Siedzieliśmy w kawiarni jeszcze bardzo długo. Na początku
obawiałem się, że w końcu może zabraknąć nam tematów do rozmowy, ale moje obawy
nie potwierdziły się. Rozmawialiśmy bez żadnych skrupułów, a każdy poprzedni
temat przynosił nam nowy. Dowiedziałem się sporu ciekawy informacji o Louisie i
jego rodzinie. Podobno ma siostrę, która została z mamą w Birmingham. Bardzo
dużo mi o niej opowiadał. Zawsze gdy zaczynał coś mówić wpatrywałem się w niego
zapominając o otaczającej mnie rzeczywiści. Patrzyłem na jego twarz,
podziwiając każdy, idealny jej element. Jego błękitne oczy doprowadzały mnie do
szaleństwa. Czułem jak zaglądają w głąb mojego ciała. Co jakiś czas
przyłapywałem się na tym, że w ogóle go nie słuchałem.
- Harry! – usłyszałem głos Lou otrząsając się. – Pani pyta czy skończyłeś już jeść i może zabrać Twój talerzyk. – spojrzałem się na stojącą obok mnie kelnerkę. Patrzyła na mnie spod swoich ciemnych okularów dość pogardliwym wzrokiem. Sprawiała wrażenie bardzo zmęczonej tym co robi, jakby musiała pracować tu za karę.
- A więc mogę? – zapytała takim tonem, że każdemu popsułaby humor.
- Tak proszę, to znaczy dziękuję. – odpowiedziałem nieco zdenerwowany. Kobieta wzięła moją filiżankę, złoty puchar, w którym jeszcze niedawno znajdowały się lody, a następnie zabrała także i Louisa. Miała zajęte już obydwie ręce, a do zabrania został jej jeszcze czajnik z herbatą. Zaczęła przekładać wszystko do jednej ręki kładąc sobie filiżanki na ręce. Wymieniliśmy z Lou zaniepokojone spojrzenia. W każdej chwili mogło jej to wszystko wylecieć z rąk rozsypując się po pokrytej szafirowymi płytkami podłodze. Kelnerka nie dawała za wygraną. Bardzo zależało jej, aby nie musieć podchodzić do nas po raz kolejny. Sięgnęła wolną ręką po dzbanek i straciła równowagę rozlewając całą herbatę na mojego przyjaciela. Wystrzelił on w górę, jak odpalony pocisk i pobiegł w kierunku toalety.
- Wielkie dzięki! – powiedziałem opryskliwie do stojącej obok mnie kobiety, której wyraz twarzy nie różnił się zupełnie niczym od tej jaki miała jeszcze parę minut temu. Szybkim krokiem udałem się w stronę Louisa. Otworzyłem drzwi od toalety i stanąłem jak wryty. Patrzyłem teraz na pięknie wyrzeźbioną klatę chłopaka. Poczułem jak przeszedł po moim ciele dreszcz. Jeszcze nigdy nie podnieciłem się tak na widok żadnego mężczyzny. Wydaje mi się, że nie czułem tego nawet patrząc na kobietę. Miał w ręce ręcznik i delikatnie jeździł nim w górę i w dół po swoim torsie obmywając go w ten sposób z resztek wylanej na niego herbaty, która zdążyła już przeniknąć na jego ciało. Po chwili w moich bokserkach zaczęło robić się ciasno i w okolicy mojego krocza powstało małe wybrzuszenia. Miałem nadzieję, że nie widać tego, bo chyba spaliłbym się ze wstydu.
- Yyy… – wydusiłem z siebie oniemiały z wrażenia. – Pomóc Ci jakoś?
- Kurr… głupie babsko. – powiedział okropnie zdenerwowany tym razem próbując zmyć plamę z białego T-shirtu.
- Zostaw już tą koszulkę. – podszedłem do niego bliżej. – Proszę, masz moją bluzę. Załóż ją. – powiedziałem przesadnie miło. Zdjąłem z siebie ubranie i podałem Louisowi. Spoglądał na nią przez moment, a po chwili zabrał i włożył na siebie. Stanął przed lustrem i zaczął się w nim przeglądać. Zauważyłem pojawiający się uśmiech na jego twarzy.
- Oj no wyglądasz jeszcze przystojniej niż przedtem. Nie musisz się już tak przeglądać. – wyszczerzyłem zęby.
- Harry! Dziękuję Ci bardzo! Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił. – odrzekł i przyciągnął mnie do siebie. Nagle wtulił się we mnie najmocniej jak tylko umiał. Poczułem jak jego delikatne i miękkie włosy zaczynają muskać moje policzki. Było to niesamowite uczucie. Moje ręce spoczywały na jego biodrach bardzo blisko pośladków. Miałem wielką ochotę ich dotknąć, ale musiałem się powstrzymywać. Po dłuższej chwili chłopak się ode mnie odkleił.
- Spadajmy stąd. Nic tu po nas – rzuciłem radośnie i oboje wybuchliśmy śmiechem. Wyszliśmy z łazienki. Podeszliśmy do kasztanowego baru przy, którym stała winowajczyni całego zamieszania.
- Proszę bardzo, a o to moja koszulka. Proszę ładnie ją wyprać, a ja przyjdę po nią jutro. – powiedział ironicznie kładąc na blacie swoją poplamioną odzież. Kobieta nic nie odpowiedziała tylko zabrała pozostawioną rzecz, a my udaliśmy się w stronę wyjścia.
- Harry! – usłyszałem głos Lou otrząsając się. – Pani pyta czy skończyłeś już jeść i może zabrać Twój talerzyk. – spojrzałem się na stojącą obok mnie kelnerkę. Patrzyła na mnie spod swoich ciemnych okularów dość pogardliwym wzrokiem. Sprawiała wrażenie bardzo zmęczonej tym co robi, jakby musiała pracować tu za karę.
- A więc mogę? – zapytała takim tonem, że każdemu popsułaby humor.
- Tak proszę, to znaczy dziękuję. – odpowiedziałem nieco zdenerwowany. Kobieta wzięła moją filiżankę, złoty puchar, w którym jeszcze niedawno znajdowały się lody, a następnie zabrała także i Louisa. Miała zajęte już obydwie ręce, a do zabrania został jej jeszcze czajnik z herbatą. Zaczęła przekładać wszystko do jednej ręki kładąc sobie filiżanki na ręce. Wymieniliśmy z Lou zaniepokojone spojrzenia. W każdej chwili mogło jej to wszystko wylecieć z rąk rozsypując się po pokrytej szafirowymi płytkami podłodze. Kelnerka nie dawała za wygraną. Bardzo zależało jej, aby nie musieć podchodzić do nas po raz kolejny. Sięgnęła wolną ręką po dzbanek i straciła równowagę rozlewając całą herbatę na mojego przyjaciela. Wystrzelił on w górę, jak odpalony pocisk i pobiegł w kierunku toalety.
- Wielkie dzięki! – powiedziałem opryskliwie do stojącej obok mnie kobiety, której wyraz twarzy nie różnił się zupełnie niczym od tej jaki miała jeszcze parę minut temu. Szybkim krokiem udałem się w stronę Louisa. Otworzyłem drzwi od toalety i stanąłem jak wryty. Patrzyłem teraz na pięknie wyrzeźbioną klatę chłopaka. Poczułem jak przeszedł po moim ciele dreszcz. Jeszcze nigdy nie podnieciłem się tak na widok żadnego mężczyzny. Wydaje mi się, że nie czułem tego nawet patrząc na kobietę. Miał w ręce ręcznik i delikatnie jeździł nim w górę i w dół po swoim torsie obmywając go w ten sposób z resztek wylanej na niego herbaty, która zdążyła już przeniknąć na jego ciało. Po chwili w moich bokserkach zaczęło robić się ciasno i w okolicy mojego krocza powstało małe wybrzuszenia. Miałem nadzieję, że nie widać tego, bo chyba spaliłbym się ze wstydu.
- Yyy… – wydusiłem z siebie oniemiały z wrażenia. – Pomóc Ci jakoś?
- Kurr… głupie babsko. – powiedział okropnie zdenerwowany tym razem próbując zmyć plamę z białego T-shirtu.
- Zostaw już tą koszulkę. – podszedłem do niego bliżej. – Proszę, masz moją bluzę. Załóż ją. – powiedziałem przesadnie miło. Zdjąłem z siebie ubranie i podałem Louisowi. Spoglądał na nią przez moment, a po chwili zabrał i włożył na siebie. Stanął przed lustrem i zaczął się w nim przeglądać. Zauważyłem pojawiający się uśmiech na jego twarzy.
- Oj no wyglądasz jeszcze przystojniej niż przedtem. Nie musisz się już tak przeglądać. – wyszczerzyłem zęby.
- Harry! Dziękuję Ci bardzo! Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił. – odrzekł i przyciągnął mnie do siebie. Nagle wtulił się we mnie najmocniej jak tylko umiał. Poczułem jak jego delikatne i miękkie włosy zaczynają muskać moje policzki. Było to niesamowite uczucie. Moje ręce spoczywały na jego biodrach bardzo blisko pośladków. Miałem wielką ochotę ich dotknąć, ale musiałem się powstrzymywać. Po dłuższej chwili chłopak się ode mnie odkleił.
- Spadajmy stąd. Nic tu po nas – rzuciłem radośnie i oboje wybuchliśmy śmiechem. Wyszliśmy z łazienki. Podeszliśmy do kasztanowego baru przy, którym stała winowajczyni całego zamieszania.
- Proszę bardzo, a o to moja koszulka. Proszę ładnie ją wyprać, a ja przyjdę po nią jutro. – powiedział ironicznie kładąc na blacie swoją poplamioną odzież. Kobieta nic nie odpowiedziała tylko zabrała pozostawioną rzecz, a my udaliśmy się w stronę wyjścia.
Wracając Louis uparł się, że chce odprowadzić mnie pod sam dom. Uległem, bo nie umiałem mu się sprzeciwić. Gdy znaleźliśmy się już pod moim mieszkaniem zapytałem chłopaka czy chciałby jeszcze wejść do środka, lecz on poskarżył się na brak czasu i zmęczenie. Muszę przyznać, że sam byłem już nieco senny.
- No to jeszcze raz bardzo dziękuję Ci za dzisiejszy, spędzony razem dzień. – powiedział łapiąc mnie za rękę. Poczułem przyjemne ciepło jego ciała i przygryzłem lekko dolną wargę. Nie chciałem się z nim żegnać, ale pocieszałem się tym, że już niedługo znowu się spotkamy.
- To ja Ci bardzo dziękuję! – uśmiechnąłem się. – Więc w poniedziałek o której mam wpaść, no i gdzie? – zapytałem przypominając sobie, że przecież nie wiem gdzie on mieszka.- Napiszę Ci jutro rano smsa z wszystkimi informacjami, a teraz wybacz, ale muszę już lecieć. – odrzekł przytulając mnie. Zawsze gdy to robił było mi tak przyjemnie i wygodnie. Chciałem żeby trwało to wiecznie.
- Ok, wiec do zobaczenia. – pomachałem mu i wszedłem do domu. Nie zastanawiając się nad niczym poszedłem do swojego pokoju, rzuciłem się na łóżko i zasnąłem.
- Ok, wiec do zobaczenia. – pomachałem mu i wszedłem do domu. Nie zastanawiając się nad niczym poszedłem do swojego pokoju, rzuciłem się na łóżko i zasnąłem.
Kolejny dzień nie różnił się niczym od pozostałych niedziel. Spędziłem go w towarzystwie mamy. Pojechaliśmy na zakupy, do babci i wieczorem oglądaliśmy telewizję. W międzyczasie próbowałem trochę się uczyć, ale ciągle coś mnie rozpraszało… jak nie myśli o Lou, to informacja, że mam jutro urodziny i spędzę je z moim najlepszym przyjacielem. Nagle dostałem smsa. Była to wiadomość, na którą tak cały dzień czekałem.
Cześć słodziaku! Jak tam po wczorajszym spotkaniu? Przypominam, że jutro się widzimy. Zapraszam Cię na godzinę 14:00 do mnie czyli mieszkania przy ulicy Krętej 33. Nie zapomnij zabrać ze sobą dobrego humoru i chęci na szaloną zabawę :D
Cześć słodziaku! Jak tam po wczorajszym spotkaniu? Przypominam, że jutro się widzimy. Zapraszam Cię na godzinę 14:00 do mnie czyli mieszkania przy ulicy Krętej 33. Nie zapomnij zabrać ze sobą dobrego humoru i chęci na szaloną zabawę :D
Lou ;*
Po przeczytaniu wiadomości cieszyłem się jak dziecko. I jeszcze to słodziaku. O mój Boże… to takie urocze. Nikt nigdy wcześniej mnie tak nie nazywał. Czułem, że jutrzejszy dzień będzie jednym z najlepszych w życiu. Nie do końca jednak wiedziałem co miał na myśli mówiąc o szalonej zabawie, ale mogłem być pewien, że szykuje coś wyjątkowego. Teraz to już w ogóle nie mogłem się na niczym skupić. Zrzuciłem książki z biurka i odpaliłem swoje PS3. Resztę dnia spędziłem grając na konsoli.
Po przeczytaniu wiadomości cieszyłem się jak dziecko. I jeszcze to słodziaku. O mój Boże… to takie urocze. Nikt nigdy wcześniej mnie tak nie nazywał. Czułem, że jutrzejszy dzień będzie jednym z najlepszych w życiu. Nie do końca jednak wiedziałem co miał na myśli mówiąc o szalonej zabawie, ale mogłem być pewien, że szykuje coś wyjątkowego. Teraz to już w ogóle nie mogłem się na niczym skupić. Zrzuciłem książki z biurka i odpaliłem swoje PS3. Resztę dnia spędziłem grając na konsoli.
Rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Przetarłem oczy dłonią i mocno się przeciągnąłem wydając przy tym stłumiony jęk.
- Proszę! – odpowiedziałem na ponowne zapukanie. Nagle ujrzałem w drzwiach moją mamę z ogromnym tortem w ręku. Był on jasnoróżowy więc wnioskowałem, że był o smaku truskawkowym. Jego krawędzie pokryte były kolorową posypką, a wierz oblany był polewą czekoladową. Wystawało z niego 17 palący się świeczek.- Sto lat, sto lat… - zaczęła śpiewać przybliżając się do mojego łóżka. Gdy skończyła usiadła na nim.
- A teraz pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki. – zrobiłem tak jak powiedziała. Trochę zastanawiałem się nad jakimś kreatywnym życzeniem, ale w końcu doszedłem do wniosku, że najbardziej chciałbym, abym w końcu poczuł się kochany, najlepiej przez Lou. Zamknąłem oczy i dmuchnąłem najmocniej jak tylko umiałem. Mama zaczęła klaskać, a następnie położyła wypiek na biurku, pokroiła go i podała mi kawałek. Zaczęliśmy kosztować jej dzieła. Przyznam szczerze, że choć gotować nie umiała to pieczenie wychodziło jej wyśmienicie. Tor był przepyszny. W pewnym momencie na jej twarzy pojawił się smutek.
- Co się stało? – zapytałem zmartwiony.
- Synku. – zaczęła mówić powoli co nie wróżyło nic dobrego. – Wiesz… niestety, ale dzisiaj muszę zostać dłużej w pracy i… i nie będę mogła spędzić Twoich urodzin razem z Tobą. – Spuściła głowę wpatrując się w poduszkę. Po usłyszeniu tej informacji trochę się zasmuciłem, ale przypomniało mi się, że i tak jestem umówiony więc sam na pewno nie będę.
- Nie martw się mamo. – odrzekłem pocieszając ją. – Spotykam się z przyjacielem więc towarzystwo na dzisiejszy dzień mam zapewnione. – Uśmiechnąłem się i mocno ją przytuliłem. Zauważyłem, że na jej buzi również pojawił się uśmiech. Dokończyliśmy jedzenie i poszedłem przygotowywać się do szkoły.
- A teraz pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki. – zrobiłem tak jak powiedziała. Trochę zastanawiałem się nad jakimś kreatywnym życzeniem, ale w końcu doszedłem do wniosku, że najbardziej chciałbym, abym w końcu poczuł się kochany, najlepiej przez Lou. Zamknąłem oczy i dmuchnąłem najmocniej jak tylko umiałem. Mama zaczęła klaskać, a następnie położyła wypiek na biurku, pokroiła go i podała mi kawałek. Zaczęliśmy kosztować jej dzieła. Przyznam szczerze, że choć gotować nie umiała to pieczenie wychodziło jej wyśmienicie. Tor był przepyszny. W pewnym momencie na jej twarzy pojawił się smutek.
- Co się stało? – zapytałem zmartwiony.
- Synku. – zaczęła mówić powoli co nie wróżyło nic dobrego. – Wiesz… niestety, ale dzisiaj muszę zostać dłużej w pracy i… i nie będę mogła spędzić Twoich urodzin razem z Tobą. – Spuściła głowę wpatrując się w poduszkę. Po usłyszeniu tej informacji trochę się zasmuciłem, ale przypomniało mi się, że i tak jestem umówiony więc sam na pewno nie będę.
- Nie martw się mamo. – odrzekłem pocieszając ją. – Spotykam się z przyjacielem więc towarzystwo na dzisiejszy dzień mam zapewnione. – Uśmiechnąłem się i mocno ją przytuliłem. Zauważyłem, że na jej buzi również pojawił się uśmiech. Dokończyliśmy jedzenie i poszedłem przygotowywać się do szkoły.
W szkole spotkałem swoich przyjaciół, ale żadne z nich nie pamiętało o moim święcie. Co jeszcze dziwniejsze ani razu nie natknąłem się na Lou. Nawet na lekcji chemii, którą miałem razem z nim. Czekałem też na wiadomość od Jennifer, która zawsze pamiętała o moich urodzinach, ale mój telefon przez cały dzień był cicho. Zrezygnowany i trochę zasmucony wróciłem do domu. Jak przypuszczałem mamy już nie było. Byłem zupełnie sam więc postanowiłem zacząć przygotowania do dzisiejszego spotkania. Denerwowałem się trochę, gdyż to mój pierwszy raz kiedy będę u chłopaka w domu i nie mam pojęcia czy zastanę tam również i jego tatę. Postanowiłem wygrzebać z szafy najlepsze ciuchy jakie tylko znalazłem. Większość z nich kupiłem specjalnie na tę okazję wczoraj kiedy byłem z mamą na zakupach.
Błądziłem pomiędzy ulicami na których wcześniej nigdy w życiu nie byłem. Nie znałem tych terenów i nie bardzo wiedziałem, w którą stronę iść. Po drodze spotkałem pewną bardzo miłą panią, która wskazała mi prawidłowy kierunek. W pewnym momencie wydawało mi się, że niedaleko ode mnie zauważyłem Jenny, ale gdy podszedłem bliżej nikogo już tam nie było. Po dłuższej chwili znalazłem się na ulicy Krętej. Otaczały mnie wielkie, bogato zdobione domy. Każdy z nich miał po dwa piętra i olbrzymi ogród. Szedłem wzdłuż drogi podziwiając wille przypominające pałace z opowieści o księżniczkach. W pewnym momencie znalazłem się przed domem na którym wisiała tabliczka z napisem ul. Kręta 33. To musiało być tutaj. Z zewnątrz dom Louisa w porównaniu do sąsiadów wyglądał dość… ubogo. Szczerze mówiąc kompletnie tam nie pasował. Był w całości wykonany z drewna. Do małej altanki znajdującej się przed mieszkaniem prowadziła wydeptana ścieżka. Po jej obu stronach rosło kilka, niesymetrycznie posadzonych drzew. Każdy innego rodzaju. Nie robił on na mnie wielkiego wrażenia. Gdy już skończyłem oceniać wygląd zewnętrzny Tomlinsonowej posiadłości udałem się w kierunku drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem i przez dłuższą chwilę nikt nie odpowiadał, więc postanowiłem zadzwonić jeszcze raz.
- Wejdź! – usłyszałem głos dochodzący zza ściany, który najprawdopodobniej należał do Louisa. Nie byłem pewny tego co robię, ale chwyciłem metalową klamkę i otworzyłem drzwi. Zauważyłem… tak właściwie to nic, bo otaczała mnie kompletna ciemność. Zacząłem macać znajdującą się obok mnie ścianę. Jeździłem ręką po chropowatej tapecie szukając włącznika. Po chwili szukania znalazłem go i nacisnąłem powodując zaświecenie się lampy i oświetlenia całego pomieszczenia.
- Niespodzianka! – zaskoczony i przestraszony aż podskoczyłem. Byli to moi przyjaciel. Zayan, Niall, Liam, Jennifer i oczywiście Louis. Wszyscy rzucili się na mnie i zaczęli składać mi życzenia.
- Yyy, ale… - wydusiłem z siebie nadal oszołomiony. – Kochani dziękuję wam bardzo. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Szczerze mówiąc to myślałem, że zapomnieliście.
- Jak moglibyśmy zapomnieć – powiedział Liam obejmując moje ramię.
- Przecież nigdy jeszcze nie zapomnieliśmy. – dodała Jennifer uśmiechając się.
- Ale… ale jak wy to zaplanowaliście? – zapytałem zdziwiony.
- Do nas zadzwonił Louis. – powiedział Zayan spoglądając na chłopaka.
- A do mnie dzwoniła Jenny. – odpowiedział Lou.
- Ooo… dziękuję Ci bardzo. – przytuliłem mocno moją przyjaciółkę. Ona wyszczerzyła zęby i oblała się rumieńcem.
- Dobra, dobra. – wyszczerzyła zęby. – Chodźmy do salonu tam już wszystko na nas czeka. – Salon cały udekorowany był kolorowymi serpentynami i balonikami. Na jego środku stał wielki stół, a na nim znajdował się tort wyglądający całkiem podobnie to tego upieczonego przez moją mamę, kolorowe kubeczki, chipsy i inne przekąski. Gdy to wszystko zobaczyłem to poczułem, że mam najlepszych przyjaciół na świecie. Sami to wszystko zorganizowali i jeszcze zrobili to tak, że o niczym się nie dowiedziałem. Nigdy bym ich o to nie podejrzewał. To był piękny gest z ich strony. Rozglądałem się też w poszukiwaniu ojca Louisa, lecz chyba nie było go w domu. Po pewnym czasie podszedł do mnie Lou i podał mi kolorową czapeczkę. Chciałem z nim porozmawiać, ale reszta chłopaków zaczęła rozlewać alkohol. Niall przyniósł ze sobą kilka cytrynówek domowej roboty. Podobno już niewielka ilość potrzebna była, aby osiągnąć stan upojenia. Rozdał każdemu po kubeczku i nalał trunku do jego połowy. Przyznam, że nie przepadałem za tego typu alkoholem, ale już dawno nie piłem więc cieszyłem się, że mogę zrobić to właśnie w takim towarzystwie. Każdy wypił po jednej kolejce i zabraliśmy się za spożywanie tortu i reszty przekąsek. Siedziałem naprzeciwko Louisa toteż co jakiś czas spoglądałem na niego. Wglądał dzisiaj równie przystojnie jak zawsze, lecz był nieco cichy i nieśmiały. Gdy byliśmy sami zachowywał się zupełnie inaczej. W pewnej chwili nasze oczy się spotkały. Uśmiechnąłem się do niego serdecznie i spuściłem wzrok. Po jakichś dwóch godzinach byliśmy już tak wypici, że postanowiliśmy zagrać w butelkę. Usiedliśmy wszyscy w kółku na dywanie i zacząłem tłumaczyć zasady.
- A więc kręcimy butelką, na kogo wskaże ta zwężona część ten musi wybrać czy chce pytanie lub zadanie. Jak już wybierze to osoba, która kręciła butelką zadaje mu pytanie lub wymyśla zadanie. – wyjaśniłem mając nadzieję, że wszyscy są jeszcze na tyle trzeźwi, że zrozumieli moje słowa. W odpowiedzi wszyscy potaknęli.
- No więc skoro dzisiaj jest moje święto to ja zacznę. – oznajmiłem biorąc butelkę. Położyłem ją na dywanie i mocno zakręciłem. Butelka obracała się przez jakiś czas wskazując naprzemiennie każdego z nas. Nagle zatrzymała się na Jenny.
- A więc pytanie czy zadanie. – spojrzała na mnie i po chwili zastanowienia odpowiedziała.
- No to… wybieram pytanie.
- Hymm… Więc z kim po raz pierwszy się całowałaś? – zadałem pytani. Wszyscy spojrzeli po sobie i nagle wybuchli śmiechem.
- No co? – zapytała zawstydzona.
- Odpowiadaj. – pospieszył ją Niall.
- No to Greg Smith. Ten co jest teraz w klasie maturalnej. – odrzekła łapiąc się za policzki, które kolejny raz zrobiły się całe czerwone. Po chwili ciszy znowu zaczęliśmy się śmiać. Greg to jedna z najbardziej nieudolnych osób w naszej szkole, poza tym w ogóle się nie myje i nosi wciąż te same ubrania.
- Śmiejcie się, śmiejcie… Teraz ja kręcę. – powiedziała zadziornie kładąc butelkę na ziemi i mocną nią zakręcając. Butelka zatrzymał się na mnie.
- Proszę, proszę, proszę… Harry… Pytanie czy zadanie? – zapytała najwidoczniej bardzo uradowana. Wiedziałem, że dziewczyna zna mnie bardzo dobrze, a więc obawiałem się trochę pytań, które może mi zadań. Postanowiłem wybrać zadanie.
- Niech się zastanowię. – rzuciła zerkając na mnie takim wzrokiem jakby miała jakieś niecne zamiary.
- Skoro jestem tu jedyną dziewczyną, to pocałuj Louisa. – otworzyłem szeroko oczy nie dowierzając temu co przed chwilą usłyszałem.
- Co? – zapytałem lekko oszołomiony.
- To co słyszałeś. – zaśmiała się. – Całuj Lou! – spojrzałem na chłopaka, który patrzył na mnie niepewnym wzrokiem, następnie zerknąłem również na pozostałych chłopaków którzy uśmiechali się zachęcająco. Nie powiem, to była rzecz, którą chciałem zrobić już od dawna i bardzo na to czekałem, ale myślałem, że zrobimy to w nieco innej sytuacji kiedy będziemy sami. Jednak raz się żyje. Zbliżyłem swoją twarz do jego i delikatnie musnąłem jego wargi swoimi. Poczułem jak jego usta zaczynają układać się w podkówkę dając efekt uśmiechu. Oderwałem się od niego również uśmiechnięty. Wszyscy zaczęli bić nam brawo i pokrzykiwać. Trochę zawstydzony zabrałem butelkę i kontynuowaliśmy grę.
- Muszę iść do ubikacji. – powiedziałem po chwili przerywając zabawę.
- Choć! Zaprowadzę Cię! – odrzekł Louis łapiąc mnie za rękę. – szliśmy po schodach do góry, a następnie do końca korytarza. Wszedłem do łazienki i załatwiłem swoją potrzebę. Umyłem ręce i wyszedłem. Lou stał oparty o ścianę uśmiechając się.
- To było coś niesamowitego. – powiedział lekko oszołomiony. Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia. Dzięki wypitemu niedawno alkoholowi czułem brak jakichkolwiek oporów oraz zahamować. Podszedłem do niego i stanąłem tak, że nasze twarze dzielił dystans zaledwie kilku centymetrów. Moje serce zaczęło przyspieszać. Oddech stał się nierówny. Patrzyłem mu prosto w oczy, które jakby mówiły, że bardzo tego chce. Obydwoje pochyliliśmy się zmniejszając dystans do zera. W tym momencie poczułem jego ciepły oddech, a nasze wargi zaczęły delikatnie się muskać. Delikatnie rozchyliłem językiem jego usta. Poczułem jak jego ręka błądzi po moich plecach, a następnie pośladkach. Nie pozostałem dłużny i wsadziłem mu rękę pod koszulę dotykając jego rozpalonego torsu. Opuszkami palców gładziłem idealnie wyrzeźbione mięśnie. Po chwili zacząłem rozpinać jego koszulę gdy nagle usłyszeliśmy jak ktoś zmierza w naszą stronę. Szybko odkleiliśmy się od siebie i zaczęliśmy doprowadzać się do porządku.
- Halo!? Jesteście tam? – zapytał głos należący do Jennifer.
- Tak, tak! Już idziemy. – odpowiedziałem spoglądając z pożądaniem na mojego „przyjaciela”.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------Wszystkiego najlepszego Hazzy!!! Aż nie do wiary, że on ma już 20 lat :D I z tej okazji przygotowałem dla was rozdział specjalny. Wydarzyło się w nim wiele u rozdział wyszedł dość długi. Chcę wam strasznie podziękować za wszystkie komentarze po ostatnim rozdziałem. Dziękuję serdecznie za wszystkie słowa konstruktywnej "krytyki" i pisząc ten rozdział starałem się opisywać jak najwięcej uczuć i miejsc. Wspominaliście również o opisie kawiarni. Nie mogłem pozostawić tego bez komentarz dlatego też dokończyłem sytuację w tej kawiarni i władowałem w nią tyle opisów uczuć, osób i trochę też samego miejsca, że mam nadzieję, że zaspokoiłem wasze potrzeby :D Dziękuję również mojemu kochanemu natchnieniu, które wciąż mnie dopinguje i jest pomysłodawczynią niektórych scen :*** W końcu doszło do pierwszego pocałunku. Mam nadzieję, że scena ta również wam się podobała. I teraz mam pytanie: Czy chcecie, aby w kolejnych rozdziałach zawarł również jakieś sceny +18 z udziałem naszych głównych bohaterów? :D Mógłbym spróbować coś takiego napisać :D Następny rozdział pojawi się tradycyjnie w środę. Jeszcze raz za wszystko dziękuję i... KOMENTUJCIE!
Bay ;***
Jejku, wlasnie sobie uswiadomilam, ze moj ostatni komentarz mogl wyjsc na troche... egoistyczny ? :/ Przepraszam, chcialam tylko podkreslic jak bardzo Twoj blog sie wyroznia na tle innych. Nie przeczytalam jeszcze rozdzialu, a jedynie dopisek - tradycyjnie, przyjemne zostawiam sobie na dobranoc :33 Serio, czytanie opiwiadania z kakem w łóżeczku to najlepsza rzecz ever <3 Fajnie, ze dodałeś opisy. Opowiadanie dzieki temu moze bedzie przy okazji troche dłuższe :3 Pewnie skomentuje jeszcze raz-gdy przeczytam rozdzial. Xxx, curly
OdpowiedzUsuńPerfekcyjny :D
OdpowiedzUsuńCieszę się, że tak przyjąłeś tą uwagę o opisach ;) Już w pierwszych linijkach uśmiechałam się bo zauważyłam iż starasz się opisywać dokładniej ;) Boże i ten prawie-seks w korytarzu xD Dziękuję Jenny za to zadanie w zabawie w butelkę ;) Ja również nie mogę uwierzyć że nasz Hazz ma 20 lat ;/ Oni tak szybko rosną xD TAK!!! Chcemy 18+ Larrego napisane przez ciebie ;) Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału ;)
OdpowiedzUsuń/LIKR
Już nie mogę się doczekać nowego! Świetny, nic dodać, nic ująć :D I tak, chcemy +18 ;D
OdpowiedzUsuń/69
KOMENTARZ Z NUMEREM 1:
OdpowiedzUsuńO boże, boże, boże!!!
Ten rozdział jest ZAJEBISTY! TAK IDEALNIE NAPISANY!
Takie niesamowite sceny, wszystko tak do siebie pasuje, wszystkie szczegóły pokazane. Najlepiej!
I to tak niepospolicie pięknie się czyta.
Po poprzednich rozdziałach sobie myślałam, że lepiej tego nie można pisać, ale nie... Można. <3
No wiedz po prostu, że jestem dumna, baaaardzo! Wzorowo, niezrównanie i zachwycająco!!!
NAJLEPSZY BLOG EVER! FOREVER! :* KOCHAM TO!
A ten rozdział -----------> Przeszedłeś samego siebie, serio! :)))))
Chcę kolejny rozdział, czekam z niecierpliwością!
I pamiętaj tylko, że to wszystko, co się między nimi dzieje, to nie może tak być szybko. Myślę, że powinni się jeszcze bardziej poznać i potem już oczywiście 18+ jak najbardziej. :D Będzie ciekawie. ^^
Rozdział godny podziwu, dziękuję i gratuluję. /K. (spóźniona, ale jak zawsze szczera)
:**********
Przepraszam ze nic nie pisalem... Mialem kilka nieprzyjemnych praw pozniej ci opowiem. A rozdzialy swietne nie to co moj shot. Nie martw sie o mnie wszystko ci wyjasnie
OdpowiedzUsuń<3Kacper
Mm...To było takie Kochane i Słodkie <3 Pisz Dalej ! :**
OdpowiedzUsuń