Obudziłem się z ogromnym bólem głowy, kompletnie
zdezorientowany w jakim miejscu, tak właściwie się znajduję. Leżałem na białym
łóżku przykryty ogromną kołdrą, która ogrzewała moje nieco zmarznięte ciało. Rozejrzałem
się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałem. Zaraz obok łóżka stała wielka
aparatura. Wychodziło z niej mnóstwo różnych kabelków, których końce
poprzypinane były do mojego ciała. W pomieszczeniu panowała dość chłodna
atmosfera, co sprawiała podłoga oraz ściana wyłożone białymi płytkami. Jedynym
kolorowym i przyjemnym miejscem, była znajdująca się naprzeciwko mnie, nieduża
tablica korkowa, na której poprzypinane były przeróżne rysunki. Nad nimi wisiał
równie barwny napis: Prace naszych
dzielnych pacjentów. W tej chwili uświadomiłem sobie, że muszę znajdować
się w szpitalu. Jedyną rzeczą, która nie dawała mi spokoju było pytanie: Skąd
tak właściwie się tutaj wziąłem? Nie przypominałem sobie kompletnie nic co
wydarzyło się po ostatniej lekcji sztuki. Totalna amnezja. Jednak najbardziej
przerażająca stała się dla mnie myśl, że skoro jestem w szpitalu to nie będę
mógł wziąć udział w piątkowym konkursie. To było najbardziej przerażające. Tyle
starań, poświęceń i nagle wszystko legło w gruzach. W pewnym momencie zabolało
mnie coś z tyłu głowy i odruchowo skierowałem w to miejsce swoją dłoń. Pod
swoimi palcami poczułem delikatną fakturę bandaża, który owinięty był wokół
mojej głowy. Nagle do sali wpadła moja mama, co strasznie mnie ucieszyło.
- Jejku, synku, Ty się obudziłeś! – zakomunikowała radośnie, podbiegając do mojego łóżka. Tak przyjemnie patrzyło się na jej radosną twarz. Muszę przyznać, że przez te wszystkie problemy, których niewątpliwie od jakiegoś czasu było dość sporo, zapomniałem jak wygląda gdy uśmiecha. Byłem na tyle zmęczony, że nie dałem rady nic odpowiedzieć, po prostu przytaknąłem głową.
- Od jakichś 3 godzin jestem tu z Tobą i proszę Boga o to, abyś się obudził i nic, a jak tylko wyszłam do ubikacji to od razu się przebudzasz. – dodała radośnie, prawie płacząc ze szczęścia. Już sobie wyobrażam jak musiała zareagować gdy dowiedziała się o tym, że jestem w szpitalu. Mogło na to wskazywać również to, że już od paru dobrych godzin czuwała nade mną.
- Tylko powiedz mi jedną rzecz, co się stało!? – zapytała, czule głaszcząc mnie po głowie z troskliwym wzrokiem rządnych wyjaśnień.
- Ja… ja, nie wiem. – ochrypniętym głosem wyjąkałem. Na jej twarzy pojawił się smutek. Przeniosła swój wzrok w stronę okna, wpatrując się w panoramę miasta. Po chwili wzięła głęboki oddech i z trudem wypuściła powietrze.
- Nikt nie wie co się stało, wiem tylko, że ten Twój przyjaciel – Louis – znalazł Cię całego we krwi, w łazience. – powiedziała nieco niezadowolona z powodu braku informacji. Gdy usłyszałem imię mojego chłopaka automatycznie przypomniałem sobie całą historię. Przecież szedłem się z nim spotkać, a potem w łazience natrafiłem na Rose i jej chłopak mi to zrobił. Poczułem ogarniającą mnie złość. To wszystko jej wina! Nie mogłem tak tego zostawić i odczuwałem ogromną chęć zemsty.
- Coś się stało Harry? – zapytała zmartwiona, widząc mój wyraz twarzy. Ta jej spostrzegawczość czasami mnie irytowała. Nic nie dało się przed nią ukryć.
- Nie, nic mi nie jest, – odpowiedziałem, nie chcąc jej martwić. – a więc Lou mnie znalazł?
- Tak! Jestem mu za to ogromnie wdzięczna, gdyby nie on to… mówił, że Cię szukał. – odrzekła. W tym momencie cała złość zniknęła, a ogarnęło mnie radość. Byłem ogromnym szczęściarzem, że miałem takiego kochanego chłopaka. Jestem mu ogromnie wdzięczny. Na pewno zapunktował tym również u mojej mamy. Sprawiało to, że coraz śmielej zacząłem zastanawiać się nad wizją wyjawienia mamie prawdy o mnie i Lou.
- W każdym razie razem z resztą chłopaków siedzi na zewnątrz, jak będziesz chciał to mogę ich zawołać. – dodała, a mój stan automatycznie się poprawił. Wszyscy tu przyjechali! Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że mam najlepszych przyjaciół na świecie. To było strasznie miłe z ich strony.
- Jasne! Niech wejdą. – odrzekłem, a moja mama z uśmiechem na twarzy wyszła z sali. Już nie mogłem doczekać się, żeby znów ujrzeć mojego Louiego, no i resztę oczywiście. Nagle z impetem, jak stado krów, do środka wpadło pięciu chłopaków, którzy gwałtownie rzucili się na moje łóżko.
- Harry nic Ci nie jest! – krzyknął uradowany Niall. Wszyscy przytulili się do mnie mocno, jakby nie widzieli mnie co najmniej od miesiąca.
- Haha, tak, ale jak mnie zaraz udusicie to może się to zmienić. – odpowiedziałem ledwo mogąc złapać oddech. Chłopcy zeszli ze mnie i usiedli na stojących obok łóżka krzesłach.
- Kto Ci to zrobił!? Mów! Zaraz go odnajdziemy i pokażemy co to z nami zadzierać! – heroicznie wypowiedział Zayn, gotów do walki w mojej obronie. Było to strasznie miłe, ale nie mogłem im tego powiedzieć w tym momencie, nie w obecności mamy.
- Nie mam pojęcia, nic nie pamięta. – skłamałem, wpatrując się w kołdrę, unikając ich wzroku.
- Nie mogę zapomnieć widoku, gdy zobaczyłem Cię w kałuży krwi, w ubikacji. Tak
się przestraszyłem. – Odparł Louis prawie się rozpłakując. Tak bardzo chciałem
go przytulić, ale… nie mogłem… Musiało się to zmienić! Nie powinienem dłużej
oszukiwać mamy. Jest najbliższą mi osobą i powinienem być wobec niej szczery. - Jejku, synku, Ty się obudziłeś! – zakomunikowała radośnie, podbiegając do mojego łóżka. Tak przyjemnie patrzyło się na jej radosną twarz. Muszę przyznać, że przez te wszystkie problemy, których niewątpliwie od jakiegoś czasu było dość sporo, zapomniałem jak wygląda gdy uśmiecha. Byłem na tyle zmęczony, że nie dałem rady nic odpowiedzieć, po prostu przytaknąłem głową.
- Od jakichś 3 godzin jestem tu z Tobą i proszę Boga o to, abyś się obudził i nic, a jak tylko wyszłam do ubikacji to od razu się przebudzasz. – dodała radośnie, prawie płacząc ze szczęścia. Już sobie wyobrażam jak musiała zareagować gdy dowiedziała się o tym, że jestem w szpitalu. Mogło na to wskazywać również to, że już od paru dobrych godzin czuwała nade mną.
- Tylko powiedz mi jedną rzecz, co się stało!? – zapytała, czule głaszcząc mnie po głowie z troskliwym wzrokiem rządnych wyjaśnień.
- Ja… ja, nie wiem. – ochrypniętym głosem wyjąkałem. Na jej twarzy pojawił się smutek. Przeniosła swój wzrok w stronę okna, wpatrując się w panoramę miasta. Po chwili wzięła głęboki oddech i z trudem wypuściła powietrze.
- Nikt nie wie co się stało, wiem tylko, że ten Twój przyjaciel – Louis – znalazł Cię całego we krwi, w łazience. – powiedziała nieco niezadowolona z powodu braku informacji. Gdy usłyszałem imię mojego chłopaka automatycznie przypomniałem sobie całą historię. Przecież szedłem się z nim spotkać, a potem w łazience natrafiłem na Rose i jej chłopak mi to zrobił. Poczułem ogarniającą mnie złość. To wszystko jej wina! Nie mogłem tak tego zostawić i odczuwałem ogromną chęć zemsty.
- Coś się stało Harry? – zapytała zmartwiona, widząc mój wyraz twarzy. Ta jej spostrzegawczość czasami mnie irytowała. Nic nie dało się przed nią ukryć.
- Nie, nic mi nie jest, – odpowiedziałem, nie chcąc jej martwić. – a więc Lou mnie znalazł?
- Tak! Jestem mu za to ogromnie wdzięczna, gdyby nie on to… mówił, że Cię szukał. – odrzekła. W tym momencie cała złość zniknęła, a ogarnęło mnie radość. Byłem ogromnym szczęściarzem, że miałem takiego kochanego chłopaka. Jestem mu ogromnie wdzięczny. Na pewno zapunktował tym również u mojej mamy. Sprawiało to, że coraz śmielej zacząłem zastanawiać się nad wizją wyjawienia mamie prawdy o mnie i Lou.
- W każdym razie razem z resztą chłopaków siedzi na zewnątrz, jak będziesz chciał to mogę ich zawołać. – dodała, a mój stan automatycznie się poprawił. Wszyscy tu przyjechali! Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że mam najlepszych przyjaciół na świecie. To było strasznie miłe z ich strony.
- Jasne! Niech wejdą. – odrzekłem, a moja mama z uśmiechem na twarzy wyszła z sali. Już nie mogłem doczekać się, żeby znów ujrzeć mojego Louiego, no i resztę oczywiście. Nagle z impetem, jak stado krów, do środka wpadło pięciu chłopaków, którzy gwałtownie rzucili się na moje łóżko.
- Harry nic Ci nie jest! – krzyknął uradowany Niall. Wszyscy przytulili się do mnie mocno, jakby nie widzieli mnie co najmniej od miesiąca.
- Haha, tak, ale jak mnie zaraz udusicie to może się to zmienić. – odpowiedziałem ledwo mogąc złapać oddech. Chłopcy zeszli ze mnie i usiedli na stojących obok łóżka krzesłach.
- Kto Ci to zrobił!? Mów! Zaraz go odnajdziemy i pokażemy co to z nami zadzierać! – heroicznie wypowiedział Zayn, gotów do walki w mojej obronie. Było to strasznie miłe, ale nie mogłem im tego powiedzieć w tym momencie, nie w obecności mamy.
- Nie mam pojęcia, nic nie pamięta. – skłamałem, wpatrując się w kołdrę, unikając ich wzroku.
- Pewnie wyglądało to strasznie. – odpowiedziałem, niby żartem uśmiechając się do tego, chcąc rozluźnić jakoś atmosferę.
- A jak się teraz czujesz? – zapytał troskliwie Liam, zerkając na mnie czułym wzrokiem.
- Już lepiej. Jest całkiem dobrze. - odpowiedziałem, a zaraz potem usłyszeliśmy dźwięk pukania do drzwi. Po chwili do sali wszedł wysoki, ciemny mężczyzna ubrany w biały kitel. Miał dwudniowy zarost, a na nosie okulary. Mógł być po trzydziestce. Z uwagą wpatrywał się w trzymaną w ręku teczkę.
- Pan Styles, tak? – spytał.
- Tak to ja. – odpowiedziałem przyglądając mu się uważnie.
- I jak się czujemy? – pytał dalej.
- Całkiem dobrze. Nic mnie nie boli. – odparłem grzecznie. Mężczyzna uśmiechnął się po czym odpowiedział.
- Tak, dostałeś parę zastrzyków znieczulających, więc na razie nic Cię nie boli. – podszedł do znajdującej się obok aparatury i spisał z niej jakieś informacje.
- Musieliśmy zaszyć mu ranę z tyłu głowy – tym razem zwrócił się w kierunku mojej mamy. – poza tym uzupełniliśmy braki krwi spowodowane wykrwawieniem. Już jutro święta, więc staramy się w miarę możliwości wypisywać pacjentów. Stan zdrowia Pani syna jest na tyle dobry, że dziś wieczorem mógłby wyjść ze szpitala. Jeżeli będzie się czół dobrze to możecie dzisiaj wrócić do domu. – zakomunikowała, a w mojej głowie pojawiła się nadzieja na to, że uda nam się wziąć udział w piątkowym konkursie i nie będziemy musieli z tego rezygnować. Cieszyło mnie również, że będę mógł spędzić święta w domu, a nie w szpitalu.
- No to bardzo dobrze. – odrzekła radośnie mama wysyłając w moją stronę promienisty uśmiech. Gdy lekarz spisał wszystkie potrzebne mu dane wyszedł z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
- No to świetnie! Możemy już dzisiaj wrócić. – wykrzyknąłem szczęśliwy.
- Tak, dla mnie też to ogromna ulga – przyznała. – zostało mi jeszcze parę rzeczy do zrobienia. W każdym razie może zaprosiłbyś chłopców do nas na wielkanocną kolację, co?
- Właśnie! Może wpadniecie? – zapytałem, kierując wzrok na chłopaków. Ten pomysł strasznie mi się spodobał. Mógłbym się im jakoś odwdzięczyć za tę troskę jaką mnie obdarzają.
- Przepraszam, ale razem z moimi rodzicami idziemy do Nialla – odrzekł smutno Zayn.
- Ja niestety jutro wyjeżdżam do babci. – dodał równie niepocieszony Liam. Patrzyłem na nich nieco zdziwiony gdyż wiedziałem, że chłopcy na święta zostają w swoich domach i nie mają żadnych planów. Musieli mieć w tym jednak jakiś cel.
- Myślę, że ja mogę. – odpowiedział nieśmiale Lou. W tym momencie pozostała trójka zerknęła na mnie, a ich miny mówił: Nie musisz nam dziękować. Teraz już znałem ich zamiary, chcieli, aby mógł zostać sam z Louim. Nie pamiętam czy już o tym wspominałem, ale mam chyba najlepszych kumpli na świecie!
- Szkoda chłopcy, życzę wam, więc udanych świąt, a no i serdecznie zapraszam Ciebie Louis, będzie mi bardzo miło gdy nas odwiedzisz. – odparła z trochę zbyt przesadzoną uprzejmością.
- Mamo? A może Lou przyszedłby ze swoim tatą? – Wiedziałem, że chłopak ma tylko jego i na pewno będzie chciał z nim również spędzić święta. Mogła być to również okazja dla mojej mamy, aby poznać jakiegoś nowego, samotnego mężczyznę.
- Jasne! Bardzo chętnie poznam również i jego. - skwitowała, a jej ton przepełniony był euforią. Spojrzałem w kierunku mojego chłopaka z niecierpliwością oczekując na jego reakcję.
- Dobrze – odpowiedział, a ja odetchnąłem z ulgą. – postaram się go namówić.
Rozmawialiśmy później jeszcze trochę o tym czy dam radę wystąpić w piątek i jednogłośnie doszliśmy do wniosku, że trzeba będzie poczekać do jutrzejszego dnia i zobaczyć jak będę się czuł. Około godziny dziewiętnastej chłopcy wrócili do swoich domów, a mnie ponownie odwiedził lekarz, aby sprawdzić mój stan zdrowia. Okazało się, że wszystko wraca do normy, a mój stan jest stabilny i możemy wrócić do domu. Musiałem jednak wciąż na siebie uważać i odpoczywać. Gdy znaleźliśmy się już w mieszkaniu, poszedłem do swojego pokoju i wgramoliłem się do łóżka. Leżałem tak dobre dwadzieścia minut rozmyślając o pewnej rzeczy, która od jakiegoś czasu nie dawała mi spokoju. Jak zareagowałaby moja mama gdyby dowiedziała się, że nie jestem jak inni moi koledzy, że jestem gejem? Czy zezłościłaby się? Czy zrozumiała i wspierała? Jednego jednak byłem pewien, skoro zdecydowałem się powiedzieć o tym chłopakom to jej też powinienem. Sięgnąłem po leżący nieopodal telefon i postanowiłem napisać smsa do Louiego.
Jak będziesz miał czas to zadzwoń. Chciałbym z Tobą porozmawiać.
Harry ;*
Odłożyłem komórkę obok siebie i zamknąłem oczy. Nie długo cieszyłem się samotnością. W jednej chwili usłyszałem kroki zmierzające ku mojemu pokojowi, a zaraz potem pukanie do drzwi.
- Proszę! – odpowiedziałem na usłyszany dźwięk. Od razu drzwi się otworzyły, a w nich stanęła mama z trzymaną w ręku miską gorącego rosołu. Podeszła do mojego łóżka i odłożyła zupę na znajdującej się obok komodzie.
- Jak się czujesz? - Spojrzała na mnie i przyłożyła swoją rękę do mojego czoła, sprawdzając czy nie mam gorączki.
- Świetnie! – skłamałem. – O wiele lepiej niż wcześniej.
- Tak? – zapytała podejrzliwie. – A nie wyglądasz…
- Nie, naprawdę… Po prostu chce mi się spać. – uśmiechnąłem się niechętnie i złapałem ją za dłoń w opiekuńczym geście. Momentalnie wybrzmiał dźwięk mojego telefonu. Automatycznie podniosłem go i sprawdziłem kto dzwoni. Był to Lou, tylko dlaczego akurat w takim momencie? Wyłączyłem dźwięk i odłożyłem go z powrotem na miejsce.
- Kto to? – zapytała ciekawska.
- Louis. – odburknąłem.
- Odbierz, może to coś ważnego? – zasugerowała wskazując na leżące obok urządzenie.
- Spokojnie, oddzwonię do niego później. – odparłem lekceważąc wciąż dzwoniącą komórkę.
- Dobrze, dobrze, już idę. – odrzekła uśmiechając się i jednocześnie rozumiejąc, że nie chcę rozmawiać w jej towarzystwie. Wstała i ruszyła w kierunku wyjścia. Gdy tylko drzwi się zamknęły rzuciłem się w stronę telefonu. Z prędkością światła nacisnąłem na zieloną słuchawkę i przyłożyłem głośnik do ucha.
- Louis!? Przepraszam Cię, że musiałeś tak długo czekać. – momentalnie zacząłem się tłumaczyć.
- Harry, jak dobrze – odetchnął z ulgą. – Już myślałem, że znowu Ci się coś stało.
- Mama tutaj był i nie chciałem przy niej z Tobą rozmawiać. – przyznałem układając się wygodnie na łóżku i przygotowując na rozmowę.
- Wiesz… no, bo od pewnego czasu zastanawiam się czy nie powinniśmy powiedzieć o nas naszym rodzicom. – wypowiedziałem nieco niepewnie czekając na reakcję chłopaka. Nastała chwila ciszy, chwila, która zdawała się wiecznością. Z niecierpliwością oczekiwałem na jakąkolwiek odpowiedź, lecz bez skutku. W słuchawce słyszałem tylko niespokojny oddech Louiego. W końcu postanowiłem przerwać irytujące już milczenie.
- Lou? Jesteś tam. – delikatnie zapytałem, a po chwili w końcu uzyskałem długo wyczekiwaną odpowiedź
- Tak… nie wiem po prostu co…. co o tym myśleć. – wyjąkał. W jego tonie dało się usłyszeć nutę strachu.
- Nie możemy dłużej oszukiwać naszych bliskich. Chłopakom już powiedzieliśmy, teraz przyszedł czas na nich. Muszą się o tym dowiedzieć. – zacząłem przekonywać go do słuszności mojego pomysłu. Równocześnie mając już dość leżenia wstałem i podszedłem do okna. - Owszem masz rację – zgodził się. – tylko boję się reakcji mojego ojca…
- Na pewno zrozumie. – przerwałem próbując jakoś podnieść go na duchu.
- Hazzy, nie znasz go… nie wiesz jaki jest nietolerancyjny. – odrzekł przygnębiony, a jednocześnie w jego tonie dało się wyczuć odrobinę żalu, że nie potrafię go zrozumieć. – Nie to co Twoja mama.
- Dlatego proponuję, abyśmy zrobili to jutro przy kolacji, razem powiemy im prawdę. Zobaczysz wszystko będzie dobrze, a i nam będzie się łatwiej z tym żyło. – zaproponowałem nadal upierając się przy swoim.
- Ehh. – ciężko wypuścił powietrze. – dobrze, zrobię to dla Ciebie.
- Zrobimy to dla nas. Musimy chociaż spróbować. – skwitowałem pocieszająco.
- Więc widzimy się jutro. Lecę spać, bo jestem wykończony tym ciężkim dniem. Dobranoc. – powiedział kończąc rozmowę.
- Dobrze, dobranoc i Kocham Cię. – odrzekłem na pożegnanie.
- Ja Ciebie też. – dodał jeszcze i rozłączył się. Stałem przy oknie i wpatrywałem się w oślepiający blask gwiazd. Nie wiem czy tylko mi się wydawało, ale świeciły intensywniej niż zawsze. W każdym razie rozmowa z Louim dodała mi tylko odwagi. W tym momencie byłem pewny, że nie ma już odwrotu i musimy to zrobić. Skierowałem się z powrotem w stronę łóżka i ciężko się na nie rzuciłem. Po kilku minutach zasnąłem.
- Hazzy, nie znasz go… nie wiesz jaki jest nietolerancyjny. – odrzekł przygnębiony, a jednocześnie w jego tonie dało się wyczuć odrobinę żalu, że nie potrafię go zrozumieć. – Nie to co Twoja mama.
- Dlatego proponuję, abyśmy zrobili to jutro przy kolacji, razem powiemy im prawdę. Zobaczysz wszystko będzie dobrze, a i nam będzie się łatwiej z tym żyło. – zaproponowałem nadal upierając się przy swoim.
- Ehh. – ciężko wypuścił powietrze. – dobrze, zrobię to dla Ciebie.
- Zrobimy to dla nas. Musimy chociaż spróbować. – skwitowałem pocieszająco.
- Więc widzimy się jutro. Lecę spać, bo jestem wykończony tym ciężkim dniem. Dobranoc. – powiedział kończąc rozmowę.
- Dobrze, dobranoc i Kocham Cię. – odrzekłem na pożegnanie.
- Ja Ciebie też. – dodał jeszcze i rozłączył się. Stałem przy oknie i wpatrywałem się w oślepiający blask gwiazd. Nie wiem czy tylko mi się wydawało, ale świeciły intensywniej niż zawsze. W każdym razie rozmowa z Louim dodała mi tylko odwagi. W tym momencie byłem pewny, że nie ma już odwrotu i musimy to zrobić. Skierowałem się z powrotem w stronę łóżka i ciężko się na nie rzuciłem. Po kilku minutach zasnąłem.
(Anne)
Stałam jak wryta nie mogąc się otrząsnąć po tym co przed chwilą usłyszałam. Wiedziałam, że podsłuchiwanie tego o czym rozmawia Harry nie jest do końca fair, ale stało się… poznałam w końcu prawdę…
Stałam jak wryta nie mogąc się otrząsnąć po tym co przed chwilą usłyszałam. Wiedziałam, że podsłuchiwanie tego o czym rozmawia Harry nie jest do końca fair, ale stało się… poznałam w końcu prawdę…
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- I oto jest! Kolejny rozdział. Ponownie przepraszam za to, że nie trzymałem się terminów, ale życie ucznia nie należy do najprostszych :/ W każdym razie przyszły święta, no i przyszedł czas na pisanie ^^ Tak jak zapowiadałem przygotowałem naprawdę długi rozdział :D Tak długi, że postanowiłem podzielić go na dwie części i nieco dawkować emocje jakie (mam nadzieję) wam dostarczam :D Z powyższego wpisu wynika, że Harry bez większego szwanku wyszedł z katastrofy jaka ostatnio go spotkała, na szczęście :) Jeżeli chodzi o kwestie związane z piątkowym występem to nie martwcie się - wszystko się odbędzie ;) Jeśli jeszcze chodzi o czas w opowiadani :D jest to troszkę dziwne, ponieważ Harry został pobity w środę i ten dzień trwał, aż do dzisiejszego rozdziału, następny czyli kolacja wielkanocna będzie działa się w czwartek i na następny dzień, w piątek chłopcy od razu mają występ.... wiem wyszło jak wyszło... bardzo chciałem napisać o świętach no i o tym jak mówią to swoim rodzicom, więc musiałem to tutaj jakoś wcisnąć, a musiałem też trzymać się tego co pisałem w poprzednich rozdziałach i tak wychodzi, że święta trwają, aż jeden dzień xD W każdym razie jeżeli jeszcze macie jakieś wątpliwości co do rozumienia fabuł to śmiało piszcie - wszystko wyjaśnię :D Co do kolejnego rozdziału to z powodu, że drugą część mam już napisaną dodam ją dokładnie w niedziele w okolicach wieczora :D I tym razem na pewno ;)
Na koniec jeszcze chciałbym zrobić taką małą reklamę. Ostatnio założyłem nowy blog na którym pomagam w nauce. Więcej informacji na stronie Gimbusowe Nauczanie. I tradycyjnie dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem i pragnę jeszcze więcej pod tym ;P
Pozdrawiam i całuję ;*
Bay ;*

Świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńStrasznie go wyczekiwałam i stwierdzam że opłacało się na niego czekać. Gdy go czytałam to normalnie ciarki mnie przechodziły. Już nie mogę się doczekać następnego. Mam nadzieję że wszystko dobrze się skończy. CZEKAM!!! <33
SZAŁOWY ROZDZIAŁ!!! <33333
OdpowiedzUsuń"stado krów" - hahahahahahhaha! Jakie porównanie, utknęło mi w pamięci! :D :D :D
Kurde, ale się stało, że mama tę rozmowę usłyszała,o jaaa, ale przynajmniej już wie. Gorzej z tym ojcem Lou będzie, już sobie to wyobrażam. :/ No ale tak to jest...
A teraz co do ogólnej oceny rozdziału to świetnie się czytało, bardzo interesujący jest! Dużo się dzieje, świetny! :))
I nie ma co zbytniej wagi przywiązywać do dni, bo według mnie, to to nie jest takie istotne, jak się czyta to to nie jest jakiś problem, więc ze spokojem.
I ładny ten pierwszy obrazem (znaczy zapomniałam jak się nazywa ruszający się obrazek, więc niech będzie obrazek xD), bardzo się tu nadaje! :))
Mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale wszystko będzie dobrze, ależ ja jestem ciekawa jak się rozwinie ta sytuacja z ich tajemnicą. :DD
Czekam na kolejne Twoje dzieło, oby szybko! :DD
I na ich występ! :D
KOCHAM TWOJEGO BLOGA, MÓJ BAAAAAARDZO WAŻNY ELEMENT MOJEGO ŻYCIA! /K :*
+ Polecam również GIMBUSOWE NAUCZANIE - wszystko porządnie, dobra, sprawdzona firma! <3
OdpowiedzUsuńSuperrr...To jest niesamowite !!! <3
OdpowiedzUsuńDobrze ,że Harr'y wrócił do domu :) i ,że Lou przyjdzie do niego mam nadzieję ,że z tatą i ,że uda im się o tym powiedzieć...Co prawda ktoś mama podsłuchała rozmowę :C ale..czekam na dalej :) Już nie mogę się doczekać No !!! Jak czytam to mogę chociaż na chwilkę zapomieć o wszystkim :) Kocham Cię <33 Czekam na więcej ;***