niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 2: Randka




Wracając do domu cały czas rozmyślałem o Lou, o jego zapachu, blond włosach, które tworzyły idealną kompozycję, głębokich i przenikliwych oczach. Nagle usłyszałem głośny pisk gwałtownie zatrzymującego się samochodu. Odwróciłem się w lewą stronę i zauważyłem jak w moim kierunku z ogromną prędkością zmierza niewielki, sportowy samochód. Spostrzegłem, że znajduje się na środku ulicy więc czym prędzej rzuciłem się w stronę chodnika. Gdy już nalazłem się w bezpiecznym miejscu spojrzałem na samochód, który o mało mnie nie rozjechał. Mężczyzna siedzący za kierownicą wozu popukał się po czole z wyraźną złością na twarzy.
- Przepraszam. – powiedziałem z przerażeniem w głosie zdruzgotany tym co się przed chwilą stało, lecz chyba mnie nie  usłyszał dlatego powtórzyłem dobitniej otwierając usta. Po chwili znów ruszyłem w stronę domu jednak tym razem bardziej uważałem. Na miejscu czekała już na mnie mama z obiadem. Wszedłem do kuchni, usiadłem przy stole i zabrałem się za spożywanie zupy, którą mama przygotowywała bardzo często, bo była to jedna z niewielu rzeczy, która jej wychodziła. 
- Co tam w szkole? – zapytała próbując zacząć rozmowę.
- Aaa… jak zawsze… nic szczególnego. – tak naprawdę to wydarzyło się bardzo dużo, ale nie mogłem powiedzieć jej, że spodobał mi się pewien chłopak w szkole i, że się z nim umówiłem. W tej właśnie chwili przypomniałem sobie o tym, że mieliśmy spotkać się z Louisem o 18, a była już 16. Zacząłem zastanawiać się nad tym co jeszcze muszę zrobić przed wyjściem, w co się ubrać i jak zaplanować nasze spotkanie, w końcu to ja byłem jego pomysłodawcą i zobowiązałem się oprowadzić Lou po okolicy.
- Harry! Jesteś tu? – ocknąłem się zagubiony, byłem kompletnie rozkojarzony.
- Mówiłaś coś mamo? – zapytałem zdezorientowany.
- Dziecko, czy wszystko z Tobą w porządku? – spytała zaniepokojona.
- Naprawdę wszystko w porządku. Nie ma powodów do zmartwień – uspokoiłem ją – Aaa… no tak… Mamo dzisiaj o 18 wychodzę, dobrze? – spojrzałem na nią czekając na jej reakcję.
- Jasne, baw się dobrze. Tylko wróć przed 22. – uśmiechnęła się do mnie serdecznie. Potaknąłem, podszedłem do niej, pocałowałem ją w policzek i udałem się do swojego pokoju, aby się przygotować do wieczornego spotkania.


Wszedłem do mojej garderoby i stanąłem przed regałami z przeróżnymi ubraniami. Przeleciałem rozpoznawczo wzrokiem każdy po kolei odrzucając te, które mi się nie podobały. Postawiłem na niebiesko-czerwoną koszulę w kratę, granatowe rurki oraz czarno-białe trampki. Zabrałem wszystko i poszedłem do łazienki gdzie zacząłem bawić się swoimi włosami. Nie miałem jednak zbyt dużego wyboru gdyż jakkolwiek bym ich nie ułożył zaraz wracały do swojego dawnego, lokowanego kształtu, sprawiając wrażenie idealnego nieporządku. Postanowiłem, że przed wyjście wezmę jeszcze szybki prysznic. Gorąca woda była tym co uwielbiałem najbardziej. To ona powodowała, że czułem się zrelaksowany, a tego było mi najbardziej trzeba. Na końcu wszystkich przygotować stanąłem przed lustrem i zobaczyłem w nim całkiem przystojnego młodego, pewnego siebie mężczyznę. Zerknąłem tylko na zegarek i uświadomiłem sobie, że zostało mi jeszcze tylko 5 minut. W szybkim tempie  wyszedłem z domu i udałem się w umówione miejsce.




Louis czekał już koło szkoły. Podbiegłem do niego i przywitałem się.
- Hej! Długo już czekasz? – zapytałem zmartwiony, ponieważ spóźniłem się już jakieś 10 minut.
- Siemka! Nieee, właśnie przyszedłem. – zmierzył mnie od góry do dołu i wyszczerzył szeroko zęby. Wydawało mi się, że mu się podobam. On również wyglądał nieziemsko. Czarna skórzana kurtka, intensywnie niebieskie jeansy i grzywka zaczesana w górę. Wszystkie te rzeczy pobudzały moje zmysły.
- A więc chodźmy – rzuciłem zachęcająco. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od ulicy przy naszej szkole. Opowiedziałem Lou trochę o niej, a także o tym gdzie wcześniej chodziłem do szkoły. Chłopak również mówił o swoich były szkołach oraz miejscu w którym poprzednio mieszkał. Dowiedziałem się, że razem z mamą poprzednio żył w Birmingham. Następnie udaliśmy się w stronę miasta. Po drodze pokazywałem i opowiadałem o najciekawszych miejsca.  W pewnym momencie znaleźliśmy się w Hyde Parku i postanowiliśmy zostać tam trochę dłużej. Zaczęliśmy spacerować niewielką ścieżką wzdłuż stawku.
- I jak podoba Ci się nasze miasto – zapytałem kopiąc leżący nieopodal kamień.
- Bardzo, a w szczególności centrum handlowe. – odpowiedział szeroko się uśmiechając - Z pewnością będę je często odwiedzał – Odpowiedziałem tym samym. Nastała chwila ciszy. Przez dłużą chwilę żaden z nas się nie odzywał. W końcu zebrałem się na odwagę i zapytałem.
- A tak w ogóle to, dlaczego się tu przeprowadziłeś? – spojrzałem na niego niepewnie. On tylko spuścił głowę w dół i po chwili zastanowienia odpowiedział.
- Hymm… Wiesz… - zaczął - kiedyś mieszkałem z mamą i z tatą w Londynie. Gdy oni się rozwiedli miałem do wyboru, albo mieszkać z tatą, albo mamą. Zawsze lepiej dogadywałem się z mamą więc postanowiłem przeprowadzić się razem z nią do Birmingham. – zauważyłem, że w jego oczach zaczynają pojawiać się łzy. W tym momencie usiedliśmy na stojącej niedaleko, pomiędzy dwoma ogromnymi drzewami ławce.
- No i mieszkaliśmy tam przez dwa lata i wszystko było super – kontynuował – do czasu gdy nie znalazła sobie nowego chłopaka. – zauważyłem jak srebrzysta łza spłynęła mu po policzku.
- Nie miała już dla mnie czasu. To nie tak, że go nie lubiłem… po prostu… nie mogłem patrzeć jak ktoś zabiera mi moją mamę. – to był jego kres możliwości powstrzymywania płaczu. Objąłem go i mocno do siebie przytuliłem. Poczułem jak moja kurtka zaczyna robić się wilgotna.
- Nie martw się. – nie bardzo wiedziałem co mam powiedzieć. Czułem się winny, że w ogóle zacząłem ten temat. To przeze mnie Lou płakał. Czułem się strasznie.
- Wszystko będzie dobrze. Teraz zaczniesz nowe, lepsze życie. Twój tata na pewno, też jest super. – Powoli oderwał twarz od mojej kurtki wyprostował się i spuścił wzrok. Przez chwilę panowała kompletna cisza. Czułem się tak jakby wszystko wokół nas zatrzymało się na chwilę. Nagle Louis spojrzał na mnie. Patrzył mi głęboko w oczy. Czułem się jakby zaglądał w najgłębsze zakątki mojego ciała i duszy. Jego oczy błyszczały, a od łez które jeszcze miał w oczach zaczął odbijać się blask srebrzystego księżyca. Po chwili jego twarz zaczęła przybliżać się do mojej. Widziałem niepewność w jego oczach. Sam nie wiedziałem co robić. On chyba chciał mnie pocałować. Już niemal czułem jego ciepły oddech. Jakaś część mnie mówił, że nie powinienem tego robić, ale Lou tak na mnie działał, że nie mogłem mu się oprzeć. Już prawie jego usta dotykały moich gdy nagle zadzwonił mój telefon. To był chyba najgorszy moment w moim życiu. Że też akurat teraz musiało się to stać! Chłopak speszony szybko się odsunął i spuścił wzrok.
- Przepraszam – powiedziałem – muszę odebrać. – Wyjąłem telefon z kieszeni i na wyświetlaczu wyświetliła mi się moja dziewczyna. Szybko odebrałem telefon.
- Harry? – zapytała – to Ty? Gdzie ty jesteś!? Czekam na Ciebie przed kinem już chyba godzinę! Co Ty robisz!? – Dopiero teraz przypomniało mi się, że umówiłem się z Rose.
- Rose! Daj mi chwilę, zaraz będę – szybko skończyłem i się rozłączyłem chowając telefon do kieszeni. Spojrzałem teraz w stronę Lou. Nie mogłem go zostawić tutaj samego, ale wizja samej, stojącej przed kinem mojej dziewczyny, też mnie nie pocieszała.
- Lou, wybacz, ale muszę lecieć. – wyjąknąłem. Chłopak zerknął tylko na mnie ze smutkiem na twarzy.
- Dobrze, jeżeli musisz to leć – uśmiechnął się nieszczerze. Podszedłem do niego i mocno przytuliłem
- Do zobaczenia jutro! – pomachałem mu na dowidzenia i pobiegłem w stronę kina.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------No to proszę :D kolejny rozdział. Miałem trochę czasu w weekend więc coś wyskrobałem :D W ogóle dziękuję pewnej kochanej osobie, która bardzo mnie tutaj wspiera i dopinguje w tym co robię ;*** To ona jest natchnieniem w moich powieściach ^^ No i dziękuję wszystkim tym, którzy przeczytali ostatni rozdział i komentują! Dzięki :*** A co do rozdziału to... no nie może być, aż tak kolorowo. Najpierw trzeba cierpieć, zęby potem osiągnąć szczęście :/ Życie... Niedługo się wszystko wyjaśni, obiecuję :) Następny rozdział pojawi się jakoś w tygodniu... wszystko zależy od tego czy będę miał czas. Bardzo proszę o komentarze ^^
Bye ;)

9 komentarzy:

  1. to jest jeszcze lepsze od poprzedniego ^^ czekam na następny <33 świetnie Ci idzie, mój drogi! /K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czemu musisz przerywać w takich momentach? Omg Lou jest taki słodki, nieśmiały, pasuje do Harry'ego. Weź dodaj szybko następny...
    <3Kacper

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, jejku, jejku. Czytam wlasnie twoj blog i jestem pod ogromnym wrazeniem. Prosze, nie przestawaj pisac i wstaiaj nowy rozdzial jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne <3 Masz super talent i piszesz ciekawie. Prosze, nie zawieszaj bloga, ani nie wstawiaj rozdzialow z tygodniowym opoznieniem jak co to niektorzy xd Fajny poczatek, twoj blog ma potencjal. Pisz dalej i badz wytrwaly, bo zanim garstka stalych czytelnikow sie powiekszy troche minie. Czekam z utesknieniem na nastepny rozdzial, hyhy ^^ <3 /Karol

    OdpowiedzUsuń
  5. w sali od 1-10, daję Ci stanowcze 11 <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietne. Gdybys dzisiaj wstawil kolejny rozdzial...idealny koniec dnia :))

    OdpowiedzUsuń
  7. przeczytałam wszystkie i to najlepsze! :) ))

    OdpowiedzUsuń
  8. hahahaah! chyba tu widzę rączkę mojej kochanej koleżanki, która to gdzieś udostępniła. <333333 ;o a może to Ty to piszesz???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIE, TĘPA DZIDO! Pojęcie 'Ty' jest bardzo rozległe, ale tego bloga nie pisze osoba, której rączka jest na zdjęciu i która to udostępniła na facebooku. Mam nadzieję, że mamy jasność i rozwiałam wszelkie niemiłe teorie na ten temat. Dziękuję bardzo.
      'Hahahaah', ten Twój komentarz był żałosny. A pytanie totalnie zbędne oczywiście.
      Ale wytłumaczę jeszcze raz, dla nierozumnych - osobą piszącą bloga i "kochaną koleżanką" nie jest ta sama postać. :)))))))))))))))))))))))))) Obrona i ochrona prawdziwego autora musi być. <3

      Usuń