Patrzyłem na mamę wielce przerażony. Co teraz powie? Jak zareaguje? Spodziewałem się najgorszego. Wiedziałem, że bardzo zależało jej na tym żebym miał dobre wyniki w nauce i na pewno zaniepokoił ją telefon od mojego nauczyciela. Każda chwili okropnie się dłużyła, a ja nic nie odpowiadałem tylko kompletnie sparaliżowany stałem wpatrując się w jej przepełnione złością oczy. Widząc, że nic nie mówię podeszła do mojego łóżka i po chwili na nim usiadła.
- Zapytałam o coś. – powiedziała nad wyraz spokojnie.
- Yyy mamo bo ja… - zacząłem się jąkać. Nie miałem zupełnie pojęcia co jej odpowiedzieć. Kłamanie nie miało tu żadnego sensu. Musiałem powiedzieć prawdę.
- No bo ja wyszedłem do Louisa. – po chwili wreszcie z siebie wyrzuciłem.
- Ehhh… - westchnęła głęboko ręką pocierając przez chwilę czoło w geście zamyślenia.
- Harry, czy ja jestem złą mamą? – Przerwała moment milczenia. Zawsze zaczynała tak mówić gdy sprawa była poważna. Nie liczyłem więc na żadną ulgę.
- Przecież pozwoliłam Ci nie iść do szkoły, nie zakazuje Ci spotkań z kolegami, nie jestem bardzo wymagająca. – zaczęła mówić z wielkim wyrzutem. To była jedna z jej metod brania na litość. Cały czas bez żadnego komentarza, żadnego ruchu wpatrywałem się w nią i posłusznie słuchałem.
- Dobrze wiesz, że nauka jest teraz dla Ciebie najważniejsza! Musisz się uczyć jeśli chcesz dostać się na dobre studia! Dziecko już za rok matura, a Ty uciekasz od wszelkich obowiązków. – spojrzała na mnie mając łzy w oczach.
- Obiecałem mu, że wpadnę i chciałem dotrzymać słowa. – odrzekłem tylko na swoją obronę.
- Ale nie kosztem nauki. – krzyknęła.
- Nie mogę bez przerwy się uczyć! Chcę mieć trochę czasu wolnego. – dodałem próbując opanowywać emocje.
- Trochę czasu wolnego? – zapytała ironicznie. - Nie masz kompletnie żadnych obowiązków w domu, nie musisz nic robić, wszystkim muszę zajmować się sama! – jej głos zaczął się łamać. Czułem się bardzo niesprawiedliwie. To przecież jej całe dnie nie było. Prawie w ogóle nie poświęcała mi czasu.
- Jak to nic nie robię? Codziennie po szkole siedzę sam w domu! Jedyny dzień kiedy możemy spędzić razem jest niedziela, o ile nie umówisz się z koleżankami! – odpowiedziałem podenerwowany.
- Jak możesz tak mówić! Całe dnie haruję żeby zapewnić nam byt, żebyśmy mieli co do garnka włożyć! Żebyś miał w czym chodzić! Odkąd ojciec od nas odszedł muszę sama Cię wychowywać! Myślisz, że mi jest łatwo? – W tej chwili zrozumiałem o co tak naprawdę chodzi. Ten wyrzut nie tylko skierowany był w moją stronę, ale również i mojego tatę. Mama po jego odejściu długo nie mogła się pozbierać. Ciągle miała do niego pretensje i nie mogła mu wybaczyć. Prawie każda nasz kłótnia do tego się sprowadzała.
- Mamo! Ojca w to nie mieszaj! – powiedziałem podniesionym tonem krzyżując ręce na pierciach.
- To wszystko jego wina! Jesteś zupełnie taki jak on! – krzyknęła podnosząc się z łóżka.
- Taki jak on? – to porównanie strasznie mnie zabolało. Czułem się jakby mnie ktoś uderzył w twarz. Mama spojrzała na mnie rozczarowanym wzrokiem. Po jej policzku spłynęła błękitna łza. Odwróciła się i wyszła trzaskając za sobą drzwiami.
Czułem się okropnie. Przez moment jeszcze stałem tak sparaliżowany wpatrując się w ścianę próbując poukładać sobie wszystko po kolei w głowie. Po chwili ocknąłem się i rzuciłem na łóżko głośno krzycząc w poduszkę. I pomyśleć, że przez jedno małe wymknięcie się straciłem zaufanie u osoby, którą zawsze darzyłem ogromnym szacunkiem. Odwróciłem się na plecy i powoli uspakajałem oddech. To było niesprawiedliwe. Rozumiem, że źle zrobiłem uciekając z domu i nie uczyłąc się. Wiem, że nauka jest bardzo ważna dla mojej przyszłości, ale ja chcę żyć teraźniejszością. Najważniejsze jest tu i teraz! Nie mogę przecież powiedzieć mamie, że zakochałem się i jedyne co mnie teraz obchodzi to wspólne spędzanie czasu z moim… chłopakiem? Tak chyba mogłem już Louisa tak nazwać. To było aktualnie dla mnie najważniejsze! Nagle drzwi od mojego pokoju otworzyły się. W drzwiach ponownie stanęła mama.
- W związku z tym co dzisiaj zrobiłeś i za brak okazania jakiejkolwiek skruchy dostajesz szlaban na wszystko do końca tygodnia i nawet nie myśl o żadnym spotkaniu z kolegami. Co do piątku to również w ten dzień masz karę. Od dzisiaj po szkole wracasz od razu do domu i się uczysz! – wypowiedziała bardzo stanowczo po czym trzasnęła drzwiami.
Patrzyłem z otwartą buzią na drzwi i po chwili głośno krzyknąłem.
- Nie!!!
Właśnie uświadomiłem sobie, że cały tydzień nie będę mógł się spotkać z Lou no nici z naszego piątkowego spotkania. Dlaczego gdy już powoli wszystko zaczyna się układać nagle coś musi pójść nie tak i zburzyć wszystko to co jest dla mnie ważne? To nie mogło dziać się naprawdę! W pewnym momencie usłyszałem dźwięk przychodzącego smsa. Rzuciłem się w kierunku telefonu i ujrzałem wiadomość od Louisa.
Dotarłeś szczęśliwie do domu? Mam nadzieję że tak. Dziękuję Ci bardzo za dzisiejszy dzień! Było niesamowicie i musimy to kiedyś powtórzyć. Uwielbiam spędzać z Tobą czas. No i rozmawiałem z moim tatą o piątkowym spaniu u Ciebie. Wyobraź sobie, że się zgodził! Już nie mogę się doczekać!
Lou <3
- Nieeee!!! – To co poczułem w momencie czytania tego smsa był to okropny ból. Co mam teraz zrobić? Powiedzieć chłopakowi, że to odwołane? Miało być tak świetnie. Muszę z nim jutro porozmawiać!
Jestem już w domu. Ja również dziękuję i było świetnie! Nie mam niestety dobrych wiadomości co do piątku… Musimy jutro porozmawiać ;c
Harry ;*
Odrzuciłem telefon na szafkę i postanowiłem się z tym wszystkim przespać. Może jutro coś wymyślę.
Wstałem rano trzy godziny przed rozpoczęciem zajęć, aby jeszcze trochę się pouczyć. Moja poranna nauka wyglądała zawsze tak samo. Trochę na komputerze, trochę w łazience, trochę na jedzeniu śniadania i na końcu zostawało mi jakieś pół godziny na samo uczenie się. Przejrzałem tylko te rozdziały, na które nie uczyłem się na kartkówki. Wydawało mi się, że jest ich nieskończoność. Po chwili przerwałem nie mając już żadnych chęci, ani nadziei na to, że pójdzie mi dobrze. Zszedłem na dół dziękując Bogu, że mama wyjechała już do pracy. Oszczędziło mi to niezręcznej sytuacji. Spakowałem się i wyszedłem.
- Zapytałam o coś. – powiedziała nad wyraz spokojnie.
- Yyy mamo bo ja… - zacząłem się jąkać. Nie miałem zupełnie pojęcia co jej odpowiedzieć. Kłamanie nie miało tu żadnego sensu. Musiałem powiedzieć prawdę.
- No bo ja wyszedłem do Louisa. – po chwili wreszcie z siebie wyrzuciłem.
- Ehhh… - westchnęła głęboko ręką pocierając przez chwilę czoło w geście zamyślenia.
- Harry, czy ja jestem złą mamą? – Przerwała moment milczenia. Zawsze zaczynała tak mówić gdy sprawa była poważna. Nie liczyłem więc na żadną ulgę.
- Przecież pozwoliłam Ci nie iść do szkoły, nie zakazuje Ci spotkań z kolegami, nie jestem bardzo wymagająca. – zaczęła mówić z wielkim wyrzutem. To była jedna z jej metod brania na litość. Cały czas bez żadnego komentarza, żadnego ruchu wpatrywałem się w nią i posłusznie słuchałem.
- Dobrze wiesz, że nauka jest teraz dla Ciebie najważniejsza! Musisz się uczyć jeśli chcesz dostać się na dobre studia! Dziecko już za rok matura, a Ty uciekasz od wszelkich obowiązków. – spojrzała na mnie mając łzy w oczach.
- Obiecałem mu, że wpadnę i chciałem dotrzymać słowa. – odrzekłem tylko na swoją obronę.
- Ale nie kosztem nauki. – krzyknęła.
- Nie mogę bez przerwy się uczyć! Chcę mieć trochę czasu wolnego. – dodałem próbując opanowywać emocje.
- Trochę czasu wolnego? – zapytała ironicznie. - Nie masz kompletnie żadnych obowiązków w domu, nie musisz nic robić, wszystkim muszę zajmować się sama! – jej głos zaczął się łamać. Czułem się bardzo niesprawiedliwie. To przecież jej całe dnie nie było. Prawie w ogóle nie poświęcała mi czasu.
- Jak to nic nie robię? Codziennie po szkole siedzę sam w domu! Jedyny dzień kiedy możemy spędzić razem jest niedziela, o ile nie umówisz się z koleżankami! – odpowiedziałem podenerwowany.
- Jak możesz tak mówić! Całe dnie haruję żeby zapewnić nam byt, żebyśmy mieli co do garnka włożyć! Żebyś miał w czym chodzić! Odkąd ojciec od nas odszedł muszę sama Cię wychowywać! Myślisz, że mi jest łatwo? – W tej chwili zrozumiałem o co tak naprawdę chodzi. Ten wyrzut nie tylko skierowany był w moją stronę, ale również i mojego tatę. Mama po jego odejściu długo nie mogła się pozbierać. Ciągle miała do niego pretensje i nie mogła mu wybaczyć. Prawie każda nasz kłótnia do tego się sprowadzała.
- Mamo! Ojca w to nie mieszaj! – powiedziałem podniesionym tonem krzyżując ręce na pierciach.
- To wszystko jego wina! Jesteś zupełnie taki jak on! – krzyknęła podnosząc się z łóżka.
- Taki jak on? – to porównanie strasznie mnie zabolało. Czułem się jakby mnie ktoś uderzył w twarz. Mama spojrzała na mnie rozczarowanym wzrokiem. Po jej policzku spłynęła błękitna łza. Odwróciła się i wyszła trzaskając za sobą drzwiami.
Czułem się okropnie. Przez moment jeszcze stałem tak sparaliżowany wpatrując się w ścianę próbując poukładać sobie wszystko po kolei w głowie. Po chwili ocknąłem się i rzuciłem na łóżko głośno krzycząc w poduszkę. I pomyśleć, że przez jedno małe wymknięcie się straciłem zaufanie u osoby, którą zawsze darzyłem ogromnym szacunkiem. Odwróciłem się na plecy i powoli uspakajałem oddech. To było niesprawiedliwe. Rozumiem, że źle zrobiłem uciekając z domu i nie uczyłąc się. Wiem, że nauka jest bardzo ważna dla mojej przyszłości, ale ja chcę żyć teraźniejszością. Najważniejsze jest tu i teraz! Nie mogę przecież powiedzieć mamie, że zakochałem się i jedyne co mnie teraz obchodzi to wspólne spędzanie czasu z moim… chłopakiem? Tak chyba mogłem już Louisa tak nazwać. To było aktualnie dla mnie najważniejsze! Nagle drzwi od mojego pokoju otworzyły się. W drzwiach ponownie stanęła mama.
- W związku z tym co dzisiaj zrobiłeś i za brak okazania jakiejkolwiek skruchy dostajesz szlaban na wszystko do końca tygodnia i nawet nie myśl o żadnym spotkaniu z kolegami. Co do piątku to również w ten dzień masz karę. Od dzisiaj po szkole wracasz od razu do domu i się uczysz! – wypowiedziała bardzo stanowczo po czym trzasnęła drzwiami.
Patrzyłem z otwartą buzią na drzwi i po chwili głośno krzyknąłem.
- Nie!!!
Właśnie uświadomiłem sobie, że cały tydzień nie będę mógł się spotkać z Lou no nici z naszego piątkowego spotkania. Dlaczego gdy już powoli wszystko zaczyna się układać nagle coś musi pójść nie tak i zburzyć wszystko to co jest dla mnie ważne? To nie mogło dziać się naprawdę! W pewnym momencie usłyszałem dźwięk przychodzącego smsa. Rzuciłem się w kierunku telefonu i ujrzałem wiadomość od Louisa.
Dotarłeś szczęśliwie do domu? Mam nadzieję że tak. Dziękuję Ci bardzo za dzisiejszy dzień! Było niesamowicie i musimy to kiedyś powtórzyć. Uwielbiam spędzać z Tobą czas. No i rozmawiałem z moim tatą o piątkowym spaniu u Ciebie. Wyobraź sobie, że się zgodził! Już nie mogę się doczekać!
Lou <3
- Nieeee!!! – To co poczułem w momencie czytania tego smsa był to okropny ból. Co mam teraz zrobić? Powiedzieć chłopakowi, że to odwołane? Miało być tak świetnie. Muszę z nim jutro porozmawiać!
Jestem już w domu. Ja również dziękuję i było świetnie! Nie mam niestety dobrych wiadomości co do piątku… Musimy jutro porozmawiać ;c
Harry ;*
Odrzuciłem telefon na szafkę i postanowiłem się z tym wszystkim przespać. Może jutro coś wymyślę.
Wstałem rano trzy godziny przed rozpoczęciem zajęć, aby jeszcze trochę się pouczyć. Moja poranna nauka wyglądała zawsze tak samo. Trochę na komputerze, trochę w łazience, trochę na jedzeniu śniadania i na końcu zostawało mi jakieś pół godziny na samo uczenie się. Przejrzałem tylko te rozdziały, na które nie uczyłem się na kartkówki. Wydawało mi się, że jest ich nieskończoność. Po chwili przerwałem nie mając już żadnych chęci, ani nadziei na to, że pójdzie mi dobrze. Zszedłem na dół dziękując Bogu, że mama wyjechała już do pracy. Oszczędziło mi to niezręcznej sytuacji. Spakowałem się i wyszedłem.
W szkole przywitali mnie rozbawieni chłopacy. Mówili coś o jakimś śmiesznym wydarzeniu, które miało wczoraj miejsce. Niestety nie było mnie, więc nie wiedziałem o co chodzi. Cały czas nerwowo rozglądałem się za Louisem. Przez dłuższą chwilę błądziłem wzrokiem po placu spoglądając na grupki uczniów. Po pewnym czasie zauważyłem go przy głównym wejściu do budynku szkoły. Ku mojemu zaskoczeniu stał tam z jakąś dziewczyną. Bardzo ładną dziewczyną. W tym momencie poczułem się strasznie zazdrosny. Wiedziałem, że przecież oni tylko rozmawiają no i to nic nie znaczy, ale sam fakt, że Lou rozmawia sam, na sam z jakąś dziewczyną wywoływał u mnie takie poczucie. Zostawiłem chłopaków i podbiegłe do chłopaka stojącego do mnie plecami.
- Cześć Louis! – uśmiechnąłem się do niego nieszczerze i spojrzałem w kierunku jego koleżanki.
- Część…?
- Sara. – dodał Lou.
- Tak właśnie! Cześć Sara. – podałem dziewczynie rękę i obdarzyłem ją podobnym uśmiechem jak i Louisa.
- Siema. – odpowiedziała patrząc na mnie zdziwiona.
- Tak właśnie. Harry to mój… - zawahał się. – przyjaciel.
- Niestety, ale muszę go porwać! – powiedziałem z przesadną, fałszywą uprzejmością. – Choć Lou. – pociągnąłem go za rękaw.
- Wrócimy do tej rozmowy później! Do zobaczenia! – opowiedział tylko i ciągnięty przeze mnie pobiegł za budynek szkoły.
- Co to miało być? – zapytał oburzony!
- Przepraszam, ale mam problem! – odrzekłem czując się trochę winny. Nie musiałem od razu reagować tak gwałtownie.
- No dobrze. Mów o co chodzi.
- Pamiętasz jak wczoraj musiałem wracać od Ciebie do domu i mówiłem, że to przez moją mamę? – zapytałem. Chłopak w odpowiedzi skinął twierdząco głową.
- No to wczoraj w ogóle nie powinno mnie być u Ciebie. Tak naprawdę powinienem siedzieć w domu i się uczyć. Mama zakazała mi wychodzić, a ja się wymknąłem. – patrzyłem przez chwilę na jego reakcję. Spoglądał na mnie i po chwili odpowiedział.
- Co!? Ale, dlaczego?
- Mówiła mi, że dzwonił do niej nauczyciel, że opuściłem się w nauce i kazała mi się uczyć tak, żeby zaliczyć dzisiejszy test, a ja chciałem spędzić trochę czasu z Tobą no i… tak wyszło – odpowiedziałem.
- No to pięknie, czyli to przeze mnie? – wyczułem poczucie winny w jego tonie.
- Nie jasne, że nie! To tylko i wyłącznie moja wina! – spojrzałem teraz w dół, przygotowując się na wypowiedzenie najgorszego.
- No, a najgorsze jest to, że potem się pokłóciliśmy i do końca tygodnia nie mogę się z Tobą spotkać, a także nici z naszego piątkowego wieczoru.
- Co!? Ale jak to? To ja już nawet dostałem pozwolenie od ojca, a Ty mi mówisz, że się nie spotkamy? – opowiedział zrezygnowany i zasmucony. Spojrzał mi w oczy.
- Da się coś jeszcze zrobić? A jakbyś napisał dobrze ten sprawdzian? Może dało by się ją jakoś przekonać!? – w jego głosie pojawiła się nuta nadziei. Może i dałoby się coś zrobić, lecz nic się nie uczyłem. Nie chciałem jednak jeszcze bardziej go zasmucać i nie powiedziałem mu o tym.
- Zobaczymy. – rzuciłem tylko.
- To powodzenia. – uniósł kąciki ust dając efekt pięknego uśmiechu. Obejrzał się dookoła upewniając się, że nie ma nikogo w pobliżu i pocałował mnie w policzek.
Gdy dostałem test do ręki poczułem jak moje serce zaczyna przyspieszać. Już na pierwsze pytanie nie znałem odpowiedzi. Dalej może być już tylko gorzej. Po dokładnym przejrzeniu go okazał się nie być wcale taki trudny. Myślę, że nie poszedł mi najlepiej, ale fatalnie też nie będzie. Na szczęście przygotowywałem się na każdą kartkówkę, dzięki czemu potrafiłem przypomnieć sobie niektóre informacje. Po zakończeniu sprawdzianu profesor oznajmił, że wyniki będą już dziś wieczorem w elektronicznym dzienniku. Oznaczało to, że jeszcze dzisiaj będę mógł przeprosić mamę i z nią porozmawiać o odwołaniu kary.
W domu cały czas odświeżałem stronę z dziennikiem w nadziei, że w końcu znajdę tam nową ocenę. Była już godzina 21:00, a z każdą kolejną denerwowałem się coraz bardziej. Każda kolejna minuta powodowała, że nie mogłem skupić się, ani na nauce, ani na żadnej innej rzeczy. W końcu po raz chyba już setny odświeżyłem stronę i ujrzałem, że pojawiła się nowa ocena. Wszedłem w zakładkę sprawdziany i zobaczyłem…
- Cześć Louis! – uśmiechnąłem się do niego nieszczerze i spojrzałem w kierunku jego koleżanki.
- Część…?
- Sara. – dodał Lou.
- Tak właśnie! Cześć Sara. – podałem dziewczynie rękę i obdarzyłem ją podobnym uśmiechem jak i Louisa.
- Siema. – odpowiedziała patrząc na mnie zdziwiona.
- Tak właśnie. Harry to mój… - zawahał się. – przyjaciel.
- Niestety, ale muszę go porwać! – powiedziałem z przesadną, fałszywą uprzejmością. – Choć Lou. – pociągnąłem go za rękaw.
- Wrócimy do tej rozmowy później! Do zobaczenia! – opowiedział tylko i ciągnięty przeze mnie pobiegł za budynek szkoły.
- Co to miało być? – zapytał oburzony!
- Przepraszam, ale mam problem! – odrzekłem czując się trochę winny. Nie musiałem od razu reagować tak gwałtownie.
- No dobrze. Mów o co chodzi.
- Pamiętasz jak wczoraj musiałem wracać od Ciebie do domu i mówiłem, że to przez moją mamę? – zapytałem. Chłopak w odpowiedzi skinął twierdząco głową.
- No to wczoraj w ogóle nie powinno mnie być u Ciebie. Tak naprawdę powinienem siedzieć w domu i się uczyć. Mama zakazała mi wychodzić, a ja się wymknąłem. – patrzyłem przez chwilę na jego reakcję. Spoglądał na mnie i po chwili odpowiedział.
- Co!? Ale, dlaczego?
- Mówiła mi, że dzwonił do niej nauczyciel, że opuściłem się w nauce i kazała mi się uczyć tak, żeby zaliczyć dzisiejszy test, a ja chciałem spędzić trochę czasu z Tobą no i… tak wyszło – odpowiedziałem.
- No to pięknie, czyli to przeze mnie? – wyczułem poczucie winny w jego tonie.
- Nie jasne, że nie! To tylko i wyłącznie moja wina! – spojrzałem teraz w dół, przygotowując się na wypowiedzenie najgorszego.
- No, a najgorsze jest to, że potem się pokłóciliśmy i do końca tygodnia nie mogę się z Tobą spotkać, a także nici z naszego piątkowego wieczoru.
- Co!? Ale jak to? To ja już nawet dostałem pozwolenie od ojca, a Ty mi mówisz, że się nie spotkamy? – opowiedział zrezygnowany i zasmucony. Spojrzał mi w oczy.
- Da się coś jeszcze zrobić? A jakbyś napisał dobrze ten sprawdzian? Może dało by się ją jakoś przekonać!? – w jego głosie pojawiła się nuta nadziei. Może i dałoby się coś zrobić, lecz nic się nie uczyłem. Nie chciałem jednak jeszcze bardziej go zasmucać i nie powiedziałem mu o tym.
- Zobaczymy. – rzuciłem tylko.
- To powodzenia. – uniósł kąciki ust dając efekt pięknego uśmiechu. Obejrzał się dookoła upewniając się, że nie ma nikogo w pobliżu i pocałował mnie w policzek.
W domu cały czas odświeżałem stronę z dziennikiem w nadziei, że w końcu znajdę tam nową ocenę. Była już godzina 21:00, a z każdą kolejną denerwowałem się coraz bardziej. Każda kolejna minuta powodowała, że nie mogłem skupić się, ani na nauce, ani na żadnej innej rzeczy. W końcu po raz chyba już setny odświeżyłem stronę i ujrzałem, że pojawiła się nowa ocena. Wszedłem w zakładkę sprawdziany i zobaczyłem…
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------Witajcie! Na początku przepraszam was bardzo za ten rozdział. Nie jest on najlepszy i tak ogólnie nic się w nim nie dzieje ciekawego. Nie mam w ogóle na nic czasu, bo szykuje się na jutrzejszy wyjazd przez co rozdział jest pisany na szybko. Nie wiem właśnie czy tam gdzie jadę będzie internet i czy będę miał czas pisać. Mam jednak nadzieję, że rozdział zostanie dodany w kolejną środę, ale naprawdę nie obiecuje. Może też pojawić się z lekkim opóźnieniem. Wracając jeszcze do tego rozdziału to Harry niestety dostał karę. Taka jest czasami cena miłości. Co Harry dostanie ze spr? Czy mama pozwoli mu na spotkanie z Lou? Patrząc na komentarze pod ostatnim rozdziałem można zauważyć, że skomentowały go tylko 3 osoby. Jest to najmniej jak na razie z wszystkich moich dotychczasowych rozdziałów. Przyznam szczerze, że trochę mnie to zasmuciło. Mam jednak nadzieję,że czytacie rozdział, albo po prostu zaczęły się ferie i nie macie czasu. No właśnie! W związku z feriami życzę wam udanej zabwy i odpoczynku od szkoły zarówno tym co właśnie odpoczywają, ale również tym co jeszcze czekają na zasłużony odpoczynek :D Dziękuję za wszystkie poprzednie komentarze oraz proszę o następne gdyż to niewiele, a daje mi ogromną radość i motywację.
Bay ;***

Świetny! Szkoda, że Harry ma karę :\ I nie mogę się doczekać next'a
OdpowiedzUsuń/G
Zajebisty rozdział :D jestem ciekawa jaką ocenę dostanie :D i mam nadzieję że Lou zostanie na noc u Harrego : ) czekam z niecierpliwością na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuńCo za matki... No wszystkie takie same. Kiedy to się wreszcie skończy, ten ból, to cierpienie, ta nienawiść? Się zachowują jakby nigdy nie były młode i spontaniczne i szalone! Wszędzie złe mamy, niedobre matki, które uważają, że wszystko, co robią to wyłącznie z miłości do nas. No kłamstwa. Nawet Harry tak ma, Harry, rozumiemy Cię i łączymy się w bólu, życząc Tobie i nam wszystkim nawrócenia się matek. Kto wie, może to realne.
OdpowiedzUsuńTen "wstęp" nie jest potrzebny, ale jakoś miałam ochotę napisać coś... coś takiego!
A rozdział bardzo dobry, wszystko ładnie. Tylko jakby mało z niego wynika, ale to nic. Dzięki temu wzbudzasz chęć do dalszego czytania, bo ciekawość jest. :) Nawet jakbyś napisał tylko trzy zdania, to mnie by się podobało, bo wszystko, co tutaj o nich piszesz mi się podoba. <3
Powodzenia w dalszym pisaniu, oby było już w tę środę. No ale internet nie Bóg - nie jest wszędzie. xD
Jestem tak wściekła na wszystkie matki tego świata, że nie jestem w stanie napisać już nic o tym o to rozdziale. W końcu nikt nie obiecywał, że każdy rozdział będzie miły i przyjemny. Bo jak się widzi taką mamę, to się budzi wewnętrznie zabójca. Czy one nie mogą nas po prostu zrozumieć... Przecież życie jest takie krótkie i kruche.
To mój najgorszy komentarz ever, wybacz. /K.
WOW ! Ale superrr !
OdpowiedzUsuńJejku, przepraszam ! Nie skomentowalam 2 ostatnich rozdzialow, bo choroba zwaliła mnie z nog ! Wszystko nadrobilam dopiero wczoraj. Ok, to przechodze juz do sedna : Przedostatni rozdzial powalil mnie na kolana :)) Czytalo sie tak gladko, bylo troche opisow, a jednoczesnie zostawiales pole dla wyobrazni. Czulam sie jakbym czytala kultowa ksiazke doswiadczonego pisarza, a nie blog ! W zachowaniach bohaterow bylo tyle naturalnisci, ale nie zapomniales o szalenstwie ( Harry ucieka z domu, aww <3) Co do tego rozdzialu-rzeczywiscie nie za duzo sie dzieje, ale jest jak najbardziej w porzadku :) Wlasciwie, to chyba moge powiedziec (mam nadzieje ze potraktujesz to jako komplement) ze z kazdym rozdzialem piszesz coraz lepiej ! :) Dodawałam komentarz stopniowo. Najpierw sie usprawiedliwilam, potem przeczytalam przedostatni rozdzial, ktory tak mnie zachwycil i go skomentowalam, a dopiero potem przeczytalam ostatni rozdzial. I jest tak samo swietny jak przedostatni ! :) Scena z mama mnie naprawde wzruszyla C: Przy Larrowej zazdrosci po prostu musialam sie usmiechnac, bo czekalam na scene zazdrosci chyba od 1 rozdzialu. :) Uwielbiam gdy sa o siebie zazdrosni. I fajnie, ze zostawiles nas w takiej niepewnosci. Co do tego, ze masz 3 kom pod ostatnim rozdzialem ( dzis juz 4, widzialam ;) ) to nie martw sie, napewno przeczytalo go sporo osob. Po prostu np. mnie zmogla choroba, ktos mial dola, a ktos inny najzwyczajniej zapomnial. Wieksza czesc czytelnikow i tak nie komentuje :/ Ok, troche sie rozpisalam, mam nadzieje ze Cie nie zanudze :D xxx, Curly
OdpowiedzUsuńPowiem tak : było to do przewidzenia ze dostanie taka kare. Było trochę nudno. Bez urazy. Niepodobalo mi sie ten rozdział :'( Czytac będę dalej bo jestem ciekawy co tam napiszesz :-D
OdpowiedzUsuń