środa, 12 lutego 2014

Rozdział 9: Dobrze mieć przyjaciół


Gdy zobaczyłem wpisaną czerwonym kolorem w zakładce sprawdziany cyferkę oniemiałem z wrażenia. Dobry? Poważnie? Przecież ja… ale. Nie wiem czy to była pomyłka, czy po prostu tak dobrze wychodziło mi nieuczenie się i zapamiętywanie wszystkiego z lekcji lub też strzelanie, że wystarczyło na czwóreczkę, ale byłem z siebie cholernie dumny. Myślę, że powinno to wystarczyć, aby przekonać mamę, żeby odpuściła mi tę karę. Postanowiłem, że czym prędzej powiadomię ją o tym fakcie. Po cichu zszedłem na dół rozglądając się w jej poszukiwaniu. Nie było jej ani w salonie, ani w kuchni. Zdziwiło mnie to trochę, bo wiedziałem, że wróciła już z pracy i gdzieś musi być. Zostało jeszcze jedno miejsce gdzie mogła przebywać, a była nią łazienka. Poszedłem więc z powrotem na górę. Nie myliłem się, właśnie robiła pranie. Poczułem jak w oszołamiającym tępię zaczęło bić moje serce. Denerwowałem się, że może jednak się nie udać. Musiałem bardzo się postarać i szczerze za wszystko przeprosić. Stanąłem w drzwiach łazienki. Mama klęczała wyjmując pranie z pralki i wkładając je do niewielkiej, białej miski. Wziąłem głęboki oddech.
- Mamo? – patrzyłem na nią, ale nie uzyskałem odpowiedzi.
- Halo? Mamo? – zadałem pytanie jeszcze raz mając nadzieję, że tym razem odpowie.
- Co? – odpowiedziała po dłużej chwili bez jakichkolwiek emocji. Jej obojętność mnie przeraziła.
 - Yyy… czy… - byłem tak przerażony, że zacząłem się jąkać.
- Kiedy wychodzisz, bo chciałbym się wykąpać? – zapytałem zmieniając zamiary. Nie czułem się gotowy, aby z nią porozmawiać, a to jakim tonem mi odpowiedziała jeszcze bardziej mnie zniechęcało.
- Za jakieś dziesięć minut. – powiedziała nawet nie spoglądając w moją stronę. Odwróciłem się i udałem się w kierunku pokoju. Nagle zatrzymałem się i uderzyłem lekko w policzek. Muszę to zrobić! Muszę to zrobić dla siebie i Lou! Nie można tak tego zostawić. Zawróciłem ponownie stając w framudze drzwi.
- Mamo? Czy moglibyśmy porozmawiać? – zapytałem modląc się, aby mój głos się nie załamał.
- Na jaki temat? Twojego zachowania? – odpowiedziała tym razem odwróciwszy się i spojrzawszy mi w oczy.
- Tak. – uśmiechnąłem się pokornie. Zostawiła wszystko czym się dotychczas zajmowała i przeszliśmy do mojego pokoju.
- Mamo słuchaj. – zacząłem siadając na łóżku. – widzisz, bo ja wcale nie chciałem żeby tak wyszło. Ja wiem, że nauka jest bardzo ważna i że źle postąpiłem uciekając od problemu. To jak się zachowałem było naprawdę niedojrzałe i rozumiem, że mogłaś być zła. – z każdym, następnym wypowiedzianym przeze mnie zdaniem na jej twarzy pojawiał się coraz większy uśmiech. Mówiłem jeszcze trochę o tym jak nieodpowiedzialnie się zachowałem, przyznawałem jej rację i okazywałem skruchę.
- No i czując się winny wczoraj wstałem bardzo wcześnie i długo się uczyłem, a efektem jest czwórka ze sprawdzianu. – tak oto zakończyłem swój monolog, który trwał dobre 10 minut. Na końcu musiałem trochę skłamać, ale robiłem to w słusznym celu.
- Synku, czy Tobą trzeba zawsze potrząsnąć i zagrozić karą żebyś zrozumiał swoje błędy? – zapytała kładąc swoje ręce na moich ramionach i delikatnie mną potrząsając.
- Jeszcze raz za wszystko przepraszam.
- Już dobrze. Ja też muszę przeprosić, że tak wybuchłam i porównałam Cię do ojca. Wyprowadziłeś mnie z równowagi. – dodała uśmiechając się serdecznie
- I poważnie dostałeś cztery? – tym razem zapytała lekko zaskoczona.
- Tak. – zaśmiałem się.
- No to gratuluję. – przysunęła się w moją stronę i mocno przytuliła.
- Mamo? Bo jest jeszcze jedna sprawa. – przerwałem czując jak zdenerwowanie powraca. Kobieta wyprostowała się patrząc na mnie pytającym wzrokiem.
- Czy odpuściłabyś mi karę? – zapytałem lekko ściszając ton i spoglądając na nią miną smutnego szczeniaczka. Po chwili milczenia odpowiedziała.
- Już dobrze! – wyszczerzyła zęby śmiejąc się cicho. – Już nie mogłam dłużej wytrzymać tego, że się na Ciebie gniewam. Dobrze, że w końcu zrozumiałeś. No, a po drugie nie mogłabym Cię zostawić tutaj samego i to w walentynki. Ten Twój przyjaciel przychodzi, prawda? – powiedziała radośnie, a ja odetchnąłem z ulgą.
- O dziękuję Ci bardzo! – rzuciłem się jej na szyje i pocałowałem w policzek. – Jesteś najlepszą mamą na świecie i tak Louis przychodzi. – Zaraz, zaraz. To w piątek są walentynki? Tak! Właśnie uświadomiłem sobie, że to będzie świetna okazja, aby przeżyć razem cudowny wieczór z nadzieją przeżycia swojego pierwszego razu z moim chłopakiem.
- Zaprosicie sobie jakieś dziewczyny i się zabawicie. – przerwała po chwili moje przemyślenia.
- Tak mamo, właśnie to zrobimy. – Przytaknąłem sztucznie planując w myślach ten wyjątkowy dzień.


Wyszedłem z domu jakieś piętnaście minut wcześniej, aby spokojnie porozmawiać z Lou i opowiedzieć mu o tym, że w piątek jednak możemy się spotkać. Gdy znalazłem się na szkolnym boisku jeszcze nikogo na nim nie było. Poszedłem więc do budynku, w którym znajdowały się pojedyncze osoby lecz nie chłopak, którego poszukiwałem. Przechodziłem właśnie przez oszklony łącznik między dwoma budynkami szkoły kiedy moją uwagę przykuło coś ciekawego. Podszedłem do jednego z wielu znajdujących się tam okien i rozejrzałem się po boisku. Patrzyłem się właśnie na mojego chłopaka, który po raz kolejny rozmawia z tą całą Sarą. Nie słyszałem o czym rozmawiali, ale nie mogłem na nich patrzeć. To jak ona na niego patrzyła, śmiała się z nim i uśmiechała do niego powodowało, że robiło mi się niedobrze. Od samego początku znielubiłem tę dziewczynę i najchętniej podszedłbym tam, uderzył ją i zabrał Louiego. W pewny momencie chłopak przytulił ją i odszedł machając jej na pożegnanie. Swoją drogą co on sobie wyobraża? Jednego dnia wyznaje mi miłość, a drugiego mizdrzy się z jakąś laską? Tym razem przesadził. Nagle moje rozmyślania przerwał jakiś głos wołający mnie zza moich pleców. Odwróciłem się i zauważyłem idącego w moją stronę Liama.
- Siema! Co jest? – zapytałem witając się z chłopakiem.
- Cześć Harry! Mam nadzieję, że pamiętasz, że dzisiaj przychodzę do Ciebie. – odrzekł, a ja patrzyłem na niego zdziwiony szukając w pamięci momentu kiedy umawialiśmy się na spotkanie.
- Yyy… nie? – niestety nie mogłem sobie przypomnieć.
- Tydzień temu zadali na projekt z fizyki no i robimy go razem…
- Ach tak. – olśniło mnie. – I umówiliśmy się, że dzisiaj go zrobimy! – chłopak widząc, że już sobie wszystko przypomniałem uśmiechnął się. Zdałem sobie również sprawę jak bardzo jestem roztargniony. Umawialiśmy się zaledwie tydzień temu, a ja kompletnie o tym wszystkim zapomniałem. Wcześniej nigdy mi się to nie zdarzało. Dowodziło to jak ogromny wpływ ma na mnie Louis.
- Wybacz stary, ale ostatnio jestem strasznie roztargniony. – przyznałem drapiąc się po głowie. – O której chcesz wpaść?
- Wiem, właśnie zauważyłem. – odpowiedział przecząco kręcąc głową. – Będę koło 18.
- Dobrze, a więc do zobaczenia. – Przybiliśmy piątkę i Liam odszedł, a ja spojrzałem jeszcze raz przez okno. Na boisku znowu nikogo nie było więc zerknąłem na zegarek. Było już po ósmej co oznaczało, że pierwsza lekcja już się zaczęła, a ja jestem spóźniony.

Na kolejnych przerwach ani razu nie spotkałem Louisa. Nie wiem czy musiał wcześniej skończyć, czy po prostu nie wpadliśmy na siebie, ale nie miałem okazji żeby powiedzieć mu o odwołaniu kary. Szczerze mówiąc po tym jak widziałem go z tą dziewczyną nie miałem ochoty mu o tym mówić. Może i nawet dobrze, że się nie spotkaliśmy. Od ostatnich dni najbardziej dziwiło mnie to, że nigdzie nie widziałem Rose. Pytałem jej koleżanek czy coś wiedzą na temat jej nagłego zniknięcia, ale były dokładnie tak samo poinformowane jak ja. Nikt nie wiedział gdzie się aktualnie podziewa i co jest tego przyczyną. Zacząłem się trochę martwić, bo ja mogłem być powodem jej zniknięcia. Miałem tylko nadzieję, że nic się jej nie stało.



Po powrocie do domu co jakiś czas spoglądałem na telefon z nadzieją, że może w końcu Lou napisze do mnie. Pomyślałem, że teraz jego kolej aby się mną zainteresować, a ja nie będę się niepotrzebnie narzucał. O osiemnastej przyszedł do mnie Liam i zabraliśmy się za przygotowywanie projektu.
- A więc jaki mamy temat. – zapytałem siedzącego obok mnie chłopaka.
- Zaraz sprawdzę. – odpowiedział po czym schylił się szukając czegoś w swojej torbie. Po chwili wyciągną z niej gruby zeszyt i spojrzał na ostatnią jego stronę.
- Efekt fotoelektryczny oraz pierwsze prawo fotoefektu Stoletowa. - zerknąłem na niego zdziwiony podnosząc jedną brew.
- Poważnie? Co to w ogóle znaczy. – zapytałem wybuchając śmiechem.
- To jest właśnie nasze zadanie. – odrzekł uśmiechają się. Wyciągnął z torby swój podręcznik i zaczął czegoś w nim szukać.
- Proszę to jest ten temat. Wystarczy go ładnie opracować i prezentacja gotowa. – powiedział to w taki sposób jakby nie było w tym nic trudnego. W przeciwieństwie do niego nie znosiłem fizyki i kompletnie jej nie rozumiałem, dlatego dałem mu wolną rękę i postanowiłem się wyłączyć. Liam zaczął opowiadać jak widzi cały ten projekt, co chce w nim zawrzeć i o podziale materiału między nas dwóch. Ja w tym czasie spoglądałem na telefon i patrzyłem na przychodzące wiadomości.
- Może tak być? – nagle przerwał swoje rozważania powodując mój powrót do rzeczywistości.
- Ale, ale co? – zaczerwieniłem się. – Wybacz Liam, ale nie słuchałem. Uśmiech z jego twarzy zniknął. W jego oczach pojawiła się stłumiona złość. Wiedziałem, że mam przechlapane.
- Harry! Ty mnie w ogóle nie słuchasz. – krzyknął po chwili intensywnego wpatrywania się we mnie.
- Przepraszam. – odpowiedziałem ze skruchą w głosie spuszczając głowę.
- Co się z Tobą ostatnio dzieje? Cały czas zachowujesz się jakbyś myślami był gdzie indziej, jesteś zapominalski i nie potrafisz skupić się na najprostszych czynnościach. Co się stało? – ostatnią część zdania wypowiedział z charakterystyczną dla niego troską. Każdy z moich przyjaciół był inny. Każdy miał inny charakter i inne podejście do życia. Liam był typem dobrego ducha, który zawsze chciał dla Ciebie jak najlepiej i nigdy nie stronił od pomocy. Bardzo trudno było też wyprowadzić go  z równowagi co niestety czasami mi się udawało. Czasami zachowywał się jak mój ojciec, który mówił mi co jest dobre, a co złe, dobrze radził i zawsze pomagał mi rozwiązywać moje problemy. Mogłem mu więc bez obaw opowiedzieć o mnie i Louisie, ale czy byłem na to gotowy? Czy on był na to gotowy? Jemu ufam najbardziej więc postanowiłem mu o tym opowiedzieć.
- Bo widzisz… - zacząłem. – w moim życiu ostatnio trochę się pozmieniało. – Opowiedziałem mu o naszym pierwszym spotkaniu, rozstaniu z Rose, później kolejno o spotkaniu w kawiarni, pierwszym pocałunku na imprezie oraz spędzonym czasie u niego w domu. Na początku wysłuchiwał moje opowieści z otwartą szeroko buzią oraz oczami, ale z każdym kolejnym słowem coraz bardziej przyzwyczajał się do tej myśli i patrzył na mnie ze zrozumieniem. W końcu gdy zakończyłem opowieść spoglądał na mnie przez chwilę po czym przerwał niezręczną ciszę.
- Tak myślałem. – powiedział nagle jakby nic wielkiego się nie stało. Tym razem to ja spojrzałem na niego wielce zdziwiony.
- Naprawdę!? Skąd? – zapytałem.
- Po zachowaniu wszystko można wywnioskować. – uśmiechnął się przebiegle.
- No, ale teraz nie rozumiem dlaczego jesteś taki roztargniony. – dodał przybliżając się w moją stronę.
- Ostatnio coraz częściej widuję Louisa z taką Sarą. – powiedziałem zmartwiony. – Często ze sobą rozmawiają, a ostatnio nawet się przytulali.
- A rozmawialiście na ten temat? – zapytał lekko przejęty.
- Nie było okazji… ale chyba oczy mnie nie mylą!? – odparłem powstrzymując emocje.
- Moim zdaniem jesteś zazdrosny i dorabiasz sobie do tego wszystkiego niepotrzebną historię. Powinniście porozmawiać! – powiedział stanowczym głosem.
- Teraz?
- Choćby! – dodał podając mi mój telefon. Wziąłem go do ręki, wybrałem odpowiedni numer i przyłożyłem słuchawkę do ucha. Po dwóch sygnałach usłyszałem znajomy głos.
- Halo? Harry!? Cały dzień czekam na telefon od Ciebie! – powiedział przejęty Louis. Trochę zdziwiłem się tym co przed chwilą usłyszałem, ponieważ to ja cały dzień czekam na wiadomość od niego. Ucieszyłem się jednak, że myślał o mnie.
- Poważnie? Chciałem z Tobą porozmawiać w szkole, ale byłeś zbyt zajęty rozmową ze swoją koleżanką. – odpowiedział z ogromną dozą zazdrości w głosie. W tym samym czasie spojrzałem na Liama, który kręcił przecząco głową.
- Przepraszam Cię bardzo, ale musiałem porozmawiać z Sara na temat naszego projektu z fizyki, poza tym pomaga mi ona nadrobić materiał z matematyki. – odpowiedział lekko speszony próbując się tłumaczyć.
- I oznacza to, że musicie się od razu obściskiwać!? – tym razem siedzący koło mnie przyjaciel uderzył swoją ręką w czoło.
- Ja jej tylko dziękowałem. Hazzy nie bądź zazdrosny. Wiesz przecież, że jestem cały Twój. – prawie wyczułem jak się uśmiechnął. Nie mogłem się dłużej na niego gniewać zwłaszcza gdy mówił mi takie rzeczy.
- No już dobrze. Muszę Ci powiedzieć, że rozmawiałem z mamą i możesz u mnie spać w piątek. – nagle podekscytowany zmieniłem temat.
- Tak!? – zapytał zaskoczony. – To świetnie!
- Porozmawiamy jeszcze na ten temat później. Muszę lecieć – pożegnałem się i zakończyłem rozmowę. Patrzyłem właśnie na zadowolonego i dumnego z siebie Liama, który tryumfalnie się do mnie uśmiechał.
- Dziękuję Ci bardzo! – krzyknąłem rzuciwszy się na niego. – Wiedziałem, że zawsze mogę na Ciebie liczyć. 



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------- No i proszę bardzo terminowo rozdział ^^ Pewnego wieczora miałem wystarczająco dużo czasu i tak oto się rozpisałem :D Mówiliście, że lubicie jak chłopcy są o siebie zazdrośni więc postanowiłem wydłużyć ten wątek :D Z góry przepraszam za to przeciąganie całej akcji, ale z niecierpliwością oczekuję na walentynki i rozdział specjalny w którym chłopcy przeżyją swój pierwszy raz ^^ Co do terminu nexta no to niestety, ale walentynki są w piątek, a publikuje rozdziały w środy i soboty :/ Nie wiem jednak czy nawet do soboty zdążę cokolwiek napisać. Jutro ostatni dzień jestem na wyjeździe i na pewno nic nie napiszę (ostatni czas no i pakowanie się), no a w piątek cały dzień będę w drodze. Ten rozdział ma być wyjątkowy więc nie napisze go w jeden dzień. Jednak mam nadzieję, że zdołam go opublikować do końca tego tygodnia ;) W każdym razie Hazzy ładnie przeprosił mamusię i będzie mógł przenocować u siebie Louiego. Dalej rozwiały się wszelkie wątpliwości co do Sary xD no i jeszcze trochę smutno mi się zrobiło, ponieważ zacząłem zaniedbywać pozostałych członków zespołu dlatego też postanowiłem, że Harry spotka się i wyjawi słodką tajemnicę również Liamowi ^^ Dziękuję za wszystkie poprzednie komentarze zarówno te krótkie - dobitne i zdecydowane, a w szczególności za te długie w pełni przedstawiające wasze stanowisko co do moich "dzieł". Uwielbiam je czytać i nigdy mi się nie znudzą! Więc będę kończył, bo moja notatka zaraz będzie dłuższa niż rozdział xD
Jeszcze raz wszystkim serdecznie dziękuję i dalej czytajcie i komentujcie mojego bloga ^^
Bay ;***

PS. Ten rozdział dedykowany jest jednej wspaniałej osóbce, która zmieniła moje życie i która podobnie jak Liam zawsze pomoże w potrzebie.
Kocham Cię ;***

5 komentarzy:

  1. O jaaa. xD
    Walentynki będą, Harry i Louis sami w domu, no nie wierzę.
    Ale się nie mogę doczekać. :D
    Oczywiście ja rozumiem jak wystąpi jakieś opóźnienie, bo pisanie o takim czymś na pewno zajmie dużo czasu. Ale będzie kurde. ^^

    A co do tego rozdziału:
    *mamusia kochana, w końcu zrozumiała niektóre rzeczy i się zgodziła dzięki bogu, BARDZO DOBRZE
    *pojawił się męski Liam, jak widać dobry duch, BARDZO DOBRZE
    *Sara to tylko jakaś tam koleżanka od projektu, BARDZO DOBRZE
    *O Rose słuch zaginął, BARDZO DOBRZE (choć pewnie wróci i namiesza niedługo ^^)
    *Fizyka, piękna rzecz, BARDZO DOBRZE
    *Nadchodzi wielkimi krokami piątek, Walentynki w sensie, BARDZO DOBRZE

    No czyli jak Ci idzie pisanie bloga? BARDZO DOBRZE
    Jaki jest ten rozdział? BARDZOOOOOOOO DOOOOOOBRY, znaczy jak zwykle

    Dobrze, że tym razem zakończenie jest pozytywne, bo po ostatnim, niepewnym zakończeniu, to się bałam co będzie dalej. A teraz to wiem, że jak narazie wszystko idzie w dobrym kierunku. I TEN PIĄTEK ICH ! <3 Ale się nimi jaram, jakież to słodkie. <33

    Jedyne, co smutne, to to że mama narazie nie wie kim dla jej syna jest Louis. ;C Ale Harry to mądry chłopiec, da radę jej to wszystko powiedzieć, mam nadzieję, że niebawem.

    Bardzo dziękuję za ten rozdział, jest bardzo pozytywny i nakręca do dalszego czytania! Dzięx. :*

    Do soboty! <3 /K.

    OdpowiedzUsuń
  2. O jaaa, tak się skupiłam na treści tegoż cudnego rozdziału, że aż nie przeczytałam co dalej jest napisane. xD

    Bardzo, bardzo dobrze, że mnie masz! I nawzajem! <3
    Dziękuję za wszystko, możesz częściej pisać takie rzeczy, to takie przemiłe, być gdzieś napisana na tym blogu. :D

    /Twój odpowiednik Liama, forever Twoja

    <33333

    +ZAJEBIŚCIE ZAJEBISTY ROZDZIAŁ (bo trochę tam mnie xD)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzień dobry! Jaki rozdział na dzień dobry /dopiero wstalem/. Tak jak zauwazyles wydłużony wątek zazdrościć chłopaków. Dobrze to wyszło ^^
    Bardzo mi się podobało że Liam wszedł do "akcji"
    Rozdział na 5+

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie :) i czekam z niecierpliwością na nowy rozdział :) pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Jajku, ten rozdzial jest calkowicie idealny <3 W sumie nic takiego konkretnego sie nie dzieje. Swietnie, to tylko kolezanka, Rose zaginela :)) Chociaz niestety pewnie wroci i to z qielkim hukiem :// No nic. Ciesze sie, ze Liam zaakceptowal orientacje Harrego. Chociaz ciezko wyobrazic sobie zeby zrobil inaczej :33 Czekam na nexta, curly :3

    OdpowiedzUsuń