Impreza skończyła się jakoś po godzinie 23. Wszyscy musieli
już wracać do domu, bo na następny dzień trzeba było iść do szkoły. Na szczęście
mi mama odpuściła i mogę zostać sobie w domu. Louis też się raczej nie wybierał
więc postanowiłem, że na drugi dzień wpadnę i mu pomogę posprzątać. Będzie to
kolejna okazja, aby być z nim sam na sam i trochę porozmawiać. Co do tej
niesamowitej rzeczy, która miała wczoraj miejsce to później o tym już nie
rozmawialiśmy. Sytuacja ta utwierdziła mnie w przekonaniu, że łączy nas coś
więcej niż tylko przyjaźń. Było to bardzo silne uczucie, którego w żaden sposób
nie byłem w stanie opisać. To jak czułem się w jego towarzystwie to... czułem
się nieziemsko. Zawsze gdy mnie dotykał, gdy jego delikatne ręce muskały moje
ciało, przechodził mnie silny dreszcz i równocześnie podniecenie. Był jedyną
osobą z którą mógłbym spędzić resztę życia i nic innego nie byłoby mi już
więcej potrzebne.
Rano obudziło mnie silnie świecące światło słoneczne, które
przebijało gęste chmury. Promienie padały wprost na moją twarz co strasznie
mnie denerwowało. Z niechęcią otworzyłem powieki, podniosłem się siadając na
łóżku i spojrzałem na zegarek. Była już dwunasta. Przewróciłem oczami i
rzuciłem się na łóżko z myślą, że jeszcze chwilę odpocznę. Nie wiadomo kiedy
znowu zasnąłem. Drugi raz obudziła mnie mama wpadająca do pokoju.
- Jezu! Synek, ty jeszcze nie wstałeś!? – krzyknęła wielce zdziwiona. Jęknąłem głośno i przewróciłem się na drugi bok.
- Ja już zdążyłam z pracy wrócić! Wstawaj! – w jej głosie usłyszeć można było zdenerwowanie z dodatkiem wyrzutu.
- Ale mamo… - wystękałem.
- Żadne ale! Nie trzeba było tyle wczoraj imprezować i pić. – dodała tym razem delikatnie się uśmiechając. Miała rację. Wczorajszy alkohol dawał mi się we znaki. Czułem okropną suchość w buzi i byłem strasznie spragniony. Poza tym bolała mnie głowa i na nic nie miałem ochoty. Podniosłem się siadając na łóżku i przetarłem oczy. Przeciągnąłem się i westchnąłem. Założyłem na siebie szlafrok, kapcie i delikatnie się podniosłem. Udałem się do łazienki i spojrzałem w lustro.
- Coś Ty ze sobą zrobił Harry. – powiedziałem sam do siebie. Ujrzałem dosłowny wrak człowieka. Moje włosy były całe potargane, miałem spuchnięte oczy, a pod nimi wory. Posiadałem niewiele czasu, aby z potwora zrobić z siebie amanta. Bez zbędnego przeciągania wziąłem się do pracy. Po jakichś 30 minutach wyglądałem zupełnie inaczej. Włosy znów się pięknie kręciły, cera była gładka i czysta, a oczy wyglądały… dość przyzwoicie. Uśmiechnąłem się i zszedłem na śniadanie.
Gdy wszedłem do kuchni stanąłem jak wryty. Nie wierzyłem własnym oczom. Na mahoniowym stole, który przykryty był haftowanym, koronkowym obrusem leżały trzy wypełnione po brzegi talerze oraz jeden pusty. Na pierwszym znajdowały się cztery przecięte już bułki, na drugim różnego rodzaju warzywa (o dziwo wszystkie, które lubiłem), a na ostatnim dżem i trochę masła.
- Mamo? Czy coś się stało? – zapytałem nie dowierzając temu co widzę z niepewnością w głosie. Dziwiło mnie to tak bardzo, ponieważ od czasu kiedy skończyłem 6 lat i nauczyłem się sam robić sobie posiłki nie zdarzyło się jeszcze, żeby mama przygotowała mi coś poza obiadem, które i tak robiła bardzo rzadko.
- Synku… Nie zadawaj pytań tylko siadaj i korzystaj – oderwała się od wykonywanej wcześniej czynności, zerknęła w moją stronę i zaśmiała się cicho. – Może się to już szybko nie powtórzyć.
- Ale co jest powodem tej… zmiany? – spojrzałem na nią podnosząc jedną brew.
- Musiałam Ci jakoś wynagrodzić wczorajszy brak czasu. – uśmiechnęła się serdecznie.
- Ooo jesteś kochana. – wstałem od stołu i mocno ją przytuliłem.
- No, no. Lepiej jedz bo Ci zaraz wystygnie. – odrzekła nadopiekuńczo. Wróciłem na miejsce i zacząłem przygotowywać sobie coś pysznego. Na końcu zjadłem moje dzieło i muszę przyznać, że było wyśmienite. Nagle przypomniałem sobie o złożonej wczoraj obietnicy.
- Mamo, obiecałem Louisowi, że wpadnę dzisiaj pomóc mu sprzątać po wczorajszej imprezie. – oznajmiłem. – Tak więc jak zjem to się do niego wybieram.
- Halo! Harry… - przerwała nagle. – Przypominam Ci, że masz jutro bardzo ważny sprawdzian z biologii, który będzie stanowił aż 40% Twojej oceny końcowej. – po raz kolejny spojrzałem na nią takim wzrokiem, jakby mówiła przynajmniej po chińsku. Skąd ona wie taki rzeczy? Przecież nie rozmawiamy za wiele o szkole…
- Poza tym – kontynuowała. - twój kolega na pewno do tej godziny uporał się z tym całym bałaganem i...
- Skąd o tym wiesz? – zapytałem przerywając jej.
- Dzwonił do mnie ostatnio Twój wychowawca. – moje zdziwienie było już tak duże, że większe być nie mogło. Nic mi o tym nie mówiła!
- Mówił, że ostatnio opuściłeś się w nauce i zachowujesz się jakbyś był nieobecny. – dodała.
- Ale mamo! – odrzekłem poruszony. – Proszę Cię!
- Wybacz synku… - spojrzała na mnie ze smutkiem na twarzy. – Już pozwoliłam Ci nie iść dzisiaj do szkoły. Pamiętaj! Zawsze na pierwszy miejscu stawiaj naukę. Możesz zaprosić Louisa na noc w piątek. Wyjeżdżam w delegację i wracam następnego dnia wieczorem.
- Dziękuję Ci bardzo! – odpowiedziałem zupełnie zrezygnowany i poszedłem do swojego pokoju. Nie mogłem uwierzyć, że nie będę mógł się dzisiaj z nim spotkać. Co ja mu powiem? Że dostałem szlaban, bo opuściłem się w nauce? O nie! Z drugiej jednak strony bardzo spodobała mi się propozycja dotycząca noclegu chłopaka u nas. To mogłaby być świetna okazja do spędzenia razem „upojnej” nocy. Strasznie cieszyłem się na samą myśl o byciu z Louisem przez całą noc zupełnie sam. Usiadłem przy biurku i otworzyłem książkę. Zacząłem coś czytać, ale zupełnie nie mogłem się skupić. Po chwili wziąłem do ręki swój telefon i zobaczyłem, że jakąś godzinę temu otrzymałem wiadomość.
Harry? Żyjesz? Nie wiem czy pamiętasz, ale mówiłeś, że wpadniesz mi pomóc. Myślałem, że porozmawiamy czy coś… W każdym razie nie odzywasz się cały dzień. Wszystko w porządku?
Louis
Jak mogłem wcześniej nie przeczytać tego smsa. Lou na pewno się denerwuje. Teraz widziałem już, że nie mogę tak po prostu zostać w domu. Podszedłem do okna, które wychodziło na ogród. Otworzyłem je i spojrzałem w dół. Mój pokój nie znajdował się zbyt wysoko nad ziemią, mogłem więc bez problemu wyskoczyć. Problem pojawi się w momencie mojego powrotu. Postanowiłem, że będę o tym myślał gdy już wrócę. Przełożyłem jedną nogę prze parapet tak, że zwisała ona teraz nad zieloną trawą. To samo zrobiłem z drugą i wyskoczyłem przymykając okno mając nadzieję, że moja mama nie będzie nic ode mnie chciała przez następne kilka godzin.
- Jezu! Synek, ty jeszcze nie wstałeś!? – krzyknęła wielce zdziwiona. Jęknąłem głośno i przewróciłem się na drugi bok.
- Ja już zdążyłam z pracy wrócić! Wstawaj! – w jej głosie usłyszeć można było zdenerwowanie z dodatkiem wyrzutu.
- Ale mamo… - wystękałem.
- Żadne ale! Nie trzeba było tyle wczoraj imprezować i pić. – dodała tym razem delikatnie się uśmiechając. Miała rację. Wczorajszy alkohol dawał mi się we znaki. Czułem okropną suchość w buzi i byłem strasznie spragniony. Poza tym bolała mnie głowa i na nic nie miałem ochoty. Podniosłem się siadając na łóżku i przetarłem oczy. Przeciągnąłem się i westchnąłem. Założyłem na siebie szlafrok, kapcie i delikatnie się podniosłem. Udałem się do łazienki i spojrzałem w lustro.
- Coś Ty ze sobą zrobił Harry. – powiedziałem sam do siebie. Ujrzałem dosłowny wrak człowieka. Moje włosy były całe potargane, miałem spuchnięte oczy, a pod nimi wory. Posiadałem niewiele czasu, aby z potwora zrobić z siebie amanta. Bez zbędnego przeciągania wziąłem się do pracy. Po jakichś 30 minutach wyglądałem zupełnie inaczej. Włosy znów się pięknie kręciły, cera była gładka i czysta, a oczy wyglądały… dość przyzwoicie. Uśmiechnąłem się i zszedłem na śniadanie.
Gdy wszedłem do kuchni stanąłem jak wryty. Nie wierzyłem własnym oczom. Na mahoniowym stole, który przykryty był haftowanym, koronkowym obrusem leżały trzy wypełnione po brzegi talerze oraz jeden pusty. Na pierwszym znajdowały się cztery przecięte już bułki, na drugim różnego rodzaju warzywa (o dziwo wszystkie, które lubiłem), a na ostatnim dżem i trochę masła.
- Mamo? Czy coś się stało? – zapytałem nie dowierzając temu co widzę z niepewnością w głosie. Dziwiło mnie to tak bardzo, ponieważ od czasu kiedy skończyłem 6 lat i nauczyłem się sam robić sobie posiłki nie zdarzyło się jeszcze, żeby mama przygotowała mi coś poza obiadem, które i tak robiła bardzo rzadko.
- Synku… Nie zadawaj pytań tylko siadaj i korzystaj – oderwała się od wykonywanej wcześniej czynności, zerknęła w moją stronę i zaśmiała się cicho. – Może się to już szybko nie powtórzyć.
- Ale co jest powodem tej… zmiany? – spojrzałem na nią podnosząc jedną brew.
- Musiałam Ci jakoś wynagrodzić wczorajszy brak czasu. – uśmiechnęła się serdecznie.
- Ooo jesteś kochana. – wstałem od stołu i mocno ją przytuliłem.
- No, no. Lepiej jedz bo Ci zaraz wystygnie. – odrzekła nadopiekuńczo. Wróciłem na miejsce i zacząłem przygotowywać sobie coś pysznego. Na końcu zjadłem moje dzieło i muszę przyznać, że było wyśmienite. Nagle przypomniałem sobie o złożonej wczoraj obietnicy.
- Mamo, obiecałem Louisowi, że wpadnę dzisiaj pomóc mu sprzątać po wczorajszej imprezie. – oznajmiłem. – Tak więc jak zjem to się do niego wybieram.
- Halo! Harry… - przerwała nagle. – Przypominam Ci, że masz jutro bardzo ważny sprawdzian z biologii, który będzie stanowił aż 40% Twojej oceny końcowej. – po raz kolejny spojrzałem na nią takim wzrokiem, jakby mówiła przynajmniej po chińsku. Skąd ona wie taki rzeczy? Przecież nie rozmawiamy za wiele o szkole…
- Poza tym – kontynuowała. - twój kolega na pewno do tej godziny uporał się z tym całym bałaganem i...
- Skąd o tym wiesz? – zapytałem przerywając jej.
- Dzwonił do mnie ostatnio Twój wychowawca. – moje zdziwienie było już tak duże, że większe być nie mogło. Nic mi o tym nie mówiła!
- Mówił, że ostatnio opuściłeś się w nauce i zachowujesz się jakbyś był nieobecny. – dodała.
- Ale mamo! – odrzekłem poruszony. – Proszę Cię!
- Wybacz synku… - spojrzała na mnie ze smutkiem na twarzy. – Już pozwoliłam Ci nie iść dzisiaj do szkoły. Pamiętaj! Zawsze na pierwszy miejscu stawiaj naukę. Możesz zaprosić Louisa na noc w piątek. Wyjeżdżam w delegację i wracam następnego dnia wieczorem.
- Dziękuję Ci bardzo! – odpowiedziałem zupełnie zrezygnowany i poszedłem do swojego pokoju. Nie mogłem uwierzyć, że nie będę mógł się dzisiaj z nim spotkać. Co ja mu powiem? Że dostałem szlaban, bo opuściłem się w nauce? O nie! Z drugiej jednak strony bardzo spodobała mi się propozycja dotycząca noclegu chłopaka u nas. To mogłaby być świetna okazja do spędzenia razem „upojnej” nocy. Strasznie cieszyłem się na samą myśl o byciu z Louisem przez całą noc zupełnie sam. Usiadłem przy biurku i otworzyłem książkę. Zacząłem coś czytać, ale zupełnie nie mogłem się skupić. Po chwili wziąłem do ręki swój telefon i zobaczyłem, że jakąś godzinę temu otrzymałem wiadomość.
Harry? Żyjesz? Nie wiem czy pamiętasz, ale mówiłeś, że wpadniesz mi pomóc. Myślałem, że porozmawiamy czy coś… W każdym razie nie odzywasz się cały dzień. Wszystko w porządku?
Louis
Jak mogłem wcześniej nie przeczytać tego smsa. Lou na pewno się denerwuje. Teraz widziałem już, że nie mogę tak po prostu zostać w domu. Podszedłem do okna, które wychodziło na ogród. Otworzyłem je i spojrzałem w dół. Mój pokój nie znajdował się zbyt wysoko nad ziemią, mogłem więc bez problemu wyskoczyć. Problem pojawi się w momencie mojego powrotu. Postanowiłem, że będę o tym myślał gdy już wrócę. Przełożyłem jedną nogę prze parapet tak, że zwisała ona teraz nad zieloną trawą. To samo zrobiłem z drugą i wyskoczyłem przymykając okno mając nadzieję, że moja mama nie będzie nic ode mnie chciała przez następne kilka godzin.
- Harry? – zapytał zdziwiony Louis widząc mnie w drzwiach swojego mieszkania.
- Przybyłem, aby pomóc Ci w ogarnięciu mieszkania! – wypowiedziałem heroicznie.
- Taa… - odpowiedział zrezygnowany i może trochę zdenerwowany lub rozczarowany. – Sam sobie poradziłem.
- Loui… strasznie Cię przepraszam, ale coś stało się z moim telefonem i dopiero niedawno odczytałem Twoją wiadomość. – zrobiłem minę smutnego szczeniaczka.
- Och już dobrze. – odrzekł uśmiechając się. – Nawet nie wiesz jak się denerwowałem… - w tym momencie rzucił mi się na szyje. Poczułem się zupełnie jak wczoraj. To tego tak bardzo pragnąłem. Ponownego dotyku.
- Wejdź! –rzucił. – Chcesz coś do picia?
- Nie dzięki…
- Chodź do salonu. – powiedział zachęcająco. Ruszyłem za nim w kierunku pokoju. Salon wyglądał zupełnie inaczej niż wczoraj. Było w nim tak czysto i schludnie. Stół, który wcześnie stał na środku, przesunięty był pod ścianę. Chyba ostatnio nie zauważyłem również ogromnego telewizora z kinem domowym umiejscowionego po drugiej stronie pokoju. Usiadłem na dużej, skórzanej sofie. Po chwili dołączył do mnie również Lou. Usiadł niedaleko mnie i spojrzał na mnie.
- I jak po wczorajszej imprezie? – zapytał po jakimś czasie.
- Na początku nie było zbyt dobrze… kac i te sprawy, ale teraz jest już dobrze. – wyszczerzyłem zęby, a chłopak zaczął się śmiać.
- No to baaaardzo podobnie jak u mnie. – tym razem ja również zacząłem się śmiać.
- A więc co chcesz robić? Może obejrzymy jakiś film? – zaproponował.
- Jasne. – odpowiedziałem podekscytowany. – Możemy. - Chłopak podszedł do komody, na której stał telewizor i chwilę w niej czegoś szukał. W końcu znalazł trzy płyty. Na pierwszej była komedia, druga to horror, a trzecia była jakimś romansem. Zdecydowałem, że skoro to nasze pierwsze wspólne oglądanie filmu wybiorę komedię. Lou puścił film i usiadł koło mnie. Film nie był, ani porywający, ani śmieszny. Tak szczerze to był strasznie nudny. W pewnym momencie przysunąłem się do Louisa i położyłem mu głowę na ramieniu. On uśmiechnął się i objął mnie kładąc swą rękę na mojej głowie i delikatnie gładząc nią kręcone włosy. Po pewnej chwili zachciało mi się zmiany pozycji i położyłem głowę na jego nogach.
- Pamiętasz wczorajszą sytuację. – zapytałem nagle patrząc mu prosto w oczy.
- Tak… - odpowiedział nieco zmartwiony. – To było… to było…
- Niesamowite? – podpowiedziałem mu.
- Raczej bardzo interesujące. – spojrzałem na niego pytającym wzrokiem.
- Jeszcze nigdy nie czułem do kogoś czegoś tak silnego. To naprawdę wyjątkowe.
- I jesteś tym zmartwiony? – zapytałem nie bardzo wiedząc co ma na myśli mówiąc to takim tonem.
- To świetnie Hazzy… Tylko wydaje mi się, że…
- Że? – przerwałem mu.
- Że się w Tobie zakochałem. – jego oczy zrobiły się szklane. Podniosłem się prostując sylwetkę. Złapałem go za ręce i spojrzałem głęboko w oczy.
- Loui ja czuje do Ciebie dokładnie to samo. Znamy się naprawę niedługo, ale już czuję, że chcę spędzić z Tobą resztę życia. – poczułem ogromną ulgę mogąc w końcu mu o tym powiedzieć. Po dłuższym czasie patrzenia na siebie chłopak powoli zaczął przybliżać twarz do mojej. Po chwili delikatnie musnął moje usta swoimi wargami. Nie pozostając dłużny odwzajemniłem pocałunek robiąc to nieco bardziej namiętnie. Nasze ręce zaczęły błądzić po naszych rozpalonych ciałach. Położyłem swoją rękę na policzku Lou i oderwałem swoją twarz od jego.
- Kocham Cię wiesz? – szepnąłem.
- Ja Ciebie też Harry.
- Przybyłem, aby pomóc Ci w ogarnięciu mieszkania! – wypowiedziałem heroicznie.
- Taa… - odpowiedział zrezygnowany i może trochę zdenerwowany lub rozczarowany. – Sam sobie poradziłem.
- Loui… strasznie Cię przepraszam, ale coś stało się z moim telefonem i dopiero niedawno odczytałem Twoją wiadomość. – zrobiłem minę smutnego szczeniaczka.
- Och już dobrze. – odrzekł uśmiechając się. – Nawet nie wiesz jak się denerwowałem… - w tym momencie rzucił mi się na szyje. Poczułem się zupełnie jak wczoraj. To tego tak bardzo pragnąłem. Ponownego dotyku.
- Wejdź! –rzucił. – Chcesz coś do picia?
- Nie dzięki…
- Chodź do salonu. – powiedział zachęcająco. Ruszyłem za nim w kierunku pokoju. Salon wyglądał zupełnie inaczej niż wczoraj. Było w nim tak czysto i schludnie. Stół, który wcześnie stał na środku, przesunięty był pod ścianę. Chyba ostatnio nie zauważyłem również ogromnego telewizora z kinem domowym umiejscowionego po drugiej stronie pokoju. Usiadłem na dużej, skórzanej sofie. Po chwili dołączył do mnie również Lou. Usiadł niedaleko mnie i spojrzał na mnie.
- I jak po wczorajszej imprezie? – zapytał po jakimś czasie.
- Na początku nie było zbyt dobrze… kac i te sprawy, ale teraz jest już dobrze. – wyszczerzyłem zęby, a chłopak zaczął się śmiać.
- No to baaaardzo podobnie jak u mnie. – tym razem ja również zacząłem się śmiać.
- A więc co chcesz robić? Może obejrzymy jakiś film? – zaproponował.
- Jasne. – odpowiedziałem podekscytowany. – Możemy. - Chłopak podszedł do komody, na której stał telewizor i chwilę w niej czegoś szukał. W końcu znalazł trzy płyty. Na pierwszej była komedia, druga to horror, a trzecia była jakimś romansem. Zdecydowałem, że skoro to nasze pierwsze wspólne oglądanie filmu wybiorę komedię. Lou puścił film i usiadł koło mnie. Film nie był, ani porywający, ani śmieszny. Tak szczerze to był strasznie nudny. W pewnym momencie przysunąłem się do Louisa i położyłem mu głowę na ramieniu. On uśmiechnął się i objął mnie kładąc swą rękę na mojej głowie i delikatnie gładząc nią kręcone włosy. Po pewnej chwili zachciało mi się zmiany pozycji i położyłem głowę na jego nogach.
- Pamiętasz wczorajszą sytuację. – zapytałem nagle patrząc mu prosto w oczy.
- Tak… - odpowiedział nieco zmartwiony. – To było… to było…
- Niesamowite? – podpowiedziałem mu.
- Raczej bardzo interesujące. – spojrzałem na niego pytającym wzrokiem.
- Jeszcze nigdy nie czułem do kogoś czegoś tak silnego. To naprawdę wyjątkowe.
- I jesteś tym zmartwiony? – zapytałem nie bardzo wiedząc co ma na myśli mówiąc to takim tonem.
- To świetnie Hazzy… Tylko wydaje mi się, że…
- Że? – przerwałem mu.
- Że się w Tobie zakochałem. – jego oczy zrobiły się szklane. Podniosłem się prostując sylwetkę. Złapałem go za ręce i spojrzałem głęboko w oczy.
- Loui ja czuje do Ciebie dokładnie to samo. Znamy się naprawę niedługo, ale już czuję, że chcę spędzić z Tobą resztę życia. – poczułem ogromną ulgę mogąc w końcu mu o tym powiedzieć. Po dłuższym czasie patrzenia na siebie chłopak powoli zaczął przybliżać twarz do mojej. Po chwili delikatnie musnął moje usta swoimi wargami. Nie pozostając dłużny odwzajemniłem pocałunek robiąc to nieco bardziej namiętnie. Nasze ręce zaczęły błądzić po naszych rozpalonych ciałach. Położyłem swoją rękę na policzku Lou i oderwałem swoją twarz od jego.
- Kocham Cię wiesz? – szepnąłem.
- Ja Ciebie też Harry.
Resztę wieczora spędziliśmy na rozmowie o planach na najbliższy czas, o tym
kiedy możemy się znowu spotkać.
- A no właśnie! Mama mówiła, że możesz u mnie spać w najbliższy piątek. – powiedziałem uradowany oczekując na jego reakcję. Zrobił zamyśloną minę i po chwili odpowiedział.
- Myślę, że to świetny pomysł! Porozmawiam jeszcze z tatą i dam Ci znać. – odpowiedział uśmiechając się.
- No to świetnie. – odwzajemniłem gest. – A tak właściwie to gdzie jest Twój tata?
- Kończy o 20:00 pracę. Zaraz powinien być. – oznajmił
- Co? To już zaraz będzie 20:00? – zapytałem przypominając sobie, że muszę wracać do domu.
- Tak… - odpowiedział z podejrzliwym tonem. – Coś się stało?
- Nie… po prostu muszę już lecieć. – Wstałem z kanapy i udałem się do holu.
- Hej! Ale mam nadzieję, że to nie przez mojego tatę. – Chłopak ruszył za mną.
- Nie no jasne, że nie! To przez moją mamę. – uśmiechnąłem się i pocałowałem Lou na pożegnanie.
- Coś nie tak z Twoją mamą? – zapytał nieco zaniepokojony.
- Opowiem Ci później. Papa
- A no właśnie! Mama mówiła, że możesz u mnie spać w najbliższy piątek. – powiedziałem uradowany oczekując na jego reakcję. Zrobił zamyśloną minę i po chwili odpowiedział.
- Myślę, że to świetny pomysł! Porozmawiam jeszcze z tatą i dam Ci znać. – odpowiedział uśmiechając się.
- No to świetnie. – odwzajemniłem gest. – A tak właściwie to gdzie jest Twój tata?
- Kończy o 20:00 pracę. Zaraz powinien być. – oznajmił
- Co? To już zaraz będzie 20:00? – zapytałem przypominając sobie, że muszę wracać do domu.
- Tak… - odpowiedział z podejrzliwym tonem. – Coś się stało?
- Nie… po prostu muszę już lecieć. – Wstałem z kanapy i udałem się do holu.
- Hej! Ale mam nadzieję, że to nie przez mojego tatę. – Chłopak ruszył za mną.
- Nie no jasne, że nie! To przez moją mamę. – uśmiechnąłem się i pocałowałem Lou na pożegnanie.
- Coś nie tak z Twoją mamą? – zapytał nieco zaniepokojony.
- Opowiem Ci później. Papa
Biegłem ile tylko miałem sił w noga. Po jakichś 15 minutach znalazłem się przed moim domem. Stanąłem pod oknem wychodzącym z mojego pokoju i zacząłem się zastanawiać jak się tam dostać. Zauważyłem opartą o bramę drabinę. Patrząc na oko powinna wystarczyć. Wziąłem ją i oparłem o budynek. Wdrapałem się na samą górę i wszedłem uradowany świętując udaną akcję. Po chwili światło w moim pokoju zaświeciło się. Przy drzwiach stała zdenerwowana mama.
- A gdzieżeś to się podziewał mój drogi?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------Z góry przepraszam was wszystkich za tak późną porę dodania rozdziału. Nie było mnie w domu i dopiero niedawno wróciłem. Jest to jednak nadal środa ^^ Rozdział jest dość luźny, nie mniej jednak znaczący. Harry z miłości wymyka się z domu i mama go na tym przyłapuje. Co będzie teraz? Jak zareaguje? Dziękuję wam bardzo, bardzo serdecznie za komentarze pod ostatnim rozdziałem. Wszystkie miłe słowa nakręcają mnie coraz bardziej do pisania. Dziękuję wam bardzo ;*** Brakowało mi trochę komentarza curly co do samej treści, a także food123, mam jednak nadzieję, że rozdział przeczytałyście ^^ Następny rozdział tradycyjnie w sobotę :D Zachęcam do dalszego czytania i jeżeli przeczytałeś/aś to bardzo proszę o komentarz bo to STRASZNIE pomaga :)
Dzięki bay ;***
Pierwsza idę czytać ;) jutro dam komentarz
OdpowiedzUsuń/LIKR
Heej ;) Rozdział wyszedł ci świetnie ;DDD Bardzo ciekawi mnie co zaz karę dostanie Harry po powrocie do domu ;) Miałam iść spać i nie patrzeć do telefonu, bo przez to idę spać o 2-3-4 rano, ale przypomniałam sobie, że miałeś dodać rozdział, więc mój plan poszedł się jeb... Walić ;) OMFG!!! ONI WYZNALI SOBIE MIŁOŚĆ!!! Musiałam zagryzać palec, żeby w środku nocy nie krzyknąć xDDD Czemu ja muszę płakać z naj mniej wzruszających momentów nawet?? Płakałam już przy tym, jak Louis przytulił Harrego na wejściu xDDD (What is wrong in me? xDDD) Ok, kończę komentarz, bo dzisiaj kolejny rozdział trza napisać i dodać (2000 słów do napisania jeszcze ;()
OdpowiedzUsuń/LIKR
O jaaa, ale tu się działo. ^^ Jakie emocje, najbardziej na końcu, rzecz oczywista. ^^
OdpowiedzUsuńOni się kochają i to jest takie niesamowicie słodkie. I jeszcze on wie, że on go kocha, a on wie, że on kocha go. <33 Jak ta ich miłość się pięknie zapowiada.
Już nie mogę się doczekać co będzie w ten piątek, jak mamy nie będzie w domu. :D No chyba, że nici z tych planów, bo mama się wkurzy i da mu karę.
Ale COŚ się musi wydarzyć w końcu. ^^
Ten rozdział był równie porywający, co poprzedni. <33 Z tą różnicą, że ten taki słodki bardziej. ;)
"Był jedyną osobą z którą mógłbym spędzić resztę życia i nic innego nie byłoby mi już więcej potrzebne." - to zdanie najbardziej słodkie, tu się zatrzymałam i się wzruszyłam, wewnętrznie. xD *.*
JEST PIĘKNIE ! :** /K. :*
masz pełno fajnych komentarzy naprawde. jak ja kiedys pisalem bloga, to mialem same w stylu "wow", "super" albo "spoko, fajny". a ty masz same dlugie, mile, pozazdroscic ;d
OdpowiedzUsuńa rozdzial bardzo dobry, bez czytania poprzednich moge powiedziec ze blog jest warty czytania i bede czytal ! ;dd