Przechadzałem się polną dróżką podziwiając uroki widocznej
już coraz dobitnej, pięknej wiosny. Kwiaty wokół mnie kwitły, a w powietrzu
dawało się wyczuć przepiękny zapach młodej trawy. Szedłem tak rozmyślając o
naszym przyszłym występie. Czy podołamy? Zacząłem zastanawiać się czy aby na
pewno jesteśmy gotowi. Reakcja Pani Gray powinna być dla nas pewny dowodem,
jednak nie mogę mieć pewności co stanie się na scenie jak przyjdzie nam
zmierzyć się z całą szkołą. Muszę być dobrej myśli! Zawsze tego chciałem i jest
to dla mnie szansa. Poza tym nic nie stracę, a na pewno pójdzie nam znakomicie.
Zaszedłem tak daleko, że nagle znalazłem się w parku, który znajdował się
naprzeciwko domu Nialla. Była piękna pogoda, więc i ludzi było tam bardzo dużo.
Moją uwagę jednak przykuła pewna trzymając się za ręce para. Nie widziałem ich
twarzy, ale jedna z nich wydawała mi się znajoma. Podszedłem bliżej i usiadłem
na ławce naprzeciwko nich, obok wielkiego dębu. Spojrzałem w ich stronę i
oniemiałem z wrażenia. Moim oczom ukazał się widok siedzących i przytulających
się dwóch chłopców, a jednym z nich był – Louis. Patrzył z pożądaniem w oczy
drugiemu, którego widziałem pierwszy raz na oczy. Nagle zaczęli zmniejszać
dzielący ich dystans, a ich usta zetknęły się namiętnie całując. To nie mogła
dziać się naprawdę! To musiała być jakaś pomyłka! Poczułem się okropnie, a
przed moimi oczami ujrzałem wszystkie piękne chwile spędzone z Louim. Po chwili
przestali się całować, a Lou spojrzał w moją stronę i dumnie się uśmiechnął.
Poczułem dreszcz na cały ciele, a łzy same cisnęły się do oczu. Sparaliżowany
padłem na kolana i głośno zacząłem krzyczeć.
- Nie!!! – Obudziłem się krzycząc przez sen. Usiadłem ciężko dysząc. Złapałem się za głowę i dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, że był to tylko sen. Gdy już doszedłem do siebie zorientowałem się, że ktoś namiętnie dobija się do domu nie przestając dzwonić dzwonkiem. Zbiegłem najszybciej jak tylko mogłem i z impetem otworzyłem drzwi. Nagle ujrzałem rozweseloną minę mojego chłopaka.
- Oh! Nie uwierzysz jak się cieszę, że Cię wiedzę. – wypowiedziałem stłumionym głosem rzucając mu się na szyję i mocno wtulając w koszulę.
- No, no, ile bym dał za to, abyś codziennie mnie tak witał. – odpowiedział nieco zdziwiony jednocześnie niepewnie poklepując mnie po plecach. W końcu odkleiłem się od niego.
- Ty płaczesz? Kochanie, co się stało? – dodał ocierając złe z mojego policzka. Byłem tak szczęśliwy, że go widzę i, że mój sen to tylko złudzenie… po prostu nie wytrzymałem.
- Nic się nie stało. Nie przejmuj się tym. – skłamałem uśmiechając się przez zły. – Co tutaj robisz?
- Ah, no bo nie mogłem spać, cały czas myślę o tym naszym występie i postanowiłem, że dzisiaj to ja przyjdę po Ciebie i pójdziemy razem do szkoły. – odrzekł dumny z siebie.
- To dobrze. Chcesz coś zjeść? – zapytałem, a w odpowiedzi uzyskałem szelmowski uśmiech, który już bardzo dobrze znałem. Udaliśmy się, więc do kuchni, a ja przyrządziłem coś smakowitego. Gdy skończyliśmy jeść wyszliśmy do szkoły. Na boisku jak zawsze czekali na nas nasi przyjaciele, którzy o czymś podekscytowanie rozmawiali.
- Siemka wszystkim! Co jest? – zapytałem próbując wyciągnąć więcej informacji.
- Podobno w naszym konkursie ma wystąpi Rose ze swoją grupą. – odrzekł podejrzliwie Liam.
- Co? Od kiedy ona śpiewa. – jakoś sobie nie wyobrażałem jej śpiewającej, a w każdym razie nic nie wskazywało na to, że potrafi.
- Moim zdaniem to wszystko po to, aby nam zrobić na złość. – przyznał Zayn i niewątpliwie musiałem się z tym zgodzić. Od tak nagle zaczyna śpiewać i staje do konkurencji razem z nami.
- Spokojnie, damy radę. – odpowiedział pocieszająco Louis. – Dobra muszę już lecieć, bo zaraz mam WF. – Dodał jeszcze i udał się w kierunku sali gimnastycznej rzucając mi czułe spojrzenie. Podobnie jak reszta również poszedłem w stronę klasy, w której czekała mnie sztuka z moją ulubioną Panią Gray co niewątpliwie poprawiało mi humor. Podczas lekcji cały czas spoglądała w moją stronę ukrycie się uśmiechając i zaczęła mnie faworyzować. Nie ukrywam, że podobało mi się to, lecz w pewnych momentach irytowało widząc podejrzliwy wzrok moich kolegów z klasy na sobie. W połowie lekcji przeszliśmy do auli gdzie przyszło nam zdawać szlifowany od dobrego miesiąca hymn Wielkiej Brytanii. Oceny wyglądały dość podobnie – każdy po kolei dostawał piątkę, aż padło na mnie. Śpiewałem jako jeden z ostatnich, ale za to jak to powiedziała Pani Gray – wyśpiewałem bezbłędnie wszystkie dźwięki idealnie w nie trafiając oraz ukazałem prawdziwy, patriotyczny przekaz God Save the Queen. W rezultacie dostałem ocenę celującą co sprawiło, że nasza klasowa artystka – Carrie Jons – dosłownie pożerała mnie wzrokiem z zazdrości.
- Nie!!! – Obudziłem się krzycząc przez sen. Usiadłem ciężko dysząc. Złapałem się za głowę i dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, że był to tylko sen. Gdy już doszedłem do siebie zorientowałem się, że ktoś namiętnie dobija się do domu nie przestając dzwonić dzwonkiem. Zbiegłem najszybciej jak tylko mogłem i z impetem otworzyłem drzwi. Nagle ujrzałem rozweseloną minę mojego chłopaka.
- Oh! Nie uwierzysz jak się cieszę, że Cię wiedzę. – wypowiedziałem stłumionym głosem rzucając mu się na szyję i mocno wtulając w koszulę.
- No, no, ile bym dał za to, abyś codziennie mnie tak witał. – odpowiedział nieco zdziwiony jednocześnie niepewnie poklepując mnie po plecach. W końcu odkleiłem się od niego.
- Ty płaczesz? Kochanie, co się stało? – dodał ocierając złe z mojego policzka. Byłem tak szczęśliwy, że go widzę i, że mój sen to tylko złudzenie… po prostu nie wytrzymałem.
- Nic się nie stało. Nie przejmuj się tym. – skłamałem uśmiechając się przez zły. – Co tutaj robisz?
- Ah, no bo nie mogłem spać, cały czas myślę o tym naszym występie i postanowiłem, że dzisiaj to ja przyjdę po Ciebie i pójdziemy razem do szkoły. – odrzekł dumny z siebie.
- To dobrze. Chcesz coś zjeść? – zapytałem, a w odpowiedzi uzyskałem szelmowski uśmiech, który już bardzo dobrze znałem. Udaliśmy się, więc do kuchni, a ja przyrządziłem coś smakowitego. Gdy skończyliśmy jeść wyszliśmy do szkoły. Na boisku jak zawsze czekali na nas nasi przyjaciele, którzy o czymś podekscytowanie rozmawiali.
- Siemka wszystkim! Co jest? – zapytałem próbując wyciągnąć więcej informacji.
- Podobno w naszym konkursie ma wystąpi Rose ze swoją grupą. – odrzekł podejrzliwie Liam.
- Co? Od kiedy ona śpiewa. – jakoś sobie nie wyobrażałem jej śpiewającej, a w każdym razie nic nie wskazywało na to, że potrafi.
- Moim zdaniem to wszystko po to, aby nam zrobić na złość. – przyznał Zayn i niewątpliwie musiałem się z tym zgodzić. Od tak nagle zaczyna śpiewać i staje do konkurencji razem z nami.
- Spokojnie, damy radę. – odpowiedział pocieszająco Louis. – Dobra muszę już lecieć, bo zaraz mam WF. – Dodał jeszcze i udał się w kierunku sali gimnastycznej rzucając mi czułe spojrzenie. Podobnie jak reszta również poszedłem w stronę klasy, w której czekała mnie sztuka z moją ulubioną Panią Gray co niewątpliwie poprawiało mi humor. Podczas lekcji cały czas spoglądała w moją stronę ukrycie się uśmiechając i zaczęła mnie faworyzować. Nie ukrywam, że podobało mi się to, lecz w pewnych momentach irytowało widząc podejrzliwy wzrok moich kolegów z klasy na sobie. W połowie lekcji przeszliśmy do auli gdzie przyszło nam zdawać szlifowany od dobrego miesiąca hymn Wielkiej Brytanii. Oceny wyglądały dość podobnie – każdy po kolei dostawał piątkę, aż padło na mnie. Śpiewałem jako jeden z ostatnich, ale za to jak to powiedziała Pani Gray – wyśpiewałem bezbłędnie wszystkie dźwięki idealnie w nie trafiając oraz ukazałem prawdziwy, patriotyczny przekaz God Save the Queen. W rezultacie dostałem ocenę celującą co sprawiło, że nasza klasowa artystka – Carrie Jons – dosłownie pożerała mnie wzrokiem z zazdrości.
Gdy wybrzmiał dzwonek informujący o końcu lekcji wybiegłem z
klasy na boisko, aby spotkać się ponownie z moim chłopakiem i opowiedzieć mu o
tym co ciekawego mnie spotkało. Postanowiłem jedna, że skoczę jeszcze do
ubikacji, aby załatwić swoje potrzeby. Po wyjściu z kabiny stanąłem przy
umywalce i zacząłem myć ręce. Nagle ujrzałem coś czego nigdy w życiu bym się
nie spodziewał. Zza ściany wyszła Rose ze swoim nowym, napakowanym kolegą. Znałem
go z widzenia, ale nigdy nie przypuszczałem, że może zacząć zadawać się z moją
byłą. Stałem jak wryty tępo się w nich wpatrując. Kompletnie odebrało mi mowę.
Dziewczyna trzymając swojego kolegę za rękę patrzyła na mnie przebiegle.
- No proszę, kto to tu do nas wpadł? – zapytała ironicznie uśmiechają się przy tym złowieszczo.
- Roo...Roes? – wyjąkałem. – Co Ty tu robisz?
- Jak to co? – zaśmiała się chłodno. – Przyszłam Cię odwiedzić.
- O ile dobrze pamiętam to jest męska ubikacja. – słusznie zauważyłem, lecz po chwili zorientowałem się, że niepotrzebnie ją prowokuję. Aidan – z tego co pamiętam tak właśnie miał na imię – patrzył na mnie takim wzrokiem jakby za chwilę miał mnie zabić jednocześnie zauważyłem w jego oczach pogardę.
- Może i jest, ale czego się nie robi, żeby po raz kolejny zobaczyć swojego byłego chłopaka. – zaczęła mówić spokojnym, opanowanym tonem cały czas wpatrując się we mnie.
- Po rozstaniu z Tobą musiałam dojść do siebie. Zmusiłeś mnie do wyjazdu, ale teraz powróciłam. – uśmiechnęła się. – Wróciłam z nowymi siłami i nowym chłopakiem. – odwróciła się w jego stronę, stanęła na placach i pocałowała go w policzek.
- W każdym razie, razem z moimi nowymi przyjaciółkami postanowiłyśmy wziąć udział w konkursie zespołów. – W tym momencie puściła potężnego kolegę i zaczęła krążyć wokół mnie.
- Wczoraj orientacyjnie spojrzałam na listę uczestników i zauważyłam, że jakimś cudem doszła jeszcze jedna grupa – Twoja! – stanęła teraz za mną, a ja automatycznie odwróciłem się w jej stronę wciąż mając za sobą jej chłopaka.
- Nie wiem czy to uczciwe wykorzystywać znajomości do tego, żeby wziąć udział w konkursie… - ściszyła głos nadając mu zasmucony ton. – Według mnie to oszustwo…
- Wcale nie! – odrzekłem oburzony w końcu przełamując milczenie. – Zapisaliśmy się tak jak wszyscy tylko mieliśmy małe problemy z terminem.
- Dobrze, nie obchodzą mnie Twoje wymówki. – odpowiedziała teraz już zdenerwowana. – Mam propozycję: albo wycofacie się z konkursu i zapominamy o całej sprawie, albo jutro podczas lunchu wszyscy dowiedzą się o Tobie i Lousie. – w tym momencie moje zdziwienie sięgnęło szczytu. To było niemożliwe! Co za świństwo!
- Chyba sobie żartujesz! Jesteś okropna! Jak możesz w ogóle tak robić!? – zacząłem krzyczeć i wymachiwać ręką wskazując na Rose.
- Tak… zobacz jak ja się czułam kiedy mnie zostawiłeś! Myślisz, że było mi łatwo!? Nie! Dlatego nie pozostawiasz mi żadnego wyboru. – odparła równie poruszona co ja.
- Przyznaj, boisz się, że możemy wygrać! – było mi już wszystko jedno, chciałem żeby w końcu podała prawdziwy powód dla którego mnie szantażuje.
- Wcale nie. – odrzekła uspokajając głos. – ale jak chcesz… Aidan, kochanie zajmij się nim. – dodała spoglądając w stronę chłopaka i wyszła z ubikacji. Poczułem na plecach zimny oddech chłopaka stojącego za mną.
- Teraz musisz odkupić swoje wszystkie winy. – usłyszałem zza swoich pleców i popełniając błąd odwróciłem się. Ujrzałem tylko pięść przed swoją twarzą, a następie padłem na ziemię mocno uderzając głową o podłogę.
- No proszę, kto to tu do nas wpadł? – zapytała ironicznie uśmiechają się przy tym złowieszczo.
- Roo...Roes? – wyjąkałem. – Co Ty tu robisz?
- Jak to co? – zaśmiała się chłodno. – Przyszłam Cię odwiedzić.
- O ile dobrze pamiętam to jest męska ubikacja. – słusznie zauważyłem, lecz po chwili zorientowałem się, że niepotrzebnie ją prowokuję. Aidan – z tego co pamiętam tak właśnie miał na imię – patrzył na mnie takim wzrokiem jakby za chwilę miał mnie zabić jednocześnie zauważyłem w jego oczach pogardę.
- Może i jest, ale czego się nie robi, żeby po raz kolejny zobaczyć swojego byłego chłopaka. – zaczęła mówić spokojnym, opanowanym tonem cały czas wpatrując się we mnie.
- Po rozstaniu z Tobą musiałam dojść do siebie. Zmusiłeś mnie do wyjazdu, ale teraz powróciłam. – uśmiechnęła się. – Wróciłam z nowymi siłami i nowym chłopakiem. – odwróciła się w jego stronę, stanęła na placach i pocałowała go w policzek.
- W każdym razie, razem z moimi nowymi przyjaciółkami postanowiłyśmy wziąć udział w konkursie zespołów. – W tym momencie puściła potężnego kolegę i zaczęła krążyć wokół mnie.
- Wczoraj orientacyjnie spojrzałam na listę uczestników i zauważyłam, że jakimś cudem doszła jeszcze jedna grupa – Twoja! – stanęła teraz za mną, a ja automatycznie odwróciłem się w jej stronę wciąż mając za sobą jej chłopaka.
- Nie wiem czy to uczciwe wykorzystywać znajomości do tego, żeby wziąć udział w konkursie… - ściszyła głos nadając mu zasmucony ton. – Według mnie to oszustwo…
- Wcale nie! – odrzekłem oburzony w końcu przełamując milczenie. – Zapisaliśmy się tak jak wszyscy tylko mieliśmy małe problemy z terminem.
- Dobrze, nie obchodzą mnie Twoje wymówki. – odpowiedziała teraz już zdenerwowana. – Mam propozycję: albo wycofacie się z konkursu i zapominamy o całej sprawie, albo jutro podczas lunchu wszyscy dowiedzą się o Tobie i Lousie. – w tym momencie moje zdziwienie sięgnęło szczytu. To było niemożliwe! Co za świństwo!
- Chyba sobie żartujesz! Jesteś okropna! Jak możesz w ogóle tak robić!? – zacząłem krzyczeć i wymachiwać ręką wskazując na Rose.
- Tak… zobacz jak ja się czułam kiedy mnie zostawiłeś! Myślisz, że było mi łatwo!? Nie! Dlatego nie pozostawiasz mi żadnego wyboru. – odparła równie poruszona co ja.
- Przyznaj, boisz się, że możemy wygrać! – było mi już wszystko jedno, chciałem żeby w końcu podała prawdziwy powód dla którego mnie szantażuje.
- Wcale nie. – odrzekła uspokajając głos. – ale jak chcesz… Aidan, kochanie zajmij się nim. – dodała spoglądając w stronę chłopaka i wyszła z ubikacji. Poczułem na plecach zimny oddech chłopaka stojącego za mną.
- Teraz musisz odkupić swoje wszystkie winy. – usłyszałem zza swoich pleców i popełniając błąd odwróciłem się. Ujrzałem tylko pięść przed swoją twarzą, a następie padłem na ziemię mocno uderzając głową o podłogę.
(Louis)
Stałem na boisku i czekałem na Harrego, który już od dziesięciu minut nie przychodził. Co się z nim mogło stać? Przecież to dopiero pierwsza lekcja, więc nie mógł pójść do domu, a jeszcze dobrze pamiętałem, że mieliśmy spotkać się w tym miejscu. Nieco przejęty zacząłem nerwowo krążyć wokół szkoły. W pewnej chwili miałem już tego dość i poszedłem do budynku szkoły. Miałem nadzieję, że tam go znajdę. Błądziłem po korytarzach rozglądając się na wszystkie strony. W końcu poszedłem do klasy Pani Gray, gdzie Hazzy miał poprzednią lekcję. Na szczęście nauczycielka była jeszcze w środku odkładając instrumenty na swoje miejsce.
- Dzień dobry! – zawołałem powodując, że kobieta oderwała się od wykonywanej właśnie czynności.
- Oh, Loui! Dzień dobry – przywitała mnie promiennym uśmiechem.
- Czy nie widziała Pani może Harrego? Nigdzie nie mogę go znaleźć. – zapytałem zasmucony.
- Miałam właśnie z nim lekcje. Wyszedł z klasy jakieś piętnaście minut temu. Od tego czasu już go nie wiedziałam. – opowiedziała nijak mi nie pomagając. – A dlaczego pytasz? Stało się coś?
- Nie, nic się nie stało… po prostu nigdzie nie mogę go znaleźć. – dodałem zrezygnowany.
- Nie martw się. – spojrzała mi w oczy jakby przeczuwała, że jest dla mnie kimś więcej niż tylko kolegą. – Na pewno się znajdzie.
- Dziękuję, ale muszę już iść. Do zobaczenia. – odrzekłem i udałem się w stronę wyjścia. Przechadzałem się smutny po korytarzu nadal nie mogąc znaleźć mojego Hazziego. Przez głowię przelatywało mi tysiące myśli o najgorszym charakterze. Jeszcze chwila i dosłownie bym zwariował. Gdy przechodziłem koło męskiej ubikacji zauważyłem coś dziwnego. Ze szczeliny między drzwiami, a podłogą wypływała mała stróżka krwi. Natychmiast otworzyłem drzwi od łazienki, a widok który ukazał się moim oczom kompletnie mnie sparaliżował. Na ziemi w kałuży czerwonej cieczy leżał mój biedny chłopak. Padłem na kolana obok niego i dotknąłem jego ręki. Jego ciało było nadal ciepłe. Czułem jak moje oczy robią się szklane, a pierwsze łzy spływają po moich policzkach. Kto mógł mu to zrobić? Co za bestia!? Przyłożyłem swoje dwa palce do jego tętnicy szyjnej, aby sprawdzić czy nadal ma puls. Na szczęście wyczułem go, ale przerażała mnie ogromna plama krwi, co mogło świadczyć o tym, że strasznie szybko się wykrwawia. W końcu wziąłem się w garść i wybiegłem z pomieszczenia głośno nawołując pomocy. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Nagle zleciało się paru nauczycieli oraz mnóstwo uczniów. Jeden z wychowawców natychmiast zadzwonił na pogotowie, a inny zaczął opatrywać ciało poszkodowanego chłopca. Po kilku minutach przyjechało pogotowie i zabrało Harrego do szpitala. Roztrzęsiony usiadłem w kącie, zakryłem twarz rękoma i zacząłem płakać czując jak mój świat się zawala.
Stałem na boisku i czekałem na Harrego, który już od dziesięciu minut nie przychodził. Co się z nim mogło stać? Przecież to dopiero pierwsza lekcja, więc nie mógł pójść do domu, a jeszcze dobrze pamiętałem, że mieliśmy spotkać się w tym miejscu. Nieco przejęty zacząłem nerwowo krążyć wokół szkoły. W pewnej chwili miałem już tego dość i poszedłem do budynku szkoły. Miałem nadzieję, że tam go znajdę. Błądziłem po korytarzach rozglądając się na wszystkie strony. W końcu poszedłem do klasy Pani Gray, gdzie Hazzy miał poprzednią lekcję. Na szczęście nauczycielka była jeszcze w środku odkładając instrumenty na swoje miejsce.
- Dzień dobry! – zawołałem powodując, że kobieta oderwała się od wykonywanej właśnie czynności.
- Oh, Loui! Dzień dobry – przywitała mnie promiennym uśmiechem.
- Czy nie widziała Pani może Harrego? Nigdzie nie mogę go znaleźć. – zapytałem zasmucony.
- Miałam właśnie z nim lekcje. Wyszedł z klasy jakieś piętnaście minut temu. Od tego czasu już go nie wiedziałam. – opowiedziała nijak mi nie pomagając. – A dlaczego pytasz? Stało się coś?
- Nie, nic się nie stało… po prostu nigdzie nie mogę go znaleźć. – dodałem zrezygnowany.
- Nie martw się. – spojrzała mi w oczy jakby przeczuwała, że jest dla mnie kimś więcej niż tylko kolegą. – Na pewno się znajdzie.
- Dziękuję, ale muszę już iść. Do zobaczenia. – odrzekłem i udałem się w stronę wyjścia. Przechadzałem się smutny po korytarzu nadal nie mogąc znaleźć mojego Hazziego. Przez głowię przelatywało mi tysiące myśli o najgorszym charakterze. Jeszcze chwila i dosłownie bym zwariował. Gdy przechodziłem koło męskiej ubikacji zauważyłem coś dziwnego. Ze szczeliny między drzwiami, a podłogą wypływała mała stróżka krwi. Natychmiast otworzyłem drzwi od łazienki, a widok który ukazał się moim oczom kompletnie mnie sparaliżował. Na ziemi w kałuży czerwonej cieczy leżał mój biedny chłopak. Padłem na kolana obok niego i dotknąłem jego ręki. Jego ciało było nadal ciepłe. Czułem jak moje oczy robią się szklane, a pierwsze łzy spływają po moich policzkach. Kto mógł mu to zrobić? Co za bestia!? Przyłożyłem swoje dwa palce do jego tętnicy szyjnej, aby sprawdzić czy nadal ma puls. Na szczęście wyczułem go, ale przerażała mnie ogromna plama krwi, co mogło świadczyć o tym, że strasznie szybko się wykrwawia. W końcu wziąłem się w garść i wybiegłem z pomieszczenia głośno nawołując pomocy. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Nagle zleciało się paru nauczycieli oraz mnóstwo uczniów. Jeden z wychowawców natychmiast zadzwonił na pogotowie, a inny zaczął opatrywać ciało poszkodowanego chłopca. Po kilku minutach przyjechało pogotowie i zabrało Harrego do szpitala. Roztrzęsiony usiadłem w kącie, zakryłem twarz rękoma i zacząłem płakać czując jak mój świat się zawala.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Po dość długiej przerwie w końcu długo wyczekiwany przez was rozdział. Mam nadzieję, że ktoś tutaj jeszcze zagląda, jeżeli tak to proszę bardzo. Tak jak chcieliście w tym oto rozdziale mamy sporo zwrotów akcji. Szczerz mogę przyznać, że było to najbardziej przerażający rozdział jak dotychczas - w takim sensie, że prawie w każdej scenie jeden z bohaterów doświadcza czegoś drastycznego. Mam nadzieję, że udało mi się was chociaż w małym stopniu poruszyć i że nie zawiodłem. Dowiedzieliście się więc, że powróciła Rose i niestety skomplikowała sprawy. Jej nowy "chłopak" spowodował ciężkie uszczerbki na zdrowiu Hazzy. Czy przeżyje? Czy dojdzie do siebie? Czy da radę wystąpić na piątkowym starciu zespołów? A co będzie z Louim? Tego nikt nie wiem. Przekonacie się w przyszłym rozdziale, który jak tylko czas pozwoli postaram się napisać na kolejny weekend. Zbliżają się święta, majówka to i czasu będzie trochę więcej, więc wtedy powróci regularność :D Chciałbym jeszcze poinformować osoby śledzące mojego aska, że moja praca przez którą nie mogłem napisać wcześniej rozdziału została już oddana i czeka na sprawdzenie, a do końca tygodnia ją oddaję ^^ W każdym razie chciałbym podziękować wszystkim osobą, które podzieliły się swoją opinią o poprzednim rozdziale pod nim w postaci komentarza i zachęcam do komentowania tego, bo wciąż mi mało :D
Pozdrawiam
Bay ;*
aaaaaaaaaaaaa ! świetny rozdział ! : ) jak czytałam końcówkę to aż dreszcze mnie przeszły :) mam nadzieję że z Harrym będzie wszystko dobrze :) pozdrawiam xx
OdpowiedzUsuńJezuuuu! Na to czekałam. Wspaniały rozdział. Jest taki nieprzewidywalny, bo nie jestem w stanie zgadnąć co za chwilę się stanie. Ciarki na plecach mnie przechodzą a czytam to już któryś raz z rzędu. To jest właśnie ten dreszczyk emocji, którego mi brakowało. Jestem szczęśliwa że czytam tego bloga. Ten blog jest niesamowity i Ty również. Piszesz tak wspaniale, że brak mi słów. Nie wiem co mam już pisać bo normalnie się jaram tak że szok! Dziękuję Ci maxxx że piszesz, bo to jest coś dzięki czemu zapominam o rzeczywistości. Nawet nie wiesz jak mi ten rozdział zawrócił w głowie! Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na następny. Mam nadzieję że będzie jeszcze lepszy choć ten już jest wspaniały.
OdpowiedzUsuńObawialam sie Rose, no i jak widac slusznie, ehh :c Rozdzial naprawde mocny. Mam nnadzieje ze Harry szybko wroci do zdrowia.
OdpowiedzUsuńNo wiedziałam, że ta Rose namiesza! Ale żeby aż tak... Co za dzida!
OdpowiedzUsuńHarry, biedactwo! Wyobraziłam go sobie jak tak leży pobity. :C
I świetnie cała ta scena opisana, wszystkie szczegóły na swoim miejscu. :)
Były dzisiaj emocje, chwilka strachu, niepewności i fajne to było. ^^
Kolejny raz udowodniłeś, że pisanie bloga to Twoje przeznaczenie! <3
Ciekawe co się dalej wydarzy... Oj, mam różne możliwości w głowie.
Szybkooo, nowy rozdział!!! <3 CZEKAM! :*
To jest Świetne !!! Mi się bardzo podobało...Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuń