środa, 5 marca 2014

Rozdział 12: Przyjacielski zawód



Niall stanął przed nami, zgiął się w pół i oparł swoje ręce o kolana. Głośno dysząc próbował łapczywie złapać powietrze.
- Mój Boże! Coś Ty robił? – zapytał ze zdziwieniem Liam uważnie się mu przyglądając.
- Biegłem najszybciej jak tylko mogłem… zresztą zobaczcie sami. – wydyszał wymachując przed moją twarzą jakąś kartką. Wziąłem ją do ręki i po chwili zorientowałem się, że jest to pewna ulotka. Zacząłem czytać na głos.
- Już w ten piątkowy wieczór odbędzie się wielka bitwa zespołów! Potraficie śpiewać? Chcecie się dobrze bawić, a do tego zyskać sławę? Zapiszcie się już dziś! Warunkiem udziału jest stworzenie zespołu od 3 do 5 osobowego oraz bycie uczniem naszego liceum. Aby się zapisać i uzyskać więcej informacji udajcie się do sekretariatu szkolnego. – zakończyłem unosząc wzrok z nad kartki patrząc na przyjaciół i próbując odczytać ich emocje. Wszyscy oprócz Nialla wyglądali jakby bardzo dokładnie trawili wszystkie przed chwilą usłyszane informacje, a blondynek patrzył na nich z nadzieją oczekując ich opinii. Po dłużej chwili milczenia, Zayn się ocknął.
- To jakiś absurd! Chyba nie myślisz, że weźmiemy w tym udział!? – odrzekł gwałtownie powodując, że promienisty uśmiech znikł z twarzy Nialla.
- Ale… ale dlaczego? Przecież to świetny pomysł! – powiedział poruszony wymachując przy tym rękoma.
- Moim zdaniem to doskonały pomysł. – dodałem. – Jest nas pięciu, chcemy się dobrze bawić, no i jeszcze sława do tego! Kto by nie chciał?
- Ale trzeba jeszcze umieć śpiewać – odezwał się Louis, którego nie przekonywał ten pomysł. Myślę, że był to bardzo trafny argument, ponieważ tak naprawdę  jeszcze nie próbowaliśmy śpiewać przed publicznością i nigdy naszych zdolności wokalnych nie oceniał profesjonalista, ale co nam szkodziło spróbować? Chodziło o dobrą zabawę.
- Dokładnie! – zgodził się z nim Zayn. – Poza tym zespół nie musi liczyć pięciu członków… możecie to zrobić bez nas.
- A Ty, Liam? Co sądzisz na ten temat? – zapytałem odwracając się w jego stronę. Zawsze uważaliśmy Liama za najbardziej odpowiedzialnego i rozsądnego z nas dlatego jego zdanie było dla nas bardzo ważne. Nawet jeżeli się z nim nie do końca zgadzaliśmy i tak zawsze wychodziło na to, że to on miał rację. Patrzyliśmy na niego próbując odgadnąć jego myśli. Czekaliśmy  z nadzieją, że coś w końcu powie.
- A więc, - zaczął – uważam, że to całkiem dobry pomysł. – powiedział uśmiechając się w stronę Nialla. Chłopak z radości aż podskoczył, a na jego twarz powrócił ogromny uśmiech.
- Co? Przecież to… - Zayn rozczarowany złapał się za głowę.
- Daj spokój, to przecież może być naprawdę fajna przygoda. – odrzekł argumentując swoją decyzję.
- No to bawcie się dobrze, ale beze mnie. – powiedział Lou. Spojrzałem na niego smutnym wzrokiem.
- Ja też się na to nie piszę. – dodał Zayn.
- Zrobimy to, ale tylko wspólnie! Bez was to nie będzie to samo!  Śpiewać zawsze można się nauczyć, aaa… chodzi tu przecież o dobrą zabawę, a nie o nasze umiejętności. – mówiłem próbując ich jakoś przekonać. – Wyobraźcie sobie ile dziewczyn będzie za nami szalało. To naprawdę was nie przekonuj? – w tym momencie Louis spojrzał na mnie z zazdrością, a Liam skrycie parsknął śmiechem. Udając, że tego nie zauważyłem kontynuowałem.
- I jeszcze możliwość zrobienia czegoś razem. To jest ważne! Nowe doświadczenia, czas spędzony wspólnie! Taka okazja może się już więcej nie zdarzyć… - spojrzałem na nich niecierpliwie oczekując odpowiedzi i mając nadzieję, że przekonało ich moje przemówienie.
- To jak? Wchodzicie w to? – zapytał z nadzieją Niall. Przez dłuższy moment trwała denerwująca cisza. Chłopcy patrzyli na siebie intensywnie rozmyślając nad tą sprawą. Po chwili Zayn wziął głęboki oddech i odrzekł.
- Skoro to dla was takie ważne to – załamał mu się głos. – wchodzę w to!
- Tak! – krzyknęliśmy klepiąc chłopaka po plecach.
- A Ty, Loui? – zapytałem niepewnie denerwując się jego reakcją.
- Nadal uważam, że nie jest to dobry pomysł... ale skoro tak bardzo wam zależy to już dobrze. – Moja radość nie miała granic, choć wydaje mi się, że najbardziej cieszył się Niall, który rzucił się wszystkim na szyje i zaczął opowiadać o tym co możemy zaśpiewać, jak się ubierzemy i jak będzie wyglądał nasz występ. To był naprawdę dobry pomysł!
- Więc możemy spotkać się jutro wieczorem i wybrać jakąś piosenkę. – powiedział przerywając swoją ekscytację. Wszyscy zgodziliśmy się i rozeszliśmy na ostatnią już lekcję.


Po zakończeniu lekcji odprowadziłem Lou do domu. Od czasu kiedy Niall opowiedział nam o pomyśle z zespołem byłem strasznie podekscytowany. Dwie rzeczy, które najbardziej kochałem to Louis (choć to nie rzecz, ale kochałem go najmocniej) oraz śpiew. Zawsze marzyłem o tym żeby w przyszłości zostać gwiazdą dlatego też tak bardzo spodobał mi się ten pomysł. Choć zawsze mama powtarzała mi, że nie wychodzi mi to zbyt dobrze ja jednak nie przejmowałem się tym i nieprzerwanie to robiłem. Lubiłem przebierać się za różne gwiazdy i śpiewać ich piosenki. Stawałem wtedy przed lustrem i wcielałem się w jakąś popularną osobę i ze szczotką w ręku (która służyła za mikrofon) dawałem koncert dla jednoosobowej publiczności. Wizja nas pięciu we wspólnym zespole była bardzo ekscytująca. Wyobrażałem sobie jak nasza piątka stoi na scenie śpiewając, a pod nią krzyczący tłum fanek. To było coś! Postanowiłem, że zamiast zająć się nauką poszukam jakiejś piosenki, która zachwyci wszystkich. Tak mnie to pochłonęło, że ocknął mnie dopiero po dwóch godzinach dźwięk komórki oznajmujący, że przyszedł sms. Odłożyłem laptopa i rzuciłem się w kierunku telefonu. Na wyświetlaczu pojawiła się koperta z opisem mówiący, że wiadomość pochodzi od Louisa.
Hej kochanie ;* Mam pewien pomysł :D
Ma pewien pomysł? Co? Nie wiem co miał na myśli, ale postanowiłem się dłużej nad tym nie zastanawiać i zadzwonić do niego. Wybrałem odpowiedni numer i przyłożyłem słuchawkę do ucha.
Po dwóch sygnałach odezwał się głos po drugiej stronie.
- Halo? Louis? O czym ty mówisz? – zapytałem lekko rozzłoszczony. Szczerze mówiąc sam nie wiem dlaczego, ale nie lubiłem jak ktoś wyrażał się nieprecyzyjnie podsycając tylko moją ciekawość. Zawsze kojarzyło mi się to z czymś złym.
- Spokojnie Hazzy. – odpowiedział opanowanym tonem. – Myślałem o tym naszym zespole i jutrzejszym spotkaniu i…
- I? – przerwałem chcąc w końcu usłyszeć co to za pomysł.
- Tak się zastanawiam, że skoro są to Twoi przyjaciele no i poniekąd też moi, to może można byłoby im jutro o nas powiedzieć… no żeby wiedzieli. – wyjąkał załamującym się głosem.
- Tak to całkiem dobry pomysł… - przyznałem, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. – Jeżeli są prawdziwymi przyjaciółmi to na pewno to zrozumieją. – Cieszyło mnie, że to właśnie Lou wpadł na pomysł wyjawienia prawdy pozostałym chłopakom. Gdy ostatni raz powiedziałem o nas Liamowi to się obraził, więc podobało mi się, że to on wyszedł z taką inicjatywą.
- Jesteś pewien, że tego chcesz? – zapytał dla upewnienia.
- Myślę, że nie możemy ich już dłuższej okłamywać. To nasi przyjaciele! – odpowiedziałem pewnym tonem. Mimo tego, że trochę się denerwowałem ich reakcji trzeba było to w końcu zrobić.
- Więc dobrze, jutro jeszcze porozmawiamy w szkole. Dobranoc i Kocham Cię. – zakończył.
- Dobrze, dobranoc i ja Ciebie też. – powiedziałem i rozłączyłem się. Położyłem się na łóżku i zacząłem rozmyślać jak im o tym powiedzieć. Byłem prawie pewien, że Niall nie bardzo się tym przejmie. Był z natury szczęśliwym i radosnym chłopakiem dlatego też bardzo ciężko było go czymkolwiek zdziwić, a co dopiero rozzłościć. Na pewno będziemy mogli liczyć na jego wsparcie. Bardziej obawiałem się reakcji Zayna, który był dla mnie zagadką. Niby znaliśmy się już bardzo długo, ale nie do końca umiałem przewidzieć jak zareaguje w danej sytuacji. Pozostawało mi jedynie mieć nadzieję, że to wszystko zrozumie. Postanowiłem nie zadręczać się już więcej myślami typu: a co jeśli i ułożyłem się do snu.    


Umówiliśmy się z chłopakami, że o dziewiętnastej wpadniemy do Nialla. Mieliśmy spotkać się pół godziny wcześniej z Louisem i udać do chłopaka razem. Sytuacja nie wymagała jakiegoś specjalnego strojenia się, więc ubrałem coś w czym byłoby mi wygodnie. O wyznaczonej porze przybyłem w umówione wcześniej miejsce. Lou już tam na mnie czekał. Stał pod ogromnym dębem. Promienie zachodzącego słońca, przeciskające się przez grubą warstwę liści, delikatnie muskały jego twarz. Dawało to niesamowity efekt połysku. Jego twarz dosłownie błyszczała. Podbiegłem do niego i przytuliłem czule, po chwili przyłożyłem rękę do jego policzka i przejechałem nią zaczynając od okolic powiek, a kończąc na kącikach usta. Oderwałem dłoń od jego twarzy i spojrzałem na nią.
- Yyy… Hazzy, co ty robisz? – zapytał podejrzliwie zaskoczony moim gestem. Usłyszawszy to wychuchałem śmiechem zdając sobie sprawę z tego jak mogło to wyglądać. Chłopak patrzył na mnie próbując zrozumieć co mnie tak rozbawiło.
- Przepraszam Cię Loui. – wyjąkałem rozbawiony. – nie martw się, nic się nie stało. – Louis patrzył na mnie jak na wariata. Przejechał dłonią po swoim policzku i spojrzał na nią. Nie zauważywszy nic dziwnego pokręcił tylko przecząco głową i wziął mnie za rękę.
- Chodźmy już, bo zaraz się spóźnimy. – pospieszył mnie.
- Dobrze, więc mamy jakiś plany. – w tym momencie powrócił stres związany z tym co się miało niedługo wydarzyć.
- Moim zdaniem powinniśmy zrobić to naturalnie. – powiedział. Potwierdziłem to skinąwszy twierdząco głową.
- Nie możemy obmyślać żadnego planu, bo jak nie wyjdzie to się tylko speszymy i nic z tego nie wyjdzie. – dodał. – To przyjaciele, na pewno zrozumieją. – Przyznam szczerze, że to co Louis powiedział bardzo mnie uspokoiło. Wiem, że i tak stale sobie to powtarzałem , ale jednak z jego ust brzmiało to niezwykle przekonywująco. To był jeden z wielu plusów chodzenia z Louisem – jego wsparcie.
Nagle stanęliśmy przed domem naszego jasnowłosego przyjaciela. Był to dość spory dom, można powiedzieć willa. Przed budynkiem znajdował się ogromny ogród z fontanną na środku, a cała posesja ogrodzona była wysokim płotem. Niewątpliwe rodzice chłopaka nie narzekali na brak pieniędzy. Do mieszkania prowadziła długa, marmurowa ścieżka, a ono samo miało z 3 piętra. Mimo, iż u Nialla nie byłem pierwszy raz, zawsze gdy do niego przychodziłem coś mnie zaskoczyło. Po krótkiej chwili drzwi otworzył nam Liam.
- No cześć słodziaki. – powiedział ironicznie łapiąc nas za policzki i mocno je szczypiąc.
- No cześć Liaś – odpowiedziałem złośliwie łapiąc jego rękę i odrywając od swojej twarzy.
- Wejdźcie. – grzecznie zaprosił nas do środka.
- Idźcie do mojego pokoju! Zaraz do was dołączę. – usłyszeliśmy głos gospodarza dobiegający z kuchni. Rozebraliśmy się i tak jak kazał udaliśmy do jego pokoju gdzie czekał na nas już Zayn.
- No jesteście w końcu. – przywitał nas siedzący na dywanie brunet trzymający na kolanach laptopa.
- No jesteśmy już. – uśmiechnąłem się w jego stronę nieco zdenerwowany i zająłem miejsce obok niego przyglądając się temu czym się zajmuje.
- Co robisz? – zapytałem.
- A szukam czegoś dobrego na nasz występ. – odpowiedział pochłonięty pracą.
- A jednak! – wykrzyknąłem tryumfalnie. – spodobało Ci się.
- Od razu spodobało. – odparł skromnie. – Po prostu jak już coś robić to porządnie. – w tym momencie wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Przerwał nam dopiero wchodzący do pokoju z tacą, na której miał pięć kubków, Niall.
- Gorąca czekolada! – krzyknął z euforią Liam rzucając się w stronę blondyna. Każdy zabrał po kubku gorącego napoju i usiedliśmy w kółku rozpoczynając dyskusję na temat naszego zespołu. W pewnym momencie spojrzałem na Louisa i wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia. Nadszedł ten trudny moment wyjawienia prawdy.
- Słuchajcie jeszcze zanim zaczniemy rozmawiać na temat konkursy - jako, że znałem chłopców dłużej to ja zacząłem. – chciałbym z Louisem wam o czymś powiedzieć. – w tej chwili zauważyłem jak Liam podejrzliwie się mi przygląda. W pewnym momencie zrozumiał co chcemy zrobić i uśmiechnął się do mnie serdecznie wyrażając w ten sposób, że popiera nasz zamiar.
- Więc od jakiegoś czasu ja i Harry… jesteśmy razem. – dodał drżącym głosem Lou. Zapadła grobowa cisza. Zauważyłem tylko jak chłopaki zaczynają z niedowierzaniem patrzeć po sobie. Niall podniósł zaskoczony jedną brew, a na jego twarzy pojawił się niedowierzający uśmiech.
- W sensie… chodzicie ze sobą? – wydusił z siebie biorąc to najwyraźniej za żart. Skinąłem tylko twierdząco głową nadal oczekując jakiejkolwiek reakcji Zayna.
- No to pięknie. – blondyn poklepał mnie po plecach. – Tak to jest jak zbyt często przebywasz w męskim towarzystwie. – Uśmiechnąłem się trochę skrępowany. Nadal panowała niezręczna cisza. Spojrzałem na Louisa, który w skupieniu przyglądał się siedzącemu naprzeciwko Zaynowi. Po chwili chłopak wybuchnął.
- To chyba jakiś żart! – krzyknął oszołomiony.
- Nie Zayn, to miłość. – odrzekł stanąwszy w naszej obronie Liam.
- A Ty co? Też to popierasz? – zwrócił się gwałtownie w jego stronę, a w jego tonie można było wyczuć wyrzut.
- Jeżeli się naprawdę kochają to nic nie szkodzi na przeszkodzie żeby to zaakceptować. Przynajmniej  w moim przypadku. – powiedział argumentując poprzednią wypowiedź.
- Chyba oszaleliście! – krzyknął równocześnie wstając z miejsca. Patrzyłem na niego próbując znaleźć powodu braku jego akceptacji.
- Wiecie co? Jesteście jacyś nienormalnie… Harry – zwrócił się w moją stronę. – przecież jeszcze niedawno byłeś z dziewczyną? Co się z Tobą stało? – nastała chwila milczenia, chłopak złapał się za głowę.
- Już wiem! – krzyknął po chwili tryumfalnie. – To Ty się stałeś! – wskazał palcem na Louisa. – Przyjechałeś tu i zmieniłeś naszego przyjaciela w…. GEJA! To jest chore! – wrzasnął jeszcze i wyszedł z pokoju. Przez dłuższy moment siedzieliśmy zszokowani patrząc po sobie. Roztrzęsiony spojrzałem na Louiego, a na jego twarzy pojawiły się srebrzyste łzy. Przygryzł dolną wargę i ukrył twarz w dłoniach. Usłyszawszy tyle przykrych słów ze strony Zayna i ujrzawszy jak płacze jedna z najważniejszych osób w moim życiu sam poczułem jak po moich policzka zaczynają płynąc łzy. Przysunąłem się do niego i mocno przytuliłem powtarzając, że będzie dobrze. W pewnej chwili zerwał się Liam.
- Poczekajcie tutaj. Pójdę z nim porozmawiać. – oświadczył i podobnie jak poprzednik wyszedł z pokoju. Zostaliśmy z Niallem, który do końca nie wiedział co zrobić. W sumie to mu się nie dziwię… była to bardzo niezręczna sytuacja.
- Nie martwcie się… Liam to załatwi… ja was rozumiem. – Powiedział próbując nas pocieszyć.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------A więc po tygodniu kolejny, wyczekiwany rozdział :D Ufff... było ciężko, pisałem codziennie po trochę żeby znaleźć czas i trzeźwo ocenić co mi wychodzi. Muszę przyznać, że z samym początkiem nieco się męczyłem... doszedłem do wniosku, że muszę popracować nad opisywaniem sytuacji, w której bierze udział większa grupa osób dlatego też sam początek może nie wyszedł najlepiej :/ W każdym razie wiecie, że chłopcy wezmą udział w bitwie zespołów ^^ Druga część opisuje wreszcie wyznanie prawdy reszcie chłopaków. No i jak to w życiu bywa nie każdy może to zaakceptować. To była szokująca wiadomość dlatego też nie możecie dziwić się Zaynowi, że tak zareagował. Jednak nie martwcie się byłbym potworem gdybym tak to zostawił... wszystko wyjaśni się w następnym rozdziale. Bardzo was przepraszam, że padło akurat na niego, ale Liam już wiedział, a Niall jest zbyt radosny, aby tak zareagować. Zayn jest takim buntownikiem i trochę to do niego pasuje :D W każdym razie mam nadzieję, że kolejny rozdział ukaże się w ten weekend. Nie jestem co do tego pewien gdyż niedługo wyjeżdżam i nie będę pisał przez cały tydzień, ale o tym jeszcze was poinformuję pod kolejnym rozdziałem. W kolejnym rozdziale oprócz wyjaśnienia tej sytuacji pojawi się kolejny zwrot akcji i kolejny problem... niestety... ale bez tego byłoby nudno :D
Dziękuję wam za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem i proszę o kolejne, bo to strasznie motywuje (tak wiem... powtarzam się, ale taka prawda). No to do zobaczenia.

P.S I bym zapomniało... ostatnio jedna osoba prosiła mnie, żebym napisał 20 faktów o sobie :D Postanowiłem się za to zabrać, ale nie wiem co tam napisać i nie wiem co chcecie wiedzieć xD Dlatego też zrobiłem specjalne konto na asku, na którym możecie zadawać mi jakie chcecie pytania. Zapraszam: http://ask.fm/LarryLove1

Bay ;***

5 komentarzy:

  1. Super ! Mi się bardzo podoba, no i Oczywiście czekam na więcej ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny jak zawsze! Naxttt! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super. To jest ekstra. Szczegolnie w nocy . Nati

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne! Przepraszam że wcześniej nie wpadałam ale nie było czasu! Idealnie! OMG depresja atakuje! Dawaj nexta beybe *.* p.s zapraszam na nowego bloga link na www.fromfactionlouis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój ulubiony, najwspanialszy i najzdolniejszy blogerze!
    Na wstępie mojej wypowiedzi chcę Cię najmocniej jak tylko mogę, szczerze i serdecznie przeprosić. Od jakiegoś czasu zaniedbuję Twojego bloga, nie czytam i nie piszę komentarzy na bieżąco. Może i nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mnie, ale czasami pewne rzeczy nie są wyłącznie od nas zależne i tak dalej... Źle się czuję, że tak mnie wszystko omija i muszę nadrabiać i czytać te dwa rozdziały za jednym razem, a nie tak systematycznie. PRZEPRASZAM!
    I teraz jak mam napisać coś na temat tego rozdziału, to się czuję tak, jakbym nie miała prawa wyrażać mojej opinii na jego temat...
    Ale jako, nadal i na zawsze, prawdziwa fanka bloga, napiszę co uważam.
    Podoba mi się pomysł z tym konkursem. Fajny początek ich zespołu i przygody ze śpiewaniem się zapowiada. Więc kreatywność - 100 punktów! :)
    Nie podoba mi się tytuł... Wyraża niby prawdę, ale jednak według mnie powinien być jakiś inny... Chociaż, z drugiej strony, może Zayn nie jest prawdziwym przyjacielem skoro jego reakcja była taka. No ale był w szoku, każdy by chyba był w sumie. Niall i Liam też pewnie byli zdziwieni, ale Zayn bardziej wyraża swoje emocje i mówi szczerze co myśli. Ale mam nadzieję, że przez to, że Harry i Lou są razem, Zayn nie przestanie się z nimi przyjaźnić... No nie wiem, nie wiem co planujesz w następnym rozdziale. Ale tak mi żal Lou... Biedny on jest... Ale to dzięki niemu/przez niego Harry zrozumiał, że dziewczyny nie są dla niego i Rose to był błąd. Jestem taka ciekawa jak to się dalej potoczy! Jak to będzie z ich przyjaźnią... I czy zespół powstanie mimo związku Harrego i Lou... Oj, pozostawiasz po tym rozdziale, kolejny raz, niesamowitą ciekawość. Dla Ciebie dobrze, bo ludzie będą tu zaglądać i czekać z niecierpliwością. Ale dla nas, czytelników, trochę gorzej. :D Pisz, pisz, pisz!!!
    Dostrzegam też bardzo pozytywne zmiany w sposobie Twojego pisania, jest ogromna różnica pomiędzy tymi najnowszymi rozdziałami, a tymi pierwszymi, które i tak były bardzo dobre, ale... nie aż tak idealne! :) Rozwijasz się bardzo.
    Na przykład, ten opis Lou, który stał pod dębem, świetny pomysł, super napisane.
    Gratuluję głowy, koncepcji! Zazdroszczę takiego bloga!
    I jeszcze raz napiszę, że nowy wystrój bloga jest zajebisty. Czarno-biały - tak jak ich miłość i życie ogólnie...
    No i to chyba na tyle.
    Jeszcze raz bardzo Cię przepraszam...
    Musisz jednak wiedzieć, że ten blog jest dla mnie baaaaaardzo ważny!
    Do następnego rozdziału! :)
    K. :*

    OdpowiedzUsuń