. – przerwała po chwili moje przemyślenia.
- Tak mamo, właśnie to zrobimy. – Przytaknąłem sztucznie planując w myślach ten wyjątkowy dzień.


Wyszedłem z domu jakieś piętnaście minut wcześniej, aby spokojnie porozmawiać z Lou i opowiedzieć mu o tym, że w piątek jednak możemy się spotkać. Gdy znalazłem się na szkolnym boisku jeszcze nikogo na nim nie było. Poszedłem więc do budynku, w którym znajdowały się pojedyncze osoby lecz nie chłopak, którego poszukiwałem. Przechodziłem właśnie przez oszklony łącznik między dwoma budynkami szkoły kiedy moją uwagę przykuło coś ciekawego. Podszedłem do jednego z wielu znajdujących się tam okien i rozejrzałem się po boisku. Patrzyłem się właśnie na mojego chłopaka, który po raz kolejny rozmawia z tą całą Sarą. Nie słyszałem o czym rozmawiali, ale nie mogłem na nich patrzeć. To jak ona na niego patrzyła, śmiała się z nim i uśmiechała do niego powodowało, że robiło mi się niedobrze. Od samego początku znielubiłem tę dziewczynę i najchętniej podszedłbym tam, uderzył ją i zabrał Louiego. W pewny momencie chłopak przytulił ją i odszedł machając jej na pożegnanie. Swoją drogą co on sobie wyobraża? Jednego dnia wyznaje mi miłość, a drugiego mizdrzy się z jakąś laską? Tym razem przesadził. Nagle moje rozmyślania przerwał jakiś głos wołający mnie zza moich pleców. Odwróciłem się i zauważyłem idącego w moją stronę Liama.
- Siema! Co jest? – zapytałem witając się z chłopakiem.
- Cześć Harry! Mam nadzieję, że pamiętasz, że dzisiaj przychodzę do Ciebie. – odrzekł, a ja patrzyłem na niego zdziwiony szukając w pamięci momentu kiedy umawialiśmy się na spotkanie.
- Yyy… nie? – niestety nie mogłem sobie przypomnieć.
- Tydzień temu zadali na projekt z fizyki no i robimy go razem…
- Ach tak. – olśniło mnie. – I umówiliśmy się, że dzisiaj go zrobimy! – chłopak widząc, że już sobie wszystko przypomniałem uśmiechnął się. Zdałem sobie również sprawę jak bardzo jestem roztargniony. Umawialiśmy się zaledwie tydzień temu, a ja kompletnie o tym wszystkim zapomniałem. Wcześniej nigdy mi się to nie zdarzało. Dowodziło to jak ogromny wpływ ma na mnie Louis.
- Wybacz stary, ale ostatnio jestem strasznie roztargniony. – przyznałem drapiąc się po głowie. – O której chcesz wpaść?
- Wiem, właśnie zauważyłem. – odpowiedział przecząco kręcąc głową. – Będę koło 18.
- Dobrze, a więc do zobaczenia. – Przybiliśmy piątkę i Liam odszedł, a ja spojrzałem jeszcze raz przez okno. Na boisku znowu nikogo nie było więc zerknąłem na zegarek. Było już po ósmej co oznaczało, że pierwsza lekcja już się zaczęła, a ja jestem spóźniony.

Na kolejnych przerwach ani razu nie spotkałem Louisa. Nie wiem czy musiał wcześniej skończyć, czy po prostu nie wpadliśmy na siebie, ale nie miałem okazji żeby powiedzieć mu o odwołaniu kary. Szczerze mówiąc po tym jak widziałem go z tą dziewczyną nie miałem ochoty mu o tym mówić. Może i nawet dobrze, że się nie spotkaliśmy. Od ostatnich dni najbardziej dziwiło mnie to, że nigdzie nie widziałem Rose. Pytałem jej koleżanek czy coś wiedzą na temat jej nagłego zniknięcia, ale były dokładnie tak samo poinformowane jak ja. Nikt nie wiedział gdzie się aktualnie podziewa i co jest tego przyczyną. Zacząłem się trochę martwić, bo ja mogłem być powodem jej zniknięcia. Miałem tylko nadzieję, że nic się jej nie stało.



Po powrocie do domu co jakiś czas spoglądałem na telefon z nadzieją, że może w końcu Lou napisze do mnie. Pomyślałem, że teraz jego kolej aby się mną zainteresować, a ja nie będę się niepotrzebnie narzucał. O osiemnastej przyszedł do mnie Liam i zabraliśmy się za przygotowywanie projektu.
- A więc jaki mamy temat. – zapytałem siedzącego obok mnie chłopaka.
- Zaraz sprawdzę. – odpowiedział po czym schylił się szukając czegoś w swojej torbie. Po chwili wyciągną z niej gruby zeszyt i spojrzał na ostatnią jego stronę.
- Efekt fotoelektryczny oraz pierwsze prawo fotoefektu Stoletowa. - zerknąłem na niego zdziwiony podnosząc jedną brew.
- Poważnie? Co to w ogóle znaczy. – zapytałem wybuchając śmiechem.
- To jest właśnie nasze zadanie. – odrzekł uśmiechają się. Wyciągnął z torby swój podręcznik i zaczął czegoś w nim szukać.
- Proszę to jest ten temat. Wystarczy go ładnie opracować i prezentacja gotowa. – powiedział to w taki sposób jakby nie było w tym nic trudnego. W przeciwieństwie do niego nie znosiłem fizyki i kompletnie jej nie rozumiałem, dlatego dałem mu wolną rękę i postanowiłem się wyłączyć. Liam zaczął opowiadać jak widzi cały ten projekt, co chce w nim zawrzeć i o podziale materiału między nas dwóch. Ja w tym czasie spoglądałem na telefon i patrzyłem na przychodzące wiadomości.
- Może tak być? – nagle przerwał swoje rozważania powodując mój powrót do rzeczywistości.
- Ale, ale co? – zaczerwieniłem się. – Wybacz Liam, ale nie słuchałem. Uśmiech z jego twarzy zniknął. W jego oczach pojawiła się stłumiona złość. Wiedziałem, że mam przechlapane.
- Harry! Ty mnie w ogóle nie słuchasz. – krzyknął po chwili intensywnego wpatrywania się we mnie.
- Przepraszam. – odpowiedziałem ze skruchą w głosie spuszczając głowę.
- Co się z Tobą ostatnio dzieje? Cały czas zachowujesz się jakbyś myślami był gdzie indziej, jesteś zapominalski i nie potrafisz skupić się na najprostszych czynnościach. Co się stało? – ostatnią część zdania wypowiedział z charakterystyczną dla niego troską. Każdy z moich przyjaciół był inny. Każdy miał inny charakter i inne podejście do życia. Liam był typem dobrego ducha, który zawsze chciał dla Ciebie jak najlepiej i nigdy nie stronił od pomocy. Bardzo trudno było też wyprowadzić go  z równowagi co niestety czasami mi się udawało. Czasami zachowywał się jak mój ojciec, który mówił mi co jest dobre, a co złe, dobrze radził i zawsze pomagał mi rozwiązywać moje problemy. Mogłem mu więc bez obaw opowiedzieć o mnie i Louisie, ale czy byłem na to gotowy? Czy on był na to gotowy? Jemu ufam najbardziej więc postanowiłem mu o tym opowiedzieć.
- Bo widzisz… - zacząłem. – w moim życiu ostatnio trochę się pozmieniało. – Opowiedziałem mu o naszym pierwszym spotkaniu, rozstaniu z Rose, później kolejno o spotkaniu w kawiarni, pierwszym pocałunku na imprezie oraz spędzonym czasie u niego w domu. Na początku wysłuchiwał moje opowieści z otwartą szeroko buzią oraz oczami, ale z każdym kolejnym słowem coraz bardziej przyzwyczajał się do tej myśli i patrzył na mnie ze zrozumieniem. W końcu gdy zakończyłem opowieść spoglądał na mnie przez chwilę po czym przerwał niezręczną ciszę.
- Tak myślałem. – powiedział nagle jakby nic wielkiego się nie stało. Tym razem to ja spojrzałem na niego wielce zdziwiony.
- Naprawdę!? Skąd? – zapytałem.
- Po zachowaniu wszystko można wywnioskować. – uśmiechnął się przebiegle.
- No, ale teraz nie rozumiem dlaczego jesteś taki roztargniony. – dodał przybliżając się w moją stronę.
- Ostatnio coraz częściej widuję Louisa z taką Sarą. – powiedziałem zmartwiony. – Często ze sobą rozmawiają, a ostatnio nawet się przytulali.
- A rozmawialiście na ten temat? – zapytał lekko przejęty.
- Nie było okazji… ale chyba oczy mnie nie mylą!? – odparłem powstrzymując emocje.
- Moim zdaniem jesteś zazdrosny i dorabiasz sobie do tego wszystkiego niepotrzebną historię. Powinniście porozmawiać! – powiedział stanowczym głosem.
- Teraz?
- Choćby! – dodał podając mi mój telefon. Wziąłem go do ręki, wybrałem odpowiedni numer i przyłożyłem słuchawkę do ucha. Po dwóch sygnałach usłyszałem znajomy głos.
- Halo? Harry!? Cały dzień czekam na telefon od Ciebie! – powiedział przejęty Louis. Trochę zdziwiłem się tym co przed chwilą usłyszałem, ponieważ to ja cały dzień czekam na wiadomość od niego. Ucieszyłem się jednak, że myślał o mnie.
- Poważnie? Chciałem z Tobą porozmawiać w szkole, ale byłeś zbyt zajęty rozmową ze swoją koleżanką. – odpowiedział z ogromną dozą zazdrości w głosie. W tym samym czasie spojrzałem na Liama, który kręcił przecząco głową.
- Przepraszam Cię bardzo, ale musiałem porozmawiać z Sara na temat naszego projektu z fizyki, poza tym pomaga mi ona nadrobić materiał z matematyki. – odpowiedział lekko speszony próbując się tłumaczyć.
- I oznacza to, że musicie się od razu obściskiwać!? – tym razem siedzący koło mnie przyjaciel uderzył swoją ręką w czoło.
- Ja jej tylko dziękowałem. Hazzy nie bądź zazdrosny. Wiesz przecież, że jestem cały Twój. – prawie wyczułem jak się uśmiechnął. Nie mogłem się dłużej na niego gniewać zwłaszcza gdy mówił mi takie rzeczy.
- No już dobrze. Muszę Ci powiedzieć, że rozmawiałem z mamą i możesz u mnie spać w piątek. – nagle podekscytowany zmieniłem temat.
- Tak!? – zapytał zaskoczony. – To świetnie!
- Porozmawiamy jeszcze na ten temat później. Muszę lecieć – pożegnałem się i zakończyłem rozmowę. Patrzyłem właśnie na zadowolonego i dumnego z siebie Liama, który tryumfalnie się do mnie uśmiechał.
- Dziękuję Ci bardzo! – krzyknąłem rzuciwszy się na niego. – Wiedziałem, że zawsze mogę na Ciebie liczyć. 



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------- No i proszę bardzo terminowo rozdział ^^ Pewnego wieczora miałem wystarczająco dużo czasu i tak oto się rozpisałem :D Mówiliście, że lubicie jak chłopcy są o siebie zazdrośni więc postanowiłem wydłużyć ten wątek :D Z góry przepraszam za to przeciąganie całej akcji, ale z niecierpliwością oczekuję na walentynki i rozdział specjalny w którym chłopcy przeżyją swój pierwszy raz ^^ Co do terminu nexta no to niestety, ale walentynki są w piątek, a publikuje rozdziały w środy i soboty :/ Nie wiem jednak czy nawet do soboty zdążę cokolwiek napisać. Jutro ostatni dzień jestem na wyjeździe i na pewno nic nie napiszę (ostatni czas no i pakowanie się), no a w piątek cały dzień będę w drodze. Ten rozdział ma być wyjątkowy więc nie napisze go w jeden dzień. Jednak mam nadzieję, że zdołam go opublikować do końca tego tygodnia ;) W każdym razie Hazzy ładnie przeprosił mamusię i będzie mógł przenocować u siebie Louiego. Dalej rozwiały się wszelkie wątpliwości co do Sary xD no i jeszcze trochę smutno mi się zrobiło, ponieważ zacząłem zaniedbywać pozostałych członków zespołu dlatego też postanowiłem, że Harry spotka się i wyjawi słodką tajemnicę również Liamowi ^^ Dziękuję za wszystkie poprzednie komentarze zarówno te krótkie - dobitne i zdecydowane, a w szczególności za te długie w pełni przedstawiające wasze stanowisko co do moich "dzieł". Uwielbiam je czytać i nigdy mi się nie znudzą! Więc będę kończył, bo moja notatka zaraz będzie dłuższa niż rozdział xD
Jeszcze raz wszystkim serdecznie dziękuję i dalej czytajcie i komentujcie mojego bloga ^^
Bay ;***

PS. Ten rozdział dedykowany jest jednej wspaniałej osóbce, która zmieniła moje życie i która podobnie jak Liam zawsze pomoże w potrzebie.
Kocham Cię ;***

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 8: Niesprawiedliwa kara




Patrzyłem na mamę wielce przerażony. Co teraz powie? Jak zareaguje? Spodziewałem się najgorszego. Wiedziałem, że bardzo zależało jej na tym żebym miał dobre wyniki w nauce i na pewno zaniepokoił ją telefon od mojego nauczyciela. Każda chwili okropnie się dłużyła, a ja nic nie odpowiadałem tylko kompletnie sparaliżowany stałem wpatrując się w jej przepełnione złością oczy. Widząc, że nic nie mówię podeszła do mojego łóżka i po chwili na nim usiadła.
- Zapytałam o coś. – powiedziała nad wyraz spokojnie.
- Yyy mamo bo ja… - zacząłem się jąkać. Nie miałem zupełnie pojęcia co jej odpowiedzieć. Kłamanie nie miało tu żadnego sensu. Musiałem powiedzieć prawdę.
- No bo ja wyszedłem do Louisa. – po chwili wreszcie z siebie wyrzuciłem.
- Ehhh… - westchnęła głęboko ręką pocierając przez chwilę czoło w geście zamyślenia.
- Harry, czy ja jestem złą mamą? – Przerwała moment milczenia. Zawsze zaczynała tak mówić gdy sprawa była poważna. Nie liczyłem więc na żadną ulgę.
- Przecież pozwoliłam Ci nie iść do szkoły, nie zakazuje Ci spotkań z kolegami, nie jestem bardzo wymagająca. – zaczęła mówić z wielkim wyrzutem. To była jedna z jej metod brania na litość. Cały czas bez żadnego komentarza, żadnego ruchu wpatrywałem się w nią i posłusznie słuchałem.
- Dobrze wiesz, że nauka jest teraz dla Ciebie najważniejsza! Musisz się uczyć jeśli chcesz dostać się na dobre studia! Dziecko już za rok matura, a Ty uciekasz od wszelkich obowiązków. – spojrzała na mnie mając łzy w oczach.
- Obiecałem mu, że wpadnę i chciałem dotrzymać słowa. – odrzekłem tylko na swoją obronę.
- Ale nie kosztem nauki. – krzyknęła.
- Nie mogę bez przerwy się uczyć! Chcę mieć trochę czasu wolnego. – dodałem próbując opanowywać emocje.
- Trochę czasu wolnego? – zapytała ironicznie. - Nie masz kompletnie żadnych obowiązków w domu, nie musisz nic robić, wszystkim muszę zajmować się sama! – jej głos zaczął się łamać. Czułem się bardzo niesprawiedliwie. To przecież jej całe dnie nie było. Prawie w ogóle nie poświęcała mi czasu.
- Jak to nic nie robię? Codziennie po szkole siedzę sam w domu! Jedyny dzień kiedy możemy spędzić razem jest niedziela, o ile nie umówisz się z koleżankami! – odpowiedziałem podenerwowany.
- Jak możesz tak mówić! Całe dnie haruję żeby zapewnić nam byt, żebyśmy mieli co do garnka włożyć! Żebyś miał w czym chodzić! Odkąd ojciec od nas odszedł muszę sama Cię wychowywać! Myślisz, że mi jest łatwo? – W tej chwili zrozumiałem o co tak naprawdę chodzi. Ten wyrzut nie tylko skierowany był w moją stronę, ale również i mojego tatę. Mama po jego odejściu długo nie mogła się pozbierać. Ciągle miała do niego pretensje i nie mogła mu wybaczyć. Prawie każda nasz kłótnia do tego się sprowadzała.
- Mamo! Ojca w to nie mieszaj! – powiedziałem podniesionym tonem krzyżując ręce na pierciach.
- To wszystko jego wina! Jesteś zupełnie taki jak on! – krzyknęła podnosząc się z łóżka.
- Taki jak on? – to porównanie strasznie mnie zabolało. Czułem się jakby mnie ktoś uderzył w twarz. Mama spojrzała na mnie rozczarowanym wzrokiem. Po jej policzku spłynęła błękitna łza. Odwróciła się i wyszła trzaskając za sobą drzwiami.
Czułem się okropnie. Przez moment jeszcze stałem tak sparaliżowany wpatrując się w ścianę próbując poukładać sobie wszystko po kolei w głowie. Po chwili ocknąłem się i rzuciłem na łóżko głośno krzycząc w poduszkę. I pomyśleć, że przez jedno małe wymknięcie się straciłem zaufanie u osoby, którą zawsze darzyłem ogromnym szacunkiem. Odwróciłem się na plecy i powoli uspakajałem oddech. To było niesprawiedliwe. Rozumiem, że źle zrobiłem uciekając z domu i nie uczyłąc się. Wiem, że nauka jest bardzo ważna dla mojej przyszłości, ale ja chcę żyć teraźniejszością. Najważniejsze jest tu i teraz! Nie mogę przecież powiedzieć mamie, że zakochałem się i jedyne co mnie teraz obchodzi to wspólne spędzanie czasu z moim… chłopakiem? Tak chyba mogłem już Louisa tak nazwać. To było aktualnie dla mnie najważniejsze! Nagle drzwi od mojego pokoju otworzyły się. W drzwiach ponownie stanęła mama.
- W związku z tym co dzisiaj zrobiłeś i za brak okazania jakiejkolwiek skruchy dostajesz szlaban na wszystko do końca tygodnia i nawet nie myśl o żadnym spotkaniu z kolegami.  Co do piątku to również w ten dzień masz karę. Od dzisiaj po szkole wracasz od razu do domu i się uczysz! – wypowiedziała bardzo stanowczo po czym trzasnęła drzwiami.
Patrzyłem z otwartą buzią na drzwi i po chwili głośno krzyknąłem.
- Nie!!!
Właśnie uświadomiłem sobie, że cały tydzień nie będę mógł się spotkać z Lou no nici z naszego piątkowego spotkania. Dlaczego gdy już powoli wszystko zaczyna się układać nagle coś musi pójść nie tak i zburzyć wszystko to co jest dla mnie ważne? To nie mogło dziać się naprawdę! W pewnym momencie usłyszałem dźwięk przychodzącego smsa. Rzuciłem się w kierunku telefonu i ujrzałem wiadomość od Louisa.
Dotarłeś szczęśliwie do domu? Mam nadzieję że tak. Dziękuję Ci bardzo za dzisiejszy dzień! Było niesamowicie i musimy to kiedyś powtórzyć. Uwielbiam spędzać z Tobą czas. No i rozmawiałem z moim tatą o piątkowym spaniu u Ciebie. Wyobraź sobie, że się zgodził! Już nie mogę się doczekać!
Lou <3

- Nieeee!!! – To co poczułem w momencie czytania tego smsa był to okropny ból. Co mam teraz zrobić? Powiedzieć chłopakowi, że to odwołane? Miało być tak świetnie. Muszę z nim jutro porozmawiać!
Jestem już w domu. Ja również dziękuję i było świetnie! Nie mam niestety dobrych wiadomości co do piątku… Musimy jutro porozmawiać ;c
Harry ;*
Odrzuciłem telefon na szafkę i postanowiłem się z tym wszystkim przespać. Może jutro coś wymyślę.



Wstałem rano trzy godziny przed rozpoczęciem zajęć, aby jeszcze trochę się pouczyć. Moja poranna nauka wyglądała zawsze tak samo. Trochę na komputerze, trochę w łazience, trochę na jedzeniu śniadania i na końcu zostawało mi jakieś pół godziny na samo uczenie się. Przejrzałem tylko te rozdziały, na które nie uczyłem się na kartkówki. Wydawało mi się, że jest ich nieskończoność. Po chwili przerwałem nie mając już żadnych chęci, ani nadziei na to, że pójdzie mi dobrze. Zszedłem na dół dziękując Bogu, że mama wyjechała już do pracy. Oszczędziło mi to niezręcznej sytuacji. Spakowałem się i wyszedłem.

W szkole przywitali mnie rozbawieni chłopacy. Mówili coś o jakimś śmiesznym wydarzeniu, które miało wczoraj miejsce. Niestety nie było mnie, więc nie wiedziałem o co chodzi. Cały czas nerwowo rozglądałem się za Louisem. Przez dłuższą chwilę błądziłem wzrokiem po placu spoglądając na grupki uczniów. Po pewnym czasie zauważyłem go przy głównym wejściu do budynku szkoły. Ku mojemu zaskoczeniu stał tam z jakąś dziewczyną. Bardzo ładną dziewczyną. W tym momencie poczułem się strasznie zazdrosny. Wiedziałem, że przecież oni tylko rozmawiają no i to nic nie znaczy, ale sam fakt, że Lou rozmawia sam, na sam z jakąś dziewczyną wywoływał u mnie takie poczucie. Zostawiłem chłopaków i podbiegłe do chłopaka stojącego do mnie plecami.
- Cześć Louis! – uśmiechnąłem się do niego nieszczerze i spojrzałem w kierunku jego koleżanki.
- Część…?
- Sara. – dodał Lou.
- Tak właśnie! Cześć Sara. – podałem dziewczynie rękę i obdarzyłem ją podobnym uśmiechem jak i Louisa.
- Siema. – odpowiedziała patrząc na mnie zdziwiona.
- Tak właśnie. Harry to mój… - zawahał się. – przyjaciel.
- Niestety, ale muszę go porwać! – powiedziałem z przesadną, fałszywą uprzejmością. – Choć Lou. – pociągnąłem go za rękaw.
- Wrócimy do tej rozmowy później! Do zobaczenia! – opowiedział tylko i ciągnięty przeze mnie pobiegł za budynek szkoły.
- Co to miało być? – zapytał oburzony!
- Przepraszam, ale mam problem! – odrzekłem czując się trochę winny. Nie musiałem od razu reagować tak gwałtownie.
- No dobrze. Mów o co chodzi.
- Pamiętasz jak wczoraj musiałem wracać od Ciebie do domu i mówiłem, że to przez moją mamę? – zapytałem. Chłopak w odpowiedzi skinął twierdząco głową.
- No to wczoraj w ogóle nie powinno mnie być u Ciebie. Tak naprawdę powinienem siedzieć w domu i się uczyć. Mama zakazała mi wychodzić, a ja się wymknąłem. – patrzyłem przez chwilę na jego reakcję. Spoglądał na mnie i po chwili odpowiedział.
- Co!? Ale, dlaczego?
- Mówiła mi, że dzwonił do niej nauczyciel, że opuściłem się w nauce i kazała mi się uczyć tak, żeby zaliczyć dzisiejszy test, a ja chciałem spędzić trochę czasu z Tobą no i… tak wyszło – odpowiedziałem.
- No to pięknie, czyli to przeze mnie? – wyczułem poczucie winny w jego tonie.
- Nie jasne, że nie! To tylko i wyłącznie moja wina! – spojrzałem teraz w dół, przygotowując się na wypowiedzenie najgorszego.
- No, a najgorsze jest to, że potem się pokłóciliśmy i do końca tygodnia nie mogę się z Tobą spotkać, a także nici z naszego piątkowego wieczoru.
- Co!? Ale jak to? To ja już nawet dostałem pozwolenie od ojca, a Ty mi mówisz, że się nie spotkamy? – opowiedział zrezygnowany i zasmucony. Spojrzał mi w oczy.
- Da się coś jeszcze zrobić? A jakbyś napisał dobrze ten sprawdzian? Może dało by się ją jakoś przekonać!? – w jego głosie pojawiła się nuta nadziei. Może i dałoby się coś zrobić, lecz nic się nie uczyłem. Nie chciałem jednak jeszcze bardziej go zasmucać i nie powiedziałem mu o tym.
- Zobaczymy. – rzuciłem tylko.
- To powodzenia. – uniósł kąciki ust dając efekt pięknego uśmiechu. Obejrzał się dookoła upewniając się, że nie ma nikogo w pobliżu i pocałował mnie w policzek.



Gdy dostałem test do ręki poczułem jak moje serce zaczyna przyspieszać. Już na pierwsze pytanie nie znałem odpowiedzi. Dalej może być już tylko gorzej. Po dokładnym przejrzeniu go okazał się nie być wcale taki trudny. Myślę, że nie poszedł mi najlepiej, ale fatalnie też nie będzie. Na szczęście przygotowywałem się na każdą kartkówkę, dzięki czemu potrafiłem przypomnieć sobie niektóre informacje. Po zakończeniu sprawdzianu profesor oznajmił, że wyniki będą już dziś wieczorem w elektronicznym dzienniku. Oznaczało to, że jeszcze dzisiaj będę mógł przeprosić mamę i z nią porozmawiać o odwołaniu kary.

W domu cały czas odświeżałem stronę z dziennikiem w nadziei, że w końcu znajdę tam nową ocenę. Była już godzina 21:00, a z każdą kolejną denerwowałem się coraz bardziej. Każda kolejna minuta powodowała, że nie mogłem skupić się, ani na nauce, ani na żadnej innej rzeczy. W końcu po raz chyba już setny odświeżyłem stronę i ujrzałem, że pojawiła się nowa ocena. Wszedłem w zakładkę sprawdziany i zobaczyłem… 


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------Witajcie! Na początku przepraszam was bardzo za ten rozdział. Nie jest on najlepszy i tak ogólnie nic się w nim nie dzieje ciekawego. Nie mam w ogóle na nic czasu, bo szykuje się na jutrzejszy wyjazd przez co rozdział jest pisany na szybko. Nie wiem właśnie czy tam gdzie jadę będzie internet i czy będę miał czas pisać. Mam jednak nadzieję, że rozdział zostanie dodany w kolejną środę, ale naprawdę nie obiecuje. Może też pojawić się z lekkim opóźnieniem. Wracając jeszcze do tego rozdziału to Harry niestety dostał karę. Taka jest czasami cena miłości. Co Harry dostanie ze spr? Czy mama pozwoli mu na spotkanie z Lou? Patrząc na komentarze pod ostatnim rozdziałem można zauważyć, że skomentowały go tylko 3 osoby. Jest to najmniej jak na razie z wszystkich moich dotychczasowych rozdziałów. Przyznam szczerze, że trochę mnie to zasmuciło. Mam jednak nadzieję,że czytacie rozdział, albo po prostu zaczęły się ferie i nie macie czasu. No właśnie! W związku z feriami życzę wam udanej zabwy i odpoczynku od szkoły zarówno tym co właśnie odpoczywają, ale również tym co jeszcze czekają na zasłużony odpoczynek :D Dziękuję za wszystkie poprzednie komentarze oraz proszę o następne gdyż  to niewiele, a daje mi ogromną radość i motywację. 
Bay ;***

środa, 5 lutego 2014

Rozdział 7: Nieudana akcja



Impreza skończyła się jakoś po godzinie 23. Wszyscy musieli już wracać do domu, bo na następny dzień trzeba było iść do szkoły. Na szczęście mi mama odpuściła i mogę zostać sobie w domu. Louis też się raczej nie wybierał więc postanowiłem, że na drugi dzień wpadnę i mu pomogę posprzątać. Będzie to kolejna okazja, aby być z nim sam na sam i trochę porozmawiać. Co do tej niesamowitej rzeczy, która miała wczoraj miejsce to później o tym już nie rozmawialiśmy. Sytuacja ta utwierdziła mnie w przekonaniu, że łączy nas coś więcej niż tylko przyjaźń. Było to bardzo silne uczucie, którego w żaden sposób nie byłem w stanie opisać. To jak czułem się w jego towarzystwie to... czułem się nieziemsko. Zawsze gdy mnie dotykał, gdy jego delikatne ręce muskały moje ciało, przechodził mnie silny dreszcz i równocześnie podniecenie. Był jedyną osobą z którą mógłbym spędzić resztę życia i nic innego nie byłoby mi już więcej potrzebne.

Rano obudziło mnie silnie świecące światło słoneczne, które przebijało gęste chmury. Promienie padały wprost na moją twarz co strasznie mnie denerwowało. Z niechęcią otworzyłem powieki, podniosłem się siadając na łóżku i spojrzałem na zegarek. Była już dwunasta. Przewróciłem oczami i rzuciłem się na łóżko z myślą, że jeszcze chwilę odpocznę. Nie wiadomo kiedy znowu zasnąłem. Drugi raz obudziła mnie mama wpadająca do pokoju.
- Jezu! Synek, ty jeszcze nie wstałeś!? – krzyknęła wielce zdziwiona. Jęknąłem głośno i przewróciłem się na drugi bok.
- Ja już zdążyłam z pracy wrócić! Wstawaj! – w jej głosie usłyszeć można było zdenerwowanie z dodatkiem wyrzutu.
- Ale mamo… - wystękałem.
- Żadne ale! Nie trzeba było tyle wczoraj imprezować i pić. – dodała tym razem delikatnie się uśmiechając. Miała rację. Wczorajszy alkohol dawał mi się we znaki. Czułem okropną suchość w buzi i byłem strasznie spragniony. Poza tym bolała mnie głowa i na nic nie miałem ochoty. Podniosłem się siadając na łóżku i przetarłem oczy. Przeciągnąłem się i westchnąłem. Założyłem na siebie szlafrok, kapcie i delikatnie się podniosłem. Udałem się do łazienki i spojrzałem w lustro.
- Coś Ty ze sobą zrobił Harry. – powiedziałem sam do siebie. Ujrzałem dosłowny wrak człowieka. Moje włosy były całe potargane, miałem spuchnięte oczy, a pod nimi wory. Posiadałem niewiele czasu, aby z potwora zrobić z siebie amanta. Bez zbędnego przeciągania wziąłem się do pracy. Po jakichś 30 minutach wyglądałem zupełnie inaczej. Włosy znów się pięknie kręciły, cera była gładka i czysta, a oczy wyglądały… dość przyzwoicie. Uśmiechnąłem się i zszedłem na śniadanie.
Gdy wszedłem do kuchni stanąłem jak wryty. Nie wierzyłem własnym oczom. Na mahoniowym stole, który przykryty był haftowanym, koronkowym obrusem leżały trzy wypełnione po brzegi talerze oraz jeden pusty. Na pierwszym znajdowały się cztery przecięte już bułki, na drugim różnego rodzaju warzywa (o dziwo wszystkie, które lubiłem), a na ostatnim dżem i trochę masła.
- Mamo? Czy coś się stało? – zapytałem nie dowierzając temu co widzę z niepewnością w głosie. Dziwiło mnie to tak bardzo, ponieważ od czasu kiedy skończyłem 6 lat i nauczyłem się sam robić sobie posiłki nie zdarzyło się jeszcze, żeby mama przygotowała mi coś poza obiadem, które i tak robiła bardzo rzadko.
- Synku… Nie zadawaj pytań tylko siadaj i korzystaj – oderwała się od wykonywanej wcześniej czynności, zerknęła w moją stronę i zaśmiała się cicho. – Może się to już szybko nie powtórzyć.
- Ale co jest powodem tej… zmiany? – spojrzałem na nią podnosząc jedną brew.
- Musiałam Ci jakoś wynagrodzić wczorajszy brak czasu. – uśmiechnęła się serdecznie.
- Ooo jesteś kochana. – wstałem od stołu i mocno ją przytuliłem.
- No, no. Lepiej jedz bo Ci zaraz wystygnie. – odrzekła nadopiekuńczo. Wróciłem na miejsce i zacząłem przygotowywać sobie coś pysznego. Na końcu zjadłem moje dzieło i muszę przyznać, że było wyśmienite. Nagle przypomniałem sobie o złożonej wczoraj obietnicy.
- Mamo, obiecałem Louisowi, że wpadnę dzisiaj pomóc mu sprzątać po wczorajszej imprezie. – oznajmiłem. – Tak więc jak zjem to się do niego wybieram.
- Halo! Harry… - przerwała nagle. – Przypominam Ci, że masz jutro bardzo ważny sprawdzian z biologii, który będzie stanowił aż 40% Twojej oceny końcowej. – po raz kolejny spojrzałem na nią takim wzrokiem, jakby mówiła przynajmniej po chińsku. Skąd ona wie taki rzeczy? Przecież nie rozmawiamy za wiele o szkole…
- Poza tym – kontynuowała. -  twój kolega na pewno do tej godziny uporał się z tym całym bałaganem i...
- Skąd o tym wiesz? – zapytałem przerywając jej.
- Dzwonił do mnie ostatnio Twój wychowawca. – moje zdziwienie było już tak duże, że większe być nie mogło. Nic mi o tym nie mówiła!
- Mówił, że ostatnio opuściłeś się w nauce i zachowujesz się jakbyś był nieobecny. – dodała.
- Ale mamo! – odrzekłem poruszony. – Proszę Cię!
- Wybacz synku… - spojrzała na mnie ze smutkiem na twarzy. – Już pozwoliłam Ci nie iść dzisiaj do szkoły. Pamiętaj! Zawsze na pierwszy miejscu stawiaj naukę. Możesz zaprosić Louisa na noc w piątek. Wyjeżdżam w delegację i wracam następnego dnia wieczorem.
- Dziękuję Ci bardzo! – odpowiedziałem zupełnie zrezygnowany i poszedłem do swojego pokoju. Nie mogłem  uwierzyć, że nie będę mógł się dzisiaj z nim spotkać. Co ja mu powiem? Że dostałem szlaban, bo opuściłem się w nauce? O nie! Z drugiej jednak strony bardzo spodobała mi się propozycja dotycząca noclegu chłopaka u nas. To mogłaby być świetna okazja do spędzenia razem „upojnej” nocy. Strasznie cieszyłem się na samą myśl o byciu z Louisem przez całą noc zupełnie sam. Usiadłem przy biurku i otworzyłem książkę. Zacząłem coś czytać, ale zupełnie nie mogłem się skupić. Po chwili wziąłem do ręki swój telefon i zobaczyłem, że jakąś godzinę temu otrzymałem wiadomość.
Harry? Żyjesz? Nie wiem czy pamiętasz, ale mówiłeś, że wpadniesz mi pomóc. Myślałem, że porozmawiamy czy coś… W każdym razie nie odzywasz się cały dzień. Wszystko w porządku?
 Louis
Jak mogłem wcześniej nie przeczytać tego smsa. Lou na pewno się denerwuje. Teraz widziałem już, że nie mogę tak po prostu zostać w domu. Podszedłem do okna, które wychodziło na ogród. Otworzyłem je i spojrzałem w dół. Mój pokój nie znajdował się zbyt wysoko nad ziemią, mogłem więc bez problemu wyskoczyć. Problem pojawi się w momencie mojego powrotu. Postanowiłem, że będę o tym myślał gdy już wrócę. Przełożyłem jedną nogę prze parapet tak, że zwisała ona teraz nad zieloną trawą. To samo zrobiłem z drugą i wyskoczyłem przymykając okno mając nadzieję, że moja mama nie będzie nic ode mnie chciała przez następne kilka godzin.


- Harry? – zapytał zdziwiony Louis widząc mnie w drzwiach swojego mieszkania.
- Przybyłem, aby pomóc Ci w ogarnięciu mieszkania! – wypowiedziałem heroicznie.
- Taa… - odpowiedział zrezygnowany i może trochę zdenerwowany lub rozczarowany. – Sam sobie poradziłem.
- Loui… strasznie Cię przepraszam, ale coś stało się z moim telefonem i dopiero niedawno odczytałem Twoją wiadomość. – zrobiłem minę smutnego szczeniaczka.
- Och już dobrze. – odrzekł uśmiechając się. – Nawet nie wiesz jak się denerwowałem… - w tym momencie rzucił mi się na szyje. Poczułem się zupełnie jak wczoraj. To tego tak bardzo pragnąłem. Ponownego dotyku.
- Wejdź! –rzucił. – Chcesz coś do picia?
- Nie dzięki…
- Chodź do salonu. – powiedział zachęcająco. Ruszyłem za nim w kierunku pokoju. Salon wyglądał zupełnie inaczej niż wczoraj. Było w nim tak czysto i schludnie. Stół, który wcześnie stał na środku, przesunięty był pod ścianę. Chyba ostatnio nie zauważyłem również ogromnego telewizora z kinem domowym umiejscowionego po drugiej stronie pokoju. Usiadłem na dużej, skórzanej sofie. Po chwili dołączył do mnie również Lou. Usiadł niedaleko mnie i spojrzał na mnie.
- I jak po wczorajszej imprezie? – zapytał po jakimś czasie.
- Na początku nie było zbyt dobrze… kac i te sprawy, ale teraz jest już dobrze. – wyszczerzyłem zęby, a chłopak zaczął się śmiać.
- No to baaaardzo podobnie jak u mnie. – tym razem ja również zacząłem się śmiać.
- A więc co chcesz robić? Może obejrzymy jakiś film? – zaproponował.
- Jasne. – odpowiedziałem podekscytowany. – Możemy. - Chłopak podszedł do komody, na której stał telewizor i chwilę w niej czegoś szukał. W końcu znalazł trzy płyty. Na pierwszej była komedia, druga to horror, a trzecia była jakimś romansem. Zdecydowałem, że skoro to nasze pierwsze wspólne oglądanie filmu wybiorę komedię. Lou puścił film i usiadł koło mnie. Film nie był, ani porywający, ani śmieszny. Tak szczerze to był strasznie nudny. W pewnym momencie przysunąłem się do Louisa i położyłem mu głowę na ramieniu. On uśmiechnął się i objął mnie kładąc swą rękę na mojej głowie i delikatnie gładząc nią kręcone włosy. Po pewnej chwili zachciało mi się zmiany pozycji i położyłem głowę na jego nogach.
- Pamiętasz wczorajszą sytuację. – zapytałem nagle patrząc mu prosto w oczy.
- Tak… - odpowiedział nieco zmartwiony. – To było… to było…
- Niesamowite? – podpowiedziałem mu.
- Raczej bardzo interesujące. – spojrzałem na niego pytającym wzrokiem.
- Jeszcze nigdy nie czułem do kogoś czegoś tak silnego. To naprawdę wyjątkowe.
- I jesteś tym zmartwiony? – zapytałem nie bardzo wiedząc co ma na myśli mówiąc to takim tonem.
- To świetnie Hazzy… Tylko wydaje mi się, że…
- Że? – przerwałem mu.
- Że się w Tobie zakochałem. – jego oczy zrobiły się szklane. Podniosłem się prostując sylwetkę. Złapałem go za ręce i spojrzałem głęboko w oczy.
- Loui ja czuje do Ciebie dokładnie to samo. Znamy się naprawę niedługo, ale już czuję, że chcę spędzić z Tobą resztę życia. – poczułem ogromną ulgę mogąc w końcu mu o tym powiedzieć. Po dłuższym czasie patrzenia na siebie chłopak powoli zaczął przybliżać twarz do mojej. Po chwili delikatnie musnął moje usta swoimi wargami. Nie pozostając dłużny odwzajemniłem pocałunek robiąc to nieco bardziej namiętnie. Nasze ręce zaczęły błądzić po naszych rozpalonych ciałach. Położyłem swoją rękę na policzku Lou i oderwałem swoją twarz od jego.
- Kocham Cię wiesz? – szepnąłem.
- Ja Ciebie też Harry.   


Resztę wieczora spędziliśmy na rozmowie o planach na najbliższy czas, o tym kiedy możemy się znowu spotkać.
- A no właśnie! Mama mówiła, że możesz u mnie spać w najbliższy piątek. – powiedziałem uradowany oczekując na jego reakcję. Zrobił zamyśloną minę i po chwili odpowiedział.
- Myślę, że to świetny pomysł! Porozmawiam jeszcze z tatą i dam Ci znać. – odpowiedział uśmiechając się.
- No to świetnie. – odwzajemniłem gest. – A tak właściwie to gdzie jest Twój tata?
- Kończy o 20:00 pracę. Zaraz powinien być. – oznajmił
- Co? To już zaraz będzie 20:00? – zapytałem przypominając sobie, że muszę wracać do domu.
- Tak… - odpowiedział z podejrzliwym tonem. – Coś się stało?
- Nie… po prostu muszę już lecieć. – Wstałem z kanapy i udałem się do holu.
- Hej! Ale mam nadzieję, że to nie przez mojego tatę. – Chłopak ruszył za mną.
- Nie no jasne, że nie! To przez moją mamę. – uśmiechnąłem się i pocałowałem Lou na pożegnanie.
- Coś nie tak z Twoją mamą? – zapytał nieco zaniepokojony.
- Opowiem Ci później. Papa

Biegłem ile tylko miałem sił  w noga. Po jakichś 15 minutach znalazłem się przed moim domem. Stanąłem pod oknem wychodzącym z mojego pokoju i zacząłem się zastanawiać jak się tam dostać. Zauważyłem opartą o bramę drabinę. Patrząc na oko powinna wystarczyć. Wziąłem ją i oparłem o budynek. Wdrapałem się na samą górę i wszedłem uradowany świętując udaną akcję. Po chwili światło w moim pokoju zaświeciło się. Przy drzwiach stała zdenerwowana mama.
- A gdzieżeś to się podziewał mój drogi?


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------Z góry przepraszam was wszystkich za tak późną porę dodania rozdziału. Nie było mnie w domu i dopiero niedawno wróciłem. Jest to jednak nadal środa ^^ Rozdział jest dość luźny, nie mniej jednak znaczący. Harry z miłości wymyka się z domu i mama go na tym przyłapuje. Co będzie teraz? Jak zareaguje? Dziękuję wam bardzo, bardzo serdecznie za komentarze pod ostatnim rozdziałem. Wszystkie miłe słowa nakręcają mnie coraz bardziej do pisania. Dziękuję wam bardzo ;*** Brakowało mi trochę komentarza curly co do samej treści, a także food123, mam jednak nadzieję, że rozdział przeczytałyście ^^ Następny rozdział tradycyjnie w sobotę :D Zachęcam do dalszego czytania i jeżeli przeczytałeś/aś to bardzo proszę o komentarz bo to STRASZNIE pomaga :)

Dzięki bay ;***

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 6: Urodzinowy pocałunek


Siedzieliśmy w kawiarni jeszcze bardzo długo. Na początku obawiałem się, że w końcu może zabraknąć nam tematów do rozmowy, ale moje obawy nie potwierdziły się. Rozmawialiśmy bez żadnych skrupułów, a każdy poprzedni temat przynosił nam nowy. Dowiedziałem się sporu ciekawy informacji o Louisie i jego rodzinie. Podobno ma siostrę, która została z mamą w Birmingham. Bardzo dużo mi o niej opowiadał. Zawsze gdy zaczynał coś mówić wpatrywałem się w niego zapominając o otaczającej mnie rzeczywiści. Patrzyłem na jego twarz, podziwiając każdy, idealny jej element. Jego błękitne oczy doprowadzały mnie do szaleństwa. Czułem jak zaglądają w głąb mojego ciała. Co jakiś czas przyłapywałem się na tym, że w ogóle go nie słuchałem.
- Harry! – usłyszałem głos Lou otrząsając się. – Pani pyta czy skończyłeś już jeść i może zabrać Twój talerzyk. – spojrzałem się na stojącą obok mnie kelnerkę. Patrzyła na mnie spod swoich ciemnych okularów dość pogardliwym wzrokiem. Sprawiała wrażenie bardzo zmęczonej tym co robi, jakby musiała pracować tu za karę.
- A więc mogę? – zapytała takim tonem, że każdemu popsułaby humor.
- Tak proszę, to znaczy dziękuję. – odpowiedziałem nieco zdenerwowany. Kobieta wzięła moją filiżankę, złoty puchar, w którym jeszcze niedawno znajdowały się lody, a następnie zabrała także i Louisa. Miała zajęte już obydwie ręce, a do zabrania został jej jeszcze czajnik z herbatą. Zaczęła przekładać wszystko do jednej ręki kładąc sobie filiżanki na ręce. Wymieniliśmy z Lou zaniepokojone spojrzenia. W każdej chwili mogło jej to wszystko wylecieć z rąk rozsypując się po pokrytej szafirowymi płytkami podłodze. Kelnerka nie dawała za wygraną. Bardzo zależało jej, aby nie musieć podchodzić do nas po raz kolejny. Sięgnęła wolną ręką po dzbanek i straciła równowagę rozlewając całą herbatę na mojego przyjaciela. Wystrzelił on w górę, jak odpalony pocisk i pobiegł w kierunku toalety.
- Wielkie dzięki! – powiedziałem opryskliwie do stojącej obok mnie kobiety, której wyraz twarzy nie różnił się zupełnie niczym od tej jaki miała jeszcze parę minut temu. Szybkim krokiem udałem się w stronę Louisa. Otworzyłem drzwi od toalety i stanąłem jak wryty. Patrzyłem teraz na pięknie wyrzeźbioną klatę chłopaka. Poczułem jak przeszedł po moim ciele dreszcz. Jeszcze nigdy nie podnieciłem się tak na widok żadnego mężczyzny. Wydaje mi się, że nie czułem tego nawet patrząc na kobietę. Miał w ręce ręcznik i delikatnie jeździł nim w górę i w dół po swoim torsie obmywając go w ten sposób z resztek wylanej na niego herbaty, która zdążyła już przeniknąć na jego ciało. Po chwili w moich bokserkach zaczęło robić się ciasno i w okolicy mojego krocza powstało małe wybrzuszenia. Miałem nadzieję, że nie widać tego, bo chyba spaliłbym się ze wstydu.
- Yyy… – wydusiłem z siebie oniemiały z wrażenia. – Pomóc Ci jakoś?
- Kurr… głupie babsko. – powiedział okropnie zdenerwowany tym razem próbując zmyć plamę z białego T-shirtu.
- Zostaw już tą koszulkę. – podszedłem do niego bliżej. – Proszę, masz moją bluzę. Załóż ją. – powiedziałem przesadnie miło. Zdjąłem z siebie ubranie i podałem Louisowi. Spoglądał na nią przez moment, a po chwili zabrał i włożył na siebie. Stanął przed lustrem i zaczął się w nim przeglądać. Zauważyłem pojawiający się uśmiech na jego twarzy.
- Oj no wyglądasz jeszcze przystojniej niż przedtem. Nie musisz się już tak przeglądać. – wyszczerzyłem zęby.
- Harry! Dziękuję Ci bardzo! Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił. – odrzekł i przyciągnął mnie do siebie. Nagle wtulił się we mnie najmocniej jak tylko umiał. Poczułem jak jego delikatne i miękkie włosy zaczynają muskać moje policzki. Było to niesamowite uczucie. Moje ręce spoczywały na jego biodrach bardzo blisko pośladków. Miałem wielką ochotę ich dotknąć, ale musiałem się powstrzymywać. Po dłuższej chwili chłopak się ode mnie odkleił.
- Spadajmy stąd. Nic tu po nas – rzuciłem radośnie i oboje wybuchliśmy śmiechem. Wyszliśmy z łazienki. Podeszliśmy do kasztanowego baru przy, którym stała winowajczyni całego zamieszania.
- Proszę bardzo, a o to moja koszulka. Proszę ładnie ją wyprać, a ja przyjdę po nią jutro. – powiedział ironicznie kładąc na blacie swoją poplamioną odzież. Kobieta nic nie odpowiedziała tylko zabrała pozostawioną rzecz, a my udaliśmy się w stronę wyjścia.




Wracając Louis uparł się, że chce odprowadzić mnie pod sam dom. Uległem, bo nie umiałem mu się sprzeciwić. Gdy znaleźliśmy się już pod moim mieszkaniem zapytałem chłopaka czy chciałby jeszcze wejść do środka, lecz on poskarżył się na brak czasu i zmęczenie. Muszę przyznać, że sam byłem już nieco senny. 
- No to jeszcze raz bardzo dziękuję Ci za dzisiejszy, spędzony razem dzień. – powiedział łapiąc mnie za rękę. Poczułem przyjemne ciepło jego ciała i przygryzłem lekko dolną wargę. Nie chciałem się z nim żegnać, ale pocieszałem się tym, że już niedługo znowu się spotkamy.
- To ja Ci bardzo dziękuję! – uśmiechnąłem się. – Więc w poniedziałek o której mam wpaść, no i gdzie? – zapytałem przypominając sobie, że przecież nie wiem gdzie on mieszka.- Napiszę Ci jutro rano smsa z wszystkimi informacjami, a teraz wybacz, ale muszę już lecieć. – odrzekł przytulając mnie. Zawsze gdy to robił było mi tak przyjemnie i wygodnie. Chciałem żeby trwało to  wiecznie.
- Ok, wiec do zobaczenia. – pomachałem mu i wszedłem do domu. Nie zastanawiając się nad niczym poszedłem do swojego pokoju, rzuciłem się na łóżko i zasnąłem.


Kolejny dzień nie różnił się niczym od pozostałych niedziel. Spędziłem go w towarzystwie mamy. Pojechaliśmy na zakupy, do babci i wieczorem oglądaliśmy telewizję. W międzyczasie próbowałem trochę się uczyć, ale ciągle coś mnie rozpraszało… jak nie myśli o Lou, to informacja, że mam jutro urodziny i spędzę je z moim najlepszym przyjacielem. Nagle dostałem smsa. Była to wiadomość, na którą tak cały dzień czekałem.
Cześć słodziaku! Jak tam po wczorajszym spotkaniu? Przypominam, że jutro się widzimy. Zapraszam Cię na godzinę 14:00 do mnie czyli mieszkania przy ulicy Krętej 33. Nie zapomnij zabrać ze sobą dobrego humoru i chęci na szaloną zabawę :D
Lou ;*
Po przeczytaniu wiadomości cieszyłem się jak dziecko. I jeszcze to słodziaku. O mój Boże… to takie urocze. Nikt nigdy wcześniej mnie tak nie nazywał. Czułem, że jutrzejszy dzień będzie jednym z najlepszych w życiu. Nie do końca jednak wiedziałem co miał na myśli mówiąc o szalonej zabawie, ale mogłem być pewien, że szykuje coś wyjątkowego. Teraz to już w ogóle nie mogłem się na niczym skupić. Zrzuciłem książki z biurka i odpaliłem swoje PS3. Resztę dnia spędziłem grając na konsoli.



Rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Przetarłem oczy dłonią i mocno się przeciągnąłem wydając przy tym stłumiony jęk.
- Proszę! – odpowiedziałem na ponowne zapukanie. Nagle ujrzałem w drzwiach moją mamę z ogromnym tortem w ręku. Był on jasnoróżowy więc wnioskowałem, że był o smaku truskawkowym. Jego krawędzie pokryte były kolorową posypką, a wierz oblany był polewą czekoladową. Wystawało z niego 17 palący się świeczek.- Sto lat, sto lat… - zaczęła śpiewać przybliżając się do mojego łóżka. Gdy skończyła usiadła na nim.
- A teraz pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki. – zrobiłem tak jak powiedziała. Trochę zastanawiałem się nad jakimś kreatywnym życzeniem, ale w końcu doszedłem do wniosku, że najbardziej chciałbym, abym w końcu poczuł się kochany, najlepiej przez Lou. Zamknąłem oczy i dmuchnąłem najmocniej jak tylko umiałem. Mama zaczęła klaskać, a następnie położyła wypiek na biurku, pokroiła go i podała mi kawałek. Zaczęliśmy kosztować jej dzieła. Przyznam szczerze, że choć gotować nie umiała to pieczenie wychodziło jej wyśmienicie. Tor był przepyszny. W pewnym momencie na jej twarzy pojawił się smutek.
- Co się stało? – zapytałem zmartwiony.
- Synku. – zaczęła mówić powoli co nie wróżyło nic dobrego. – Wiesz… niestety, ale dzisiaj muszę zostać dłużej w pracy i… i nie będę mogła spędzić Twoich urodzin razem z Tobą. –  Spuściła głowę wpatrując się w poduszkę. Po usłyszeniu tej informacji trochę się zasmuciłem, ale przypomniało mi się, że i tak jestem umówiony więc sam na pewno nie będę.
- Nie martw się mamo. – odrzekłem pocieszając ją. – Spotykam się z przyjacielem więc towarzystwo na dzisiejszy dzień mam zapewnione. – Uśmiechnąłem się i mocno ją przytuliłem. Zauważyłem, że na jej buzi również pojawił się uśmiech. Dokończyliśmy jedzenie i poszedłem przygotowywać się do szkoły. 


W szkole spotkałem swoich przyjaciół, ale żadne z nich nie pamiętało o moim święcie. Co jeszcze dziwniejsze ani razu nie natknąłem się na Lou. Nawet na lekcji chemii, którą miałem razem z nim. Czekałem też na wiadomość od Jennifer, która zawsze pamiętała o moich urodzinach, ale mój telefon przez cały dzień był cicho. Zrezygnowany i trochę zasmucony wróciłem do domu. Jak przypuszczałem mamy już nie było. Byłem zupełnie sam więc postanowiłem zacząć przygotowania do dzisiejszego spotkania. Denerwowałem się trochę, gdyż to mój pierwszy raz kiedy będę u chłopaka w domu i nie mam pojęcia czy zastanę tam również i jego tatę. Postanowiłem wygrzebać z szafy najlepsze ciuchy jakie tylko znalazłem. Większość z nich kupiłem specjalnie na tę okazję wczoraj kiedy byłem z mamą na zakupach. 



Błądziłem pomiędzy ulicami na których wcześniej nigdy w życiu nie byłem. Nie znałem tych terenów i nie bardzo wiedziałem, w którą stronę iść. Po drodze spotkałem pewną bardzo miłą panią, która wskazała mi prawidłowy kierunek. W pewnym momencie wydawało mi się, że niedaleko ode mnie zauważyłem Jenny, ale gdy podszedłem bliżej nikogo już tam nie było. Po dłuższej chwili znalazłem się na ulicy Krętej. Otaczały mnie wielkie, bogato zdobione domy. Każdy z nich miał po dwa piętra i olbrzymi ogród. Szedłem wzdłuż drogi podziwiając wille przypominające pałace z opowieści o księżniczkach. W pewnym momencie znalazłem się przed domem na którym wisiała tabliczka z napisem ul. Kręta 33. To musiało być tutaj. Z zewnątrz dom Louisa w porównaniu do sąsiadów wyglądał dość… ubogo. Szczerze mówiąc kompletnie tam nie pasował. Był w całości wykonany z drewna. Do małej altanki znajdującej się przed mieszkaniem prowadziła wydeptana ścieżka.  Po jej obu stronach rosło kilka, niesymetrycznie posadzonych drzew. Każdy innego rodzaju. Nie robił on na mnie wielkiego wrażenia. Gdy już skończyłem oceniać wygląd zewnętrzny Tomlinsonowej posiadłości udałem się w kierunku drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem i przez dłuższą chwilę nikt nie odpowiadał, więc postanowiłem zadzwonić jeszcze raz.
- Wejdź! – usłyszałem głos dochodzący zza ściany, który najprawdopodobniej należał do Louisa. Nie byłem pewny tego co robię, ale chwyciłem metalową klamkę i otworzyłem drzwi. Zauważyłem… tak właściwie to nic, bo otaczała mnie kompletna ciemność. Zacząłem macać znajdującą się obok mnie ścianę. Jeździłem ręką po chropowatej tapecie szukając włącznika. Po chwili szukania znalazłem go i nacisnąłem powodując zaświecenie się lampy i oświetlenia całego pomieszczenia.
- Niespodzianka! – zaskoczony i przestraszony aż podskoczyłem. Byli to moi przyjaciel. Zayan, Niall, Liam, Jennifer i oczywiście Louis. Wszyscy rzucili się na mnie i zaczęli składać mi życzenia.
- Yyy, ale… - wydusiłem z siebie nadal oszołomiony. – Kochani dziękuję wam bardzo. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Szczerze mówiąc to myślałem, że zapomnieliście.
- Jak moglibyśmy zapomnieć – powiedział Liam obejmując moje ramię.
- Przecież nigdy jeszcze nie zapomnieliśmy. – dodała Jennifer uśmiechając się.
- Ale… ale jak wy to zaplanowaliście? – zapytałem zdziwiony.
- Do nas zadzwonił Louis. – powiedział Zayan spoglądając na chłopaka.
- A do mnie dzwoniła Jenny. – odpowiedział Lou.
- Ooo… dziękuję Ci bardzo. – przytuliłem mocno moją przyjaciółkę. Ona wyszczerzyła zęby i oblała się rumieńcem.
- Dobra, dobra. – wyszczerzyła zęby. – Chodźmy do salonu tam już wszystko na nas czeka. – Salon cały udekorowany był kolorowymi serpentynami i balonikami. Na jego środku stał wielki stół, a na nim znajdował się tort wyglądający całkiem podobnie to tego upieczonego przez moją mamę, kolorowe kubeczki, chipsy i inne przekąski. Gdy to wszystko zobaczyłem to poczułem, że mam najlepszych przyjaciół na świecie. Sami to wszystko zorganizowali i jeszcze zrobili to tak, że o niczym się nie dowiedziałem. Nigdy bym ich o to nie podejrzewał. To był piękny gest z ich strony. Rozglądałem się też w poszukiwaniu ojca Louisa, lecz chyba nie było go w domu. Po pewnym czasie podszedł do mnie Lou i podał mi kolorową czapeczkę. Chciałem z nim porozmawiać, ale reszta chłopaków zaczęła rozlewać alkohol. Niall przyniósł ze sobą kilka cytrynówek domowej roboty. Podobno już niewielka ilość potrzebna była, aby osiągnąć stan upojenia. Rozdał każdemu po kubeczku i nalał trunku do jego połowy. Przyznam, że  nie przepadałem za tego typu alkoholem, ale już dawno nie piłem więc cieszyłem się, że mogę zrobić to właśnie w takim towarzystwie. Każdy wypił po jednej kolejce i zabraliśmy się za spożywanie tortu i reszty przekąsek. Siedziałem naprzeciwko Louisa toteż co jakiś czas spoglądałem na niego. Wglądał dzisiaj równie przystojnie jak zawsze, lecz był nieco cichy i nieśmiały. Gdy byliśmy sami zachowywał się zupełnie inaczej. W pewnej chwili nasze oczy się spotkały. Uśmiechnąłem się do niego serdecznie i spuściłem wzrok. Po jakichś dwóch godzinach byliśmy już tak wypici, że postanowiliśmy zagrać w butelkę. Usiedliśmy wszyscy w kółku na dywanie i zacząłem tłumaczyć zasady.
- A więc kręcimy butelką, na kogo wskaże ta zwężona część ten musi wybrać czy chce pytanie lub zadanie. Jak już wybierze to osoba, która kręciła butelką zadaje mu pytanie lub wymyśla zadanie. – wyjaśniłem mając nadzieję, że wszyscy są jeszcze na tyle trzeźwi, że zrozumieli moje słowa. W odpowiedzi wszyscy potaknęli.
- No więc skoro dzisiaj jest moje święto to ja zacznę. – oznajmiłem biorąc butelkę. Położyłem ją na dywanie i mocno zakręciłem. Butelka obracała się przez jakiś czas wskazując naprzemiennie każdego z nas. Nagle zatrzymała się na Jenny.
- A więc pytanie czy zadanie. – spojrzała na mnie i po chwili zastanowienia odpowiedziała.
- No to… wybieram pytanie.
- Hymm… Więc z kim po raz pierwszy się całowałaś? – zadałem pytani. Wszyscy spojrzeli po sobie i nagle wybuchli śmiechem.
- No co? – zapytała zawstydzona.
- Odpowiadaj. – pospieszył ją Niall.
- No to Greg Smith. Ten co jest teraz w klasie maturalnej. – odrzekła łapiąc się za policzki, które kolejny raz zrobiły się całe czerwone. Po chwili ciszy znowu zaczęliśmy się śmiać. Greg to jedna z najbardziej nieudolnych osób w naszej szkole, poza tym w ogóle się nie myje i nosi wciąż te same ubrania.
- Śmiejcie się, śmiejcie… Teraz ja kręcę. – powiedziała zadziornie kładąc butelkę na ziemi i mocną nią zakręcając. Butelka zatrzymał się na mnie.
- Proszę, proszę, proszę… Harry… Pytanie czy zadanie? – zapytała najwidoczniej bardzo uradowana. Wiedziałem, że dziewczyna zna mnie bardzo dobrze, a więc obawiałem się trochę pytań, które może mi zadań. Postanowiłem wybrać zadanie.
- Niech się zastanowię. – rzuciła zerkając na mnie takim wzrokiem jakby miała jakieś niecne zamiary.
- Skoro jestem tu jedyną dziewczyną, to pocałuj Louisa. – otworzyłem szeroko oczy nie dowierzając temu co przed chwilą usłyszałem.
- Co? – zapytałem lekko oszołomiony.
- To co słyszałeś. – zaśmiała się. – Całuj Lou! – spojrzałem na chłopaka, który patrzył na mnie niepewnym wzrokiem, następnie zerknąłem również na pozostałych chłopaków którzy uśmiechali się zachęcająco. Nie powiem, to była rzecz, którą chciałem zrobić już od dawna i bardzo na to czekałem, ale myślałem, że zrobimy to w nieco innej sytuacji kiedy będziemy sami. Jednak raz się żyje. Zbliżyłem swoją twarz do jego i delikatnie musnąłem jego wargi swoimi. Poczułem jak jego usta zaczynają układać się w podkówkę dając efekt uśmiechu. Oderwałem się od niego również uśmiechnięty. Wszyscy zaczęli bić nam brawo i pokrzykiwać. Trochę zawstydzony zabrałem butelkę i kontynuowaliśmy grę.
- Muszę iść do ubikacji. – powiedziałem po chwili przerywając zabawę.
- Choć! Zaprowadzę Cię! – odrzekł Louis łapiąc mnie za rękę. – szliśmy po schodach do góry, a następnie do końca korytarza. Wszedłem do łazienki i załatwiłem swoją potrzebę. Umyłem ręce i wyszedłem. Lou stał oparty o ścianę uśmiechając się.
- To było coś niesamowitego. – powiedział lekko oszołomiony. Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia. Dzięki wypitemu niedawno alkoholowi czułem brak jakichkolwiek oporów oraz zahamować. Podszedłem do niego i stanąłem tak, że nasze twarze dzielił dystans zaledwie kilku centymetrów. Moje serce zaczęło przyspieszać. Oddech stał się nierówny. Patrzyłem mu prosto w oczy, które jakby mówiły, że bardzo tego chce. Obydwoje pochyliliśmy się zmniejszając dystans do zera. W tym momencie poczułem jego ciepły oddech, a nasze wargi zaczęły delikatnie się muskać. Delikatnie rozchyliłem językiem jego usta. Poczułem jak jego ręka błądzi po moich plecach, a następnie pośladkach. Nie pozostałem dłużny i wsadziłem mu rękę pod koszulę dotykając jego rozpalonego torsu. Opuszkami palców gładziłem idealnie wyrzeźbione mięśnie. Po chwili zacząłem rozpinać jego koszulę gdy nagle usłyszeliśmy jak ktoś zmierza w naszą stronę. Szybko odkleiliśmy się od siebie i zaczęliśmy doprowadzać się do porządku.
- Halo!? Jesteście tam? – zapytał głos należący do Jennifer.
- Tak, tak! Już idziemy. – odpowiedziałem spoglądając z pożądaniem na mojego „przyjaciela”.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------Wszystkiego najlepszego Hazzy!!! Aż nie do wiary, że on ma już 20 lat :D I z tej okazji przygotowałem dla was rozdział specjalny. Wydarzyło się w nim wiele u rozdział wyszedł dość długi. Chcę wam strasznie podziękować za wszystkie komentarze po ostatnim rozdziałem. Dziękuję serdecznie za wszystkie słowa konstruktywnej "krytyki" i pisząc ten rozdział starałem się opisywać jak najwięcej uczuć i miejsc. Wspominaliście również o opisie kawiarni. Nie mogłem pozostawić tego bez komentarz dlatego też dokończyłem sytuację w tej kawiarni i władowałem w nią tyle opisów uczuć, osób i trochę też samego miejsca, że mam nadzieję, że zaspokoiłem wasze potrzeby :D Dziękuję również mojemu kochanemu natchnieniu, które wciąż mnie dopinguje i jest pomysłodawczynią niektórych scen :*** W końcu doszło do pierwszego pocałunku. Mam nadzieję, że scena ta również wam się podobała. I teraz mam pytanie: Czy chcecie, aby w kolejnych rozdziałach zawarł również jakieś sceny +18 z udziałem naszych głównych bohaterów? :D Mógłbym spróbować coś takiego napisać :D Następny rozdział pojawi się tradycyjnie w środę. Jeszcze raz za wszystko dziękuję i... KOMENTUJCIE!
Bay ;***