Nawet nie pamiętam kiedy zasnęliśmy. Pamiętam tylko jak
zeszło całe moje napięcie oraz ekscytacja i zamieniała się w zmęczenie. Obudziłem
się leżąc na piersi Lousia jednocześnie będąc przez niego przytulonym.
Leżeliśmy nago nie przykryci kołdrą gdyż w nocy było bardzo ciepło. Mogłem
teraz spokojnie przyjrzeć się jego ciału i podziwiać idealnie wyrzeźbione
mięśnie. Strasznie kusiło mnie żeby ich dotknąć. Delikatnie położyłem rękę na
jego torsie i zacząłem jechać w stronę całkiem sporego przyrodzenia. Nagle Lou
poruszył się. Wystraszony położyłem rękę na łóżku i udawałem, że dalej śpię. Po
chwili chłopak pogłaskał mnie po głowie i pocałował w czoło, następnie powoli i
delikatnie przeniósł ją na poduszkę po czym wstał i założył znajdujące się
nieopodal bokserki. Zwrócił się w stronę drzwi i wyszedł z mojego pokoju.
Trochę mnie to zaskoczyło gdyż nie znał domu zbyt dobrze, a wyszedł sam. Może
po prostu chciał iść do toalety. Doszedłem do wniosku, że pewnie zaraz wróci,
więc położyłem się i nie wiadomo kiedy znowu odpłynąłem.
Obudził mnie pocałunek złożony przez Louisa na moich ustach. Otworzyłem oczy i
ukazał mi się widok przystojnego mężczyzny siedzącego przede mną na łóżku i
trzymającego w dłoni tacę z różnego rodzaju kanapkami oraz kakao. Zaskoczony
tym uśmiechnąłem się serdecznie i rzuciłem mu się na szyje obsypując
pocałunkami.
- Chciałem Ci jakoś wynagrodzić wczorajszy wieczór oraz noc. – powiedział wdzięcznym tonem.
- Nie trzeba było kochanie. – odrzekłem radośnie biorąc do ręki jedną z przygotowanych kanapek.
- Smacznego! – dodał i zaczęliśmy spożywać przygotowane przez niego śniadanie. Nie wiem jak on to robił, ale było naprawdę wyśmienite i najchętniej zaczynałbym tak każdy dzień. Po posiłku zeszliśmy trochę na dół i oglądaliśmy telewizję. Po południu Lou musiał już wracać do domu więc pożegnaliśmy się i zostałem sam. Postanowiłem, że trochę się pouczę i tak zleciała mi prawie cała sobota. Wieczorem wróciła również mama, która trochę opowiedziała mi o swoim wyjedzie. Wypytywała mnie o szczegóły wczorajszego wieczoru, ale nie chcąc jej okłamywać odpowiadałem tylko, że było bardzo fajnie i świetnie się bawiliśmy.
W poniedziałkowy poranek wstałem niewiarygodnie swobodnie. Nie chciało mi się spać i obudziłem się bez pomocy budzika. Może to dlatego, że ostatni raz widziałem się z Lou w sobotę i zdążyłem się już stęsknić lub dlatego, że po porostu poszedłem wczoraj wcześniej spać. Tak, czy tak wyszedłem z domu radosny i uśmiechnięty. Przy śniadaniu mama zwróciła na mnie uwagę mówiąc, że od tego piątku zachowuje się jakoś dziwnie, ale lubiła kiedy miałem dobry humor, więc nie drążyła za bardzo tego tematu. Gdy szedłem przez park i dzieliły mnie już tylko dwie ulice od szkoły usłyszałem znajomy głos dobiegający zza moich pleców. Gwałtownie odwróciłem się za siebie i tak jak się domyślałem w moją stronę biegł radosny Louis. Rzucił mi się na szyję i namiętnie pocałował. Lekko zaskoczony delikatnie odepchnąłem go od siebie. Chłopak spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Hej Loui! Przecież ktoś nas może zobaczyć! – wymamrotałem z dezaprobatą.
- Ale co ja mam poradzić? Nie interesuje mnie co myślą inni. – odpowiedział rozchylając ręce w geście bezradności.
- Kochanie, przynajmniej na razie nie możemy okazywać sobie publicznie uczuć. – uśmiech z mojej twarzy znikł. To było straszne, że dwójka kochających się osób nie mogła okazywać publicznie tego co do siebie czują, bo to takie inne i wszyscy by na to krzywo patrzyli… ba! Potrafiliby to skomentować, a nawet pobić. Ludzie są naprawdę okropni.
- Nie martw się, przyjdzie czas, że jeszcze wszyscy się o nas dowiedzą i będziemy szczęśliwi. – powiedział łapiąc mnie za ramiona i serdecznie się uśmiechnął po czym mocno przytulił.
- Dobra, chodźmy już bo zaraz się spóźnimy. – Odrzekłem po chwili powracając do rzeczywistości.
Podczas naszego spaceru w kierunku szkoły, Louis co jakiś czas próbował złapać mnie za rękę. Nie powiem, bardzo bym tego chciał, ale zwracałem mu uwagę przypominając, że musimy się pilnować. Gdy znaleźliśmy się na boisku szkolnym jak zawsze czekała tam na nas reszta chłopaków.
- Siemanko! – przywitaliśmy się równocześnie.
- No kogo my tu mamy. – odpowiedział jednoznacznie Liam. Rzuciłem mu chłodne spojrzenie, a mój chłopa zerknął na niego podejrzliwie żeby potem przenieść wzrok na mnie.
- I jak minął piątek? – dodał złowieszczo się uśmiechając. Otworzyłem szeroko oczy lekko zszokowany tym pytanie. Szybko coś wymyśliłem i po chwili wydusiłem z siebie.
- No całkiem przyjemnie. – zacząłem niepewnie. – Zjedliśmy kolację, potem oglądaliśmy telewizję i jakoś minął.
- No to fajnie. – odrzekł Niall. W tym momencie przebiegłem wzrokiem po boisku i zaskoczony zatrzymałem go na grupce dziewcząt stojący przy drzwiach frontowych. Nie znałem prawie żadnej z nich oprócz jednej – mojej byłej dziewczyny, Rose. Z jednej strony przeraziłem się na jej widok, a z drugiej odetchnąłem z ulgą, że nic jej się nie stało. Gdy zauważyłem, że razem z nowymi koleżankami weszły już do szkoły uznałem, że to najlepszy moment żeby udać się już na lekcje.
- To my już musimy iść. Spotykamy się na następnej przerwie. Narazie! – oznajmiłem odruchowo łapiąc Louisa za rękę i pociągnąwszy w kierunku budynku. Był poniedziałek, więc zaczynaliśmy wspólnie chemią. Nagle poczułem na sobie jego niezadowolone spojrzenia.
- Co to było!? – rzucił wybuchając.
- O czym Ty mówisz? – zapytałem udając zdziwienie.
- Te teksty Liama!? – dodał wyrywając mi swoją dłoń z mojej.
- No nic… - odpowiedziałem próbując udawać, że nie mam pojęcia o czym mówi.
- Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzie? – przerwał mi wykrzykując z wyrzutem. – A może zapytać mnie o zdanie?
- Louis, wybacz. Uznałem, że jemu możemy powiedzieć. – odrzekłem ze skruchą.
- Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że nikt nie może się o nas dowiedzieć, a sam opowiadasz o tym komu popadnie. – mówił nie kontrolując już swoich emocji. W tym momencie doświadczyłem pierwszej naszej kłótni i poznałem prawdziwego Louisa. Wiedziałem jednak, że to moja wina i, że powinienem najpierw zapytać go o zdanie.
- To nie jest byle kto! To przyjaciel! On chyba może wiedzieć? – próbowałem go jakoś uspokoić, lecz on zostawił mnie na korytarzu i szybkim, zdecydowanym krokiem udał się w stronę klasy. Załamany ruszyłem za nim w nadziei, że uda mi się go jakoś przeprosić.
- Chciałem Ci jakoś wynagrodzić wczorajszy wieczór oraz noc. – powiedział wdzięcznym tonem.
- Nie trzeba było kochanie. – odrzekłem radośnie biorąc do ręki jedną z przygotowanych kanapek.
- Smacznego! – dodał i zaczęliśmy spożywać przygotowane przez niego śniadanie. Nie wiem jak on to robił, ale było naprawdę wyśmienite i najchętniej zaczynałbym tak każdy dzień. Po posiłku zeszliśmy trochę na dół i oglądaliśmy telewizję. Po południu Lou musiał już wracać do domu więc pożegnaliśmy się i zostałem sam. Postanowiłem, że trochę się pouczę i tak zleciała mi prawie cała sobota. Wieczorem wróciła również mama, która trochę opowiedziała mi o swoim wyjedzie. Wypytywała mnie o szczegóły wczorajszego wieczoru, ale nie chcąc jej okłamywać odpowiadałem tylko, że było bardzo fajnie i świetnie się bawiliśmy.
W poniedziałkowy poranek wstałem niewiarygodnie swobodnie. Nie chciało mi się spać i obudziłem się bez pomocy budzika. Może to dlatego, że ostatni raz widziałem się z Lou w sobotę i zdążyłem się już stęsknić lub dlatego, że po porostu poszedłem wczoraj wcześniej spać. Tak, czy tak wyszedłem z domu radosny i uśmiechnięty. Przy śniadaniu mama zwróciła na mnie uwagę mówiąc, że od tego piątku zachowuje się jakoś dziwnie, ale lubiła kiedy miałem dobry humor, więc nie drążyła za bardzo tego tematu. Gdy szedłem przez park i dzieliły mnie już tylko dwie ulice od szkoły usłyszałem znajomy głos dobiegający zza moich pleców. Gwałtownie odwróciłem się za siebie i tak jak się domyślałem w moją stronę biegł radosny Louis. Rzucił mi się na szyję i namiętnie pocałował. Lekko zaskoczony delikatnie odepchnąłem go od siebie. Chłopak spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Hej Loui! Przecież ktoś nas może zobaczyć! – wymamrotałem z dezaprobatą.
- Ale co ja mam poradzić? Nie interesuje mnie co myślą inni. – odpowiedział rozchylając ręce w geście bezradności.
- Kochanie, przynajmniej na razie nie możemy okazywać sobie publicznie uczuć. – uśmiech z mojej twarzy znikł. To było straszne, że dwójka kochających się osób nie mogła okazywać publicznie tego co do siebie czują, bo to takie inne i wszyscy by na to krzywo patrzyli… ba! Potrafiliby to skomentować, a nawet pobić. Ludzie są naprawdę okropni.
- Nie martw się, przyjdzie czas, że jeszcze wszyscy się o nas dowiedzą i będziemy szczęśliwi. – powiedział łapiąc mnie za ramiona i serdecznie się uśmiechnął po czym mocno przytulił.
- Dobra, chodźmy już bo zaraz się spóźnimy. – Odrzekłem po chwili powracając do rzeczywistości.
Podczas naszego spaceru w kierunku szkoły, Louis co jakiś czas próbował złapać mnie za rękę. Nie powiem, bardzo bym tego chciał, ale zwracałem mu uwagę przypominając, że musimy się pilnować. Gdy znaleźliśmy się na boisku szkolnym jak zawsze czekała tam na nas reszta chłopaków.
- Siemanko! – przywitaliśmy się równocześnie.
- No kogo my tu mamy. – odpowiedział jednoznacznie Liam. Rzuciłem mu chłodne spojrzenie, a mój chłopa zerknął na niego podejrzliwie żeby potem przenieść wzrok na mnie.
- I jak minął piątek? – dodał złowieszczo się uśmiechając. Otworzyłem szeroko oczy lekko zszokowany tym pytanie. Szybko coś wymyśliłem i po chwili wydusiłem z siebie.
- No całkiem przyjemnie. – zacząłem niepewnie. – Zjedliśmy kolację, potem oglądaliśmy telewizję i jakoś minął.
- No to fajnie. – odrzekł Niall. W tym momencie przebiegłem wzrokiem po boisku i zaskoczony zatrzymałem go na grupce dziewcząt stojący przy drzwiach frontowych. Nie znałem prawie żadnej z nich oprócz jednej – mojej byłej dziewczyny, Rose. Z jednej strony przeraziłem się na jej widok, a z drugiej odetchnąłem z ulgą, że nic jej się nie stało. Gdy zauważyłem, że razem z nowymi koleżankami weszły już do szkoły uznałem, że to najlepszy moment żeby udać się już na lekcje.
- To my już musimy iść. Spotykamy się na następnej przerwie. Narazie! – oznajmiłem odruchowo łapiąc Louisa za rękę i pociągnąwszy w kierunku budynku. Był poniedziałek, więc zaczynaliśmy wspólnie chemią. Nagle poczułem na sobie jego niezadowolone spojrzenia.
- Co to było!? – rzucił wybuchając.
- O czym Ty mówisz? – zapytałem udając zdziwienie.
- Te teksty Liama!? – dodał wyrywając mi swoją dłoń z mojej.
- No nic… - odpowiedziałem próbując udawać, że nie mam pojęcia o czym mówi.
- Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzie? – przerwał mi wykrzykując z wyrzutem. – A może zapytać mnie o zdanie?
- Louis, wybacz. Uznałem, że jemu możemy powiedzieć. – odrzekłem ze skruchą.
- Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że nikt nie może się o nas dowiedzieć, a sam opowiadasz o tym komu popadnie. – mówił nie kontrolując już swoich emocji. W tym momencie doświadczyłem pierwszej naszej kłótni i poznałem prawdziwego Louisa. Wiedziałem jednak, że to moja wina i, że powinienem najpierw zapytać go o zdanie.
- To nie jest byle kto! To przyjaciel! On chyba może wiedzieć? – próbowałem go jakoś uspokoić, lecz on zostawił mnie na korytarzu i szybkim, zdecydowanym krokiem udał się w stronę klasy. Załamany ruszyłem za nim w nadziei, że uda mi się go jakoś przeprosić.
(Lou)
Całą lekcję myślałem o tym jak niesprawiedliwie w stosunku do mnie zachował się Harry. Przecież powinien mnie najpierw zapytać o to czy chcę, aby jego koledzy wiedzieli, że jestem inny niż wszyscy i, że jesteśmy razem. Ciekawe jakby się zachował gdybym to ja zadzwonił teraz do jakiegoś mojego przyjaciela ze starej szkoły i powiedział mu o tym, że znalazłem sobie chłopaka i, że jest nim nijaki Harry Styls, który jeszcze zaledwie tydzień temu był stuprocentowym heteroseksualistą.
- Panie Tomlinson! – wyrwałem się z głębokiego zamyślenia kompletnie nie wiedząc co się działo. Patrzyła na mnie zdenerwowanym wzrokiem nauczycielka.
- Słucham? – zapytałem lekko otępiały.
- Nie, to ja słucham! Zadałam pytanie! – odpowiedziała oburzona moją nieuwagą.
- Yyy więc… - zacząłem się jąkać nie wiedząc co odpowiedzieć. Wiedziałem, że nie mógłbym zapytać, jak brzmiało pytanie, bo byłym skończony. Nagle poczułem jak siedzący obok Harry szturchnął mnie podsuwając mi pod nos swoją książkę.
- Carboneum – szepnął Harry równocześnie pokazując coś palcem. Powtórzyłem to co przed chwilą usłyszałem.
- Dobrze! – Odpowiedziała lekko zawiedzionym tonem uśmiechając się przy tym fałszywie. – Następnym razem proszę lepiej uważać! – Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszli z klasy. Mój chłopak zerwał się z miejsca gwałtownie i jako pierwszy wyruszył w stronę wyjścia. Nie bardzo wiedziałem skąd ten pośpiech, ale nie interesowałem się tym zbytnio, ponieważ wciąż byłem na niego obrażony. Spakowałem się i wyszedłem. Na korytarzu nie było już po nim śladu. Postanowiłem, że przed kolejną lekcją pójdę jeszcze do ubikacji. Otworzyłem drzwi od toalety i ruszyłem w kierunku kabin. Nagle coś, a raczej ktoś złapał mnie za plecy i wciągnął do narożnikowej kabiny. Popchnął mnie tak, że poleciałem w kierunku ściany z impetem na nią wpadając. Lekko zamroczony odwróciłem się i zauważyłem przed sobą złowieszczo uśmiechającego się Harrego.
- W związku z tym, że nie chcesz przyjąć moich przeprosin postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. – wyszczerzył zęby jednocześnie łapiąc mnie za kroczę.
- Ale… - chciałem coś powiedzieć próbując dalej udawać obrażonego, ale jego urok osobisty mi na to nie pozwalał. Po prostu mu uległem.
- Żadnych ale! Teraz oddaj się w moje ręce. – powiedział stanowczo już nieco napalony.
- Chcesz zrobić to w szkole? – wydawało mi się to jakimś szaleństwem. W każdym momencie mógł wejść tu jakiś homofob i albo nas pobić, albo doszczętnie zniszczyć nam życie mówiąc innym co robiliśmy w toalecie.
- Odrobina szaleństwa i ryzyka jeszcze nikomu nie zaszkodziły. – odpowiedział pewnym tonem. Choć nadal wydawało mi się to czymś bardzo ryzykownym, uznałem, że może być to niezła przygoda i nic nie odpowiadając postanowiłem spróbować. Chłopak zaczął mnie całować. Najpierw namiętnie ssąc moje wargi, następnie delikatnie muskając ustami moją szyję. Poczułem jak robię się sztywny. Harry wsunął mi rękę pod koszulkę jeżdżąc nią z góry na dół wywołując przy tym przyjemne dreszcze. Po chwili zdjął ze mnie bluzkę i zaczął ssać moje sutki. Później zaczął je lizać. Przejechał swoim językiem wokół jednego z nich, a następnie jechał w stronę mostka, a żeby zakończyć w okolicach podbrzusza. Pozostawił tym samym mokry ślad w miejscach, w których jego język spotkał się z moim ciałem. Całował teraz namiętnie okolice boczne mojego brzucha intensywnie macając moje przyrodzenie niesamowicie mnie tym podniecając.
- Zrób to w końcu! – krzyknąłem cicho nie mogąc wytrzymać już więcej napięcia. Hazzy posłusznie rozpiął rozporek i zdjął spodnie wyciągając z nich mojego już całkiem okazałego penisa. Delikatnie ściągnął z niego napletek i uważnie przyjrzał się żołędziowi. Nagle wziął go do buzi intensywnie ssąc i liżąc na przemian. Ta niesamowita przyjemność sprawiła, że odchyliłem swoją głowę i wydałem z siebie stłumiony jęk. Wplotłem rękę w czarne loki Harrego i nadając tempo na zmianę przyciskałem i odchylałem jego głowę od mojego krocza. Nagle usłyszeliśmy jak do toalet ktoś wchodzi. Chłopak zerwał się i stanął obok mnie. W kompletnej ciszy nasłuchiwaliśmy co się dzieje. Osoba ta weszła do sąsiedniej kabiny i zaczęła załatwiać swoje sprawy.
Całą lekcję myślałem o tym jak niesprawiedliwie w stosunku do mnie zachował się Harry. Przecież powinien mnie najpierw zapytać o to czy chcę, aby jego koledzy wiedzieli, że jestem inny niż wszyscy i, że jesteśmy razem. Ciekawe jakby się zachował gdybym to ja zadzwonił teraz do jakiegoś mojego przyjaciela ze starej szkoły i powiedział mu o tym, że znalazłem sobie chłopaka i, że jest nim nijaki Harry Styls, który jeszcze zaledwie tydzień temu był stuprocentowym heteroseksualistą.
- Panie Tomlinson! – wyrwałem się z głębokiego zamyślenia kompletnie nie wiedząc co się działo. Patrzyła na mnie zdenerwowanym wzrokiem nauczycielka.
- Słucham? – zapytałem lekko otępiały.
- Nie, to ja słucham! Zadałam pytanie! – odpowiedziała oburzona moją nieuwagą.
- Yyy więc… - zacząłem się jąkać nie wiedząc co odpowiedzieć. Wiedziałem, że nie mógłbym zapytać, jak brzmiało pytanie, bo byłym skończony. Nagle poczułem jak siedzący obok Harry szturchnął mnie podsuwając mi pod nos swoją książkę.
- Carboneum – szepnął Harry równocześnie pokazując coś palcem. Powtórzyłem to co przed chwilą usłyszałem.
- Dobrze! – Odpowiedziała lekko zawiedzionym tonem uśmiechając się przy tym fałszywie. – Następnym razem proszę lepiej uważać! – Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszli z klasy. Mój chłopak zerwał się z miejsca gwałtownie i jako pierwszy wyruszył w stronę wyjścia. Nie bardzo wiedziałem skąd ten pośpiech, ale nie interesowałem się tym zbytnio, ponieważ wciąż byłem na niego obrażony. Spakowałem się i wyszedłem. Na korytarzu nie było już po nim śladu. Postanowiłem, że przed kolejną lekcją pójdę jeszcze do ubikacji. Otworzyłem drzwi od toalety i ruszyłem w kierunku kabin. Nagle coś, a raczej ktoś złapał mnie za plecy i wciągnął do narożnikowej kabiny. Popchnął mnie tak, że poleciałem w kierunku ściany z impetem na nią wpadając. Lekko zamroczony odwróciłem się i zauważyłem przed sobą złowieszczo uśmiechającego się Harrego.
- W związku z tym, że nie chcesz przyjąć moich przeprosin postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. – wyszczerzył zęby jednocześnie łapiąc mnie za kroczę.
- Ale… - chciałem coś powiedzieć próbując dalej udawać obrażonego, ale jego urok osobisty mi na to nie pozwalał. Po prostu mu uległem.
- Żadnych ale! Teraz oddaj się w moje ręce. – powiedział stanowczo już nieco napalony.
- Chcesz zrobić to w szkole? – wydawało mi się to jakimś szaleństwem. W każdym momencie mógł wejść tu jakiś homofob i albo nas pobić, albo doszczętnie zniszczyć nam życie mówiąc innym co robiliśmy w toalecie.
- Odrobina szaleństwa i ryzyka jeszcze nikomu nie zaszkodziły. – odpowiedział pewnym tonem. Choć nadal wydawało mi się to czymś bardzo ryzykownym, uznałem, że może być to niezła przygoda i nic nie odpowiadając postanowiłem spróbować. Chłopak zaczął mnie całować. Najpierw namiętnie ssąc moje wargi, następnie delikatnie muskając ustami moją szyję. Poczułem jak robię się sztywny. Harry wsunął mi rękę pod koszulkę jeżdżąc nią z góry na dół wywołując przy tym przyjemne dreszcze. Po chwili zdjął ze mnie bluzkę i zaczął ssać moje sutki. Później zaczął je lizać. Przejechał swoim językiem wokół jednego z nich, a następnie jechał w stronę mostka, a żeby zakończyć w okolicach podbrzusza. Pozostawił tym samym mokry ślad w miejscach, w których jego język spotkał się z moim ciałem. Całował teraz namiętnie okolice boczne mojego brzucha intensywnie macając moje przyrodzenie niesamowicie mnie tym podniecając.
- Zrób to w końcu! – krzyknąłem cicho nie mogąc wytrzymać już więcej napięcia. Hazzy posłusznie rozpiął rozporek i zdjął spodnie wyciągając z nich mojego już całkiem okazałego penisa. Delikatnie ściągnął z niego napletek i uważnie przyjrzał się żołędziowi. Nagle wziął go do buzi intensywnie ssąc i liżąc na przemian. Ta niesamowita przyjemność sprawiła, że odchyliłem swoją głowę i wydałem z siebie stłumiony jęk. Wplotłem rękę w czarne loki Harrego i nadając tempo na zmianę przyciskałem i odchylałem jego głowę od mojego krocza. Nagle usłyszeliśmy jak do toalet ktoś wchodzi. Chłopak zerwał się i stanął obok mnie. W kompletnej ciszy nasłuchiwaliśmy co się dzieje. Osoba ta weszła do sąsiedniej kabiny i zaczęła załatwiać swoje sprawy.
Niemal na bezdechu oczekiwaliśmy, aż w
końcu skończy, a my będziemy mogli dokończyć. Na szczęście po jakichś trzech
minutach, bez jakichkolwiek podejrzeń wyszedł z ubikacji. Gdy upewniliśmy się,
że jest już bezpiecznie Harry zaczął kontynuować to co mu poprzednio przerwano.
W pewnym momencie poczułem, że to już ten moment i wyciągnąłem członka z jego
buzi. Zacząłem mocno i energicznie zsuwać napletek z żołędzia. Po chwili
poczułem ciepło w podbrzuszu i moja biaława sperma pokryła twarz mojego
chłopaka. Ciężko dysząc oparłem się o ścianę próbując uspokoić oddech, a także
dojść do siebie.
- No to mam nadzieję, że już się na mnie nie gniewasz. – powiedział uśmiechając się i jednocześnie wycierając twarz papierem toaletowym.
- No to mam nadzieję, że już się na mnie nie gniewasz. – powiedział uśmiechając się i jednocześnie wycierając twarz papierem toaletowym.
- Oj kochanie, nie odpuszczam tak łatwo, ale doceniam twoje starania. –
odwzajemniłem uśmiech i podciągnąłem spodnie zapinając rozporek. Otworzyłem
drzwi od kabiny i stanąłem jak wryty. Naszym oczom ukazał się nieduży, chudy
chłopiec z okularami na nosie. Był to Ethan Gray, który stał oniemiały i z
otwartą buzią patrzył na nas nie dowierzając temu co właśnie widzi.
- No to już koniec tej przerwy, możemy już przestać chować się w toalecie. – zagrał
aktorsko Harry orientując się, że zostaliśmy przyłapani.
- Tak, tak, jak dobrze, że nie musieliśmy wychodzić na zewnątrz. – dodałem. Nagle Hazzy wziął mnie za rękę i wyprowadził z toalety.
- Jezu, kto to był!? – zapytałem równocześnie zdziwiony i przerażony.
- Nie martw się, to szkolny kujon… - zaczął uspakajać mnie chłopak. – Nie ma kolegów więc nikomu nie powie. Z resztą i tak nikt by mu nie uwierzył. – powiedziawszy to poklepał mnie po plecach dodając otuchy. Odetchnąłem z ulgą.
- Tak, tak, jak dobrze, że nie musieliśmy wychodzić na zewnątrz. – dodałem. Nagle Hazzy wziął mnie za rękę i wyprowadził z toalety.
- Jezu, kto to był!? – zapytałem równocześnie zdziwiony i przerażony.
- Nie martw się, to szkolny kujon… - zaczął uspakajać mnie chłopak. – Nie ma kolegów więc nikomu nie powie. Z resztą i tak nikt by mu nie uwierzył. – powiedziawszy to poklepał mnie po plecach dodając otuchy. Odetchnąłem z ulgą.
(Harry)
Przed ostatnią lekcją spotkaliśmy się z chłopakami na boisku.
- A gdzie Niall? – zapytałem uświadamiając sobie, że jesteśmy w niepewnym składzie.
- Szedł za nami. Musiał gdzieś zostać po drodze. – odrzekł Zyan nieco zaskoczony.
- Hej chłopaki! – nagle usłyszeliśmy radosny głos dochodzący zza naszych pleców. Wszyscy jednocześnie odwróciliśmy się i zauważyliśmy biegnącego w naszą stronę podekscytowanego blondyna wymachującego jakąś kartką.
Przed ostatnią lekcją spotkaliśmy się z chłopakami na boisku.
- A gdzie Niall? – zapytałem uświadamiając sobie, że jesteśmy w niepewnym składzie.
- Szedł za nami. Musiał gdzieś zostać po drodze. – odrzekł Zyan nieco zaskoczony.
- Hej chłopaki! – nagle usłyszeliśmy radosny głos dochodzący zza naszych pleców. Wszyscy jednocześnie odwróciliśmy się i zauważyliśmy biegnącego w naszą stronę podekscytowanego blondyna wymachującego jakąś kartką.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Oto i rozdział! Na początku bardzo was przepraszam, że rozdział znowu ukazał się później niż miał, ale patrzyłem na liczbę wyświetleń poprzedniego rozdziału i było ich zaledwie 17. Postanowiłem, że nie ma sensu dodawać kolejnego rozdziału skoro tak mało osób przeczytało poprzedni. Dlatego też poczekałem do dzisiaj i jest ich więcej dlatego dodaje dzisiaj ^^ Zastanawiałem się również nad tym, że pewnie podobnie jak ja nie macie zbyt wiele czasu dlatego też myślę, aby rozdziały dodawać raz w tygodniu (przynajmniej na razie). W ciągu tygodnia każdy maiłby możliwość wejścia przeczytania i w weekend pojawiałby się kolejny rozdział ;) Myślę, że to rozsądne wyjście. W każdym razie w doszło do pierwszej sprzeczki między chłopakami. Jak wiadomo kłamstwo lub zatajenie czegoś strasznie boli dlatego też nie możemy dziwić się Louisowi, że tak zareagował. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło sceną erotyczną. Jeżeli nie chcecie ich tak często to napiszcie mi w komentarzu :D No a co w przyszłym rozdziale? Dowiecie się co ciekawego pokazał chłopakom Naill i wróci nasza kochana bohaterka z poprzednich rozdziałów. Tak więc kolejny rozdział w weekend i komentujcie :D
Bay ;***

Super ! Jak dla mnie to te scenki są sweet i potrzebne xD wiadomo że bez przesady ale jak na razie to nie ma ich nie wiadomo ile ,a więc nie masz się czym przejmować ;3 Pisz Dalej ! :**
OdpowiedzUsuńTo jest Zajebiste ! Nie mogę się już doczekać kolejnego ROZDZIAŁU ! :( <33333
OdpowiedzUsuńŚwietnie ! kocham Twoje opowiadanie ! <3 <3 <3 niech już zawszę się tak godzą hahah ;p a już dziś lub jutro następny rozdział tak ? :D JUUUUPI ! :D
OdpowiedzUsuńPo pierwsze, to fajne obrazki są w tym rozdziale, podobają mi się bardzo. :D
OdpowiedzUsuńPo drugie, jakie to słodkie z tym śniadaniem było. I jeszcze kakao. xD <3
Po trzecie: Co? W szkole? W łazience? No kurde, nie spodziewałam się takiego czegoś. Szaleństwo. ^^ Kujonek może jednakże coś wygadać, nauczycielom. :D
Po czwarte, Niall się pojawił i to z karteczką. ^^ Ciekawe co on tam ma. ^^
-----------------------------------------------------------------------
A wrażenia po przeczytaniu rozdziału bardzo, bardzo dobre! Nie mogę wyjść z podziwu jak ich miłość tak szybko się rozwija, tak dynamicznie. ^^
No ale to chyba dobrze, niech się sobą cieszą. :D
A no i jeszcze tak mi było szkoda tego Lou, pewnie mu było tak jakoś strasznie smutno i niefajnie. I oni nie mogą się narazie ujawnić, bo ludzie są źli i nietolerancyjni! Ale mam nadzieję, że oni pokażą, że to, że są razem to nic takiego i to jest normalne i tak dalej. Na to liczę i im tego życzę.
No i to by było na tyle, JUŻ CHCĘ KOLEJNY ROZDZIAŁ, SZYBKO, NAJLEPIEJ TERAZ. <3
/K.
Niespodziewalem się takich zwrotów akcji. Gratulacje.
OdpowiedzUsuńPrzyjemnie sie czyta.